Reklama

Reklama

Kopacz: Sklepy z dopalaczami nie powinny być otwarte

Sklepy oferujące dopalacze nie powinny być już nigdy otwarte - podkreśliła minister zdrowia Ewa Kopacz.

- Jeśli uda nam się uchwalić ustawę, i to prawo będzie podpisane przez pana prezydenta - w co nie wątpię - to nagle jednego dnia, powiemy: to, co robicie wprowadzając dopalacze na rynek, jest nielegalne i jest karane - powiedziała Kopacz.

Reklama

Minister zdrowia dodała, że rządowa ustawa daje inspektorowi sanitarnemu duże możliwości kontrolne. - Lepiej, żeby się inspektor pomylił, co do bezpieczeństwa jakiegoś produktu, niż gdyby miał być zbyt zachowawczy - dodała Kopacz.

Podkreśliła też, że zamknięcie sklepów z dopalaczami było możliwe dopiero w sytuacji, gdy zaistniało uzasadnione podejrzenie, że środki te są szkodliwe dla zdrowia. - Chłopiec, który trafił do szpitala, miał kieszenie pełne tych produktów - mówiła minister.

Dodała też, że nowa ustawa doprecyzowuje istniejące przepisy, gdyż pojawiały się opinie, że nie są one jednoznaczne. Kopacz zaznaczyła jednocześnie, że zamykanie sklepów z dopalaczami było przeprowadzone zgodnie z obowiązującym prawem.

Sejmowa komisja nadzwyczajna opowiedziała się w czwartek za rządowym projektem nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, który ma m.in. uniemożliwić handel dopalaczami. Tym samym bezprzedmiotowe stają się ustawowe propozycje opozycji.

Jeszcze dziś rządowym projektem zajmą się sejmowe komisje administracji i spraw wewnętrznych, zdrowia oraz sprawiedliwości i praw człowieka. Na tym posiedzeniu podczas obrad plenarnych Sejmu zaplanowane jest drugie czytanie projektu.

Rządowy projekt wprowadza przepisy, które zakazują wytwarzania i wprowadzania do obrotu na terenie Polski jakichkolwiek substancji (niezależnie od ich stanu fizycznego i źródła pochodzenia, w tym roślin, grzybów oraz ich części) lub produktów, które mogą być używane jako środki odurzające lub substancje psychotropowe.

W przypadku uzasadnionego podejrzenia, że produkt stwarza zagrożenie życia lub zdrowia ludzi, inspektor sanitarny będzie mógł wstrzymać jego wytwarzanie lub wprowadzanie do obrotu albo nakazać wycofanie z handlu na okres do 18 miesięcy. W tym czasie prowadzone będą badania dotyczące jego wpływu na zdrowie. Inspektor dodatkowo będzie mógł nakazać zaprzestanie prowadzenia działalności w obiektach służących wytwarzaniu lub wprowadzaniu podejrzanego produktu do obrotu - czyli np. zamknąć sklep lub hurtownię.

Za złamanie zakazu produkcji i wprowadzania do obrotu produktów, które mogą być używane jak środki odurzające lub substancje psychotropowe, będzie nakładana kara w wysokości od 20 tys. zł do nawet 1 mln zł. Podstawę wymiaru kary stanowić będzie w szczególności ilość wytworzonego lub wprowadzonego do obrotu środka zastępczego.

Portal Money.pl podał dziś szacunki, z których wynika, że tylko we wrześniu w sklepach z dopalaczami Polacy wydali ok. 240 mln zł, a branża zarobiła na czysto ponad 160 mln zł. Z danych, które przytacza portal Money.pl, wynika, że obroty największego ze sklepów w ciągu miesiąca sięgały 1 mln zł. - Średnia zyskowność na handlu dopalaczami w 2010 r. wyniosła 98 proc. - powiedziała z kolei Wiesława Dróżdż z Ministerstwa Finansów.

Szacowana przez portal średnia wartość miesięcznej sprzedaży jednego sklepu wynosiła ok. 146 tys. zł, a średnie miesięczne zyski - 90 tys. zł. Money.pl oszacował też, że sklep o średnich obrotach odprowadził we wrześniu podatki w wysokości 44 tys. zł. W skali miesiąca daje to ponad 79 mln zł wpływów do budżetów samorządów i Skarbu Państwa.

Dowiedz się więcej na temat: minister zdrowia | portal | inspektor | środki | dopalacze | zdrowie | minister | otwarte | sklepy | Nie | Ewa Kopacz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne