Reklama

Reklama

"Kolejny raz umieram". 34-latka cierpi na bardzo rzadką chorobę

"Gdy byłam bliska śmierci, mąż oddał mi swoją nerkę. Ale dzisiaj ona już nie działa, kolejny raz umieram" - 34-letnia Marta, której organy powoli przestają pracować, apeluje o pomoc. "Najpierw przeszczepiona nerka, teraz jeszcze serce, a wszystko przez mutację w genie" - pisze kobieta. Marta cierpi na glomerulopatię typu C3. Jest jedną z kilku osób w Polsce, która musi być leczona Solirisem - najdroższym lekiem świata.

Marta zaczęła chorować cztery lata temu. We wrześniu 2013 r., podczas badań okresowych, w jej moczu znaleziono ślady białka. Biopsja wykazała kłębuszkowe zapalenie nerek wywołane nefropatią toczniową - chorobą autoimmunologiczną, która powoduje atakowanie własnego organizmu. 

"Leczono mnie na przemian sterydami i chemią albo obiema terapiami jednocześnie. Po trzech takich sesjach mój stan zdrowia, zamiast się poprawiać, zaczął się pogarszać" - Marta wspomina początki choroby. Konieczne były dializy i przeszczep nerki. Okazało się, że dawcą może być jej mąż. Przeszczepiona nerka błyskawicznie podjęła pracę, ale we wrześniu 2016 r. znów dała o sobie znać.

Reklama

"Konieczna była kolejna biopsja, próbki wysłano do Szwajcarii z prośbą o konsultację. Wtedy ujawnił się ten prawdziwy wróg" - pisze Marta. 

Diagnoza lekarzy była jednoznaczna: glomerulopatia typu C3. To choroba spowodowana mutacją genetyczną. Na świecie jest tylko kilkaset osób, które muszą się z nią zmierzyć, z czego zaledwie kilka w Polsce. 

W lutym 2017 r. przeszczepiona nerka Marty przestała pracować. 34-latka znów rozpoczęła dializy. "Mój organizm jest coraz bardziej wyniszczony. Nie wiem, ile jeszcze wytrzyma" - wyznaje kobieta. 

Jedyna nadzieja i szansa na życie dla Marty to rozpoczęcie terapii najdroższym lekiem świata - Solirisem. W Polsce nie jest on refundowany. Aby rozpocząć leczenie kobieta potrzebuje gigantycznej kwoty - 2 milionów złotych.

34-letnia Marta musi jak najszybciej wziąć lek, by zabezpieczyć inne organy wewnętrzne. Mutacja genu niszczy je po kolei - zaatakowała już serce, które jest obecnie niewydolne.

"Moja córeczka Kornelka ma dzisiaj pięć lat. Jest bardzo dzielna, nie płacze, tylko cierpliwie czeka, abym mogła znów się z nią bawić. Pragnę patrzeć jak dorasta, ocierać jej łzy, cieszyć się z sukcesów, ale jeśli nie rozpocznę leczenia, zniknę z jej życia. Umrę" - pisze Marta w dramatycznym apelu.

Aby pomóc 34-latce, wejdź na stronę Fundacji Siepomaga i wesprzyj zbiórkę nawet drobną kwotą. Dla Marty to ostatnia nadzieja.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje