Reklama

Reklama

Komendant główny Straży Granicznej: Czy naszą winą jest, że chronimy granic ojczyzny?

- Jest mi żal po ludzku i przykro, kiedy z wielu ust jesteśmy atakowani i obrażani, ale obiecuję, że zawsze będziemy stali za funkcjonariuszami, zawsze będziemy ich bronić, bo czy naszą winą jest to, że jesteśmy wierni rocie ślubowania? Czy naszą winą jest to, że chronimy granic ojczyzny? Chyba nie - powiedział podczas poniedziałkowej konferencji prasowej komendant główny Straży Granicznej gen. dyw. SG Tomasz Praga.

- W tym roku przyszło nam się zderzyć z fala nielegalnych migrantów na naszej granicy polsko-białoruskiej. Szacujemy, że mniej więcej, w tej chwili na Białorusi znajduje się około 10 tys. migrantów ściągniętych przez reżim Łukaszenki, ale on na tym nie kończy. W tym momencie szuka nowych kierunków, dróg, aby ściągać kolejne grupy migrantów, przeważnie drogą lotniczą na terytorium Białorusi, następnie po dwóch-trzech dniach pobytu w Mińsku bądź okolicach są przerzucani na granicę łotewską, litewską lub polską - powiedział Praga.

Poinformował, że w ostatni weekend zanotowano wzrost tych działań ze strony reżimu Łukaszenki. - W sobotę udaremniliśmy próby nielegalnego przekroczenia granicy przez 215 osób, w niedzielę było to 152 osoby, a dzisiaj od godziny zerowej do siódmej rano było to już 59 osób - podał. Praga zauważył, że "o ile do połowy lipca nielegalne działania odbywały się przede wszystkim w porach nocnych od połowy lipca odnotowaliśmy, że próby nielegalnego przekroczenia granicy z Polską i to na całym odcinku granicy polsko-białoruskiej, odbywają się praktycznie przez całą dobę".

Reklama

"Mówią, że jadą do rodziny"

- Grupy przestępcze są bardzo zainteresowane działaniami związanymi, aby odebrać bezpośrednio po nielegalnym przekroczeniu granicy przez migrantów te osoby i przerzucić je na teren Unii Europejskiej przede wszystkim do Niemiec i Francji, Polska nie jest ich celem - dodał. Tłumaczył, że "wielu (migrantów - red.) podczas przesłuchań mówi, że oni jadą do brata, siostry, rodziny, nie wiedzieli, że po drodze będzie jeszcze Polska, polska granica i polskie służby". To, zdaniem komendanta, "pokazuje cały mechanizm, który ma dzisiaj miejsce".

- Odnotowaliśmy sytuację, kiedy próbowano wciągnąć nas w rozgrywki, aby utworzyć nowe Usnarze na linii granicy, ale nie udało się, funkcjonariusze odchodzili obserwowaliśmy teren, a migranci nawet nie przekraczali linii granicy, tylko wracali w głąb terytorium Białorusi, to też świadczy o tym, że są inspirowane i wykorzystywane po prostu - ocenił.

Praga poinformował, że granica jest chroniona nie tylko fizycznie przez funkcjonariuszy, ale jest w tej chwili "bardzo mocno nafaszerowana sprzętem elektronicznym, optoelektronicznym". - I chociaż nas w niektórych miejsca nie widać, to czuwamy nad tymi miejscami - zaznaczył.

Komendant główny straży "podziękował wszystkim mieszkańcom pogranicza i samorządowcom za współpracę i zrozumienie. - Wbrew temu, co się czasami pojawia w mediach, to dzięki informacjom od mieszańców uzyskujemy informacje, że na terenie ich miejscowości znajdują się osoby podejrzane, których nie znają - powiedział. Jego zdaniem "to właśnie określenie stref objętych stanem wyjątkowym pozwala nam, aby te grupy przestępcze nie mogły tak łatwo docierać w te rejony i docierać do migrantów".

Praga: Robimy to, co do nas należy

Praga skierował też podziękowania wszystkim funkcjonariuszom policji, żołnierzom Wojska Polskiego i funkcjonariuszom Straży Granicznej. - Jesteście wierni rocie ślubowania: "strzec nienaruszalności granicy państwowej RP nawet z narażeniem życia". Robicie to codziennie i za to wam dziękuję, jestem dumny. Jest to dla mnie ogromny honor i zaszczyt, że mogę stać na czele tak dobrej i wspaniałej formacji - podkreślił.

- Jest mi żal po ludzku i przykro, kiedy z wielu ust jesteśmy atakowani i obrażani, ale obiecuję, że zawsze będziemy stali za funkcjonariuszami, zawsze będziemy ich bronić, bo czy naszą winą jest to, że jesteśmy wierni rocie ślubowania? Czy naszą winą jest to, że chronimy granic ojczyzny? Chyba nie - rozważał.

Następnie zaproponował, "żeby wszystkie osoby, które mają wątpliwości, odpowiedziały sobie na to pytanie, same, w zaciszu domowym - bo funkcjonariusze ciężko służą, są daleko od swoich rodzin, które też to przeżywają - czy to jest nasza wina?". - Robimy to, co do nas należy, nic więcej, chronimy naszych obywateli i granicy, tak jak przewiduje to ustawa, i za to im dziękuję, i chylę przed nimi czoła - zakończył.

Od czwartku w przygranicznym pasie granicznym z Białorusią, czyli w części województw podlaskiego i lubelskiego, zaczął obowiązywać stan wyjątkowy. Obejmuje on 183 miejscowości. Został wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta, wydanego na wniosek Rady Ministrów. Rząd argumentował to sytuacją na granicy z Białorusią, gdzie reżim Alaksandra Łukaszenki, jak twierdzi rząd, prowadzi "wojnę hybrydową", używając do tego migrantów, a także zbliżającymi się manewrami wojskowymi Zapad. Wskazywano, że Polska musi zapewnić bezpieczeństwo swojej wschodniej granicy, która jest jednocześnie granicą UE. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje