Reklama

Reklama

Kolejna rozprawa ws. porucznika Piotra C. odbędzie się 30 maja

Wobec porucznika rezerwy Wojska Polskiego Piotra C., prokurator nie odczytał aktu oskarżenia. Sąd zgodził się, by oficer zapoznał się z aktami sprawy. Kolejna rozprawa została wyznaczona na 30 maja.

Proces toczy się przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie, z wyłączeniem jawności. W poniedziałek ani prokurator ani obrońca Piotra C. nie chcieli wypowiadać się na temat sprawy. Mec. Marcin Kondracki poinformował, że wystąpił do sądu z wnioskiem o możliwość zapoznania się jego klienta z aktami sprawy i sąd się do tego przychylił, a oskarżony zapoznawał się z aktami w kancelarii tajnej sądu.

Reklama

W sądzie byli też bliscy oficera. Nie kryjąc emocji zapewniali, że nie wierzą w jego winę.

Akt oskarżenia w tej sprawie warszawska prokuratura okręgowa przesłała sądowi 7 kwietnia. Jak mówił wtedy rzecznik prokuratury prok. Michał Dziekański, najpoważniejszy zarzut jest związany z gromadzeniem dokumentów papierowych i elektronicznych, w tym dokumentów niejawnych, w celu udzielenia ich obcemu wywiadowi. Nie ujawnił szczegółów. Za taki czyn grozi od sześciu miesięcy do 8 lat więzienia.

Do 10 lat więzienia grozi C. formalnie za inne przestępstwo objęte aktem oskarżenia - samowolne zabranie amunicji z jednostki wojskowej, ale w tym przypadku chodzi tylko o trzy sztuki amunicji. Były oficer oskarżony jest także o przechowywanie dokumentów niejawnych poza kancelarią tajną jednostki wojskowej.

Poszukiwany listem gończym


Piotr C. przebywa w areszcie od czasu, gdy został zatrzymany w grudniu 2016 r. Był poszukiwany listem gończym od sierpnia 2016 r.

Sprawę prowadził wydział ds. wojskowych prokuratury okręgowej, pod nadzorem departamentu ds. wojskowych Prokuratury Krajowej. Ta ostatnia podawała, że podejrzanym jest były oficer 1. Bazy Lotnictwa Transportowego w Warszawie, która powstała w miejsce 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego (rozwiązanego po katastrofie smoleńskiej).

Prokuratura i Żandarmeria Wojskowa nie informowały, na czym miała polegać działalność porucznika, ani na rzecz jakiego państwa miał on działać.

W 2015 r. media pisały o wykryciu oficera Sił Powietrznych podejrzewanego o szpiegostwo. "Gazeta Wyborcza" podawała wtedy, że chodzi o pilota śmigłowca, który służył w 36. pułku. "GW" podkreślała, że działalność oficera nie miała związku z katastrofą smoleńską.

Oficer miał zostać zatrzymany w 2014 r. przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. Nie został aresztowany; przebywał na zwolnieniu lekarskim. Jak wynika z listu gończego, w międzyczasie odszedł ze służby.

Według mediów, w tej sprawie doszło do zatargu między SKW, a prokuraturą o skalę zarzutów - SKW chciała zarzutu szpiegostwa, a prokuratura wojskowa - uznania działań oficera za przestępstwo mniejszej wagi, związane z niedopełnienie obowiązków dotyczących materiałów niejawnych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy