Reklama

Reklama

Kluby komentują decyzję Tuska. SLD chwali, a PiS...

PO jest zadowolona z zapowiedzi premiera ws. refundacji in vitro. Według SLD jest to krok w dobrym kierunku. Sceptycznie natomiast do tych planów odnosi się Ruch Palikota; z kolei zdaniem PiS premier obchodzi w tej sprawie drogę parlamentarną, bo nie ma większości w Sejmie.

"Bardzo dobrze się stało" - oceniła wiceszefowa klubu PO Małgorzata Kidawa-Błońska zapowiedź Donalda Tuska iż, in vitro będzie refundowane w ramach programu zdrowotnego. Podkreśliła jednocześnie, że rozwiązanie zaproponowane przez szefa rządu nie zdejmuje z klubu parlamentarnego Platformy odpowiedzialności za przygotowanie dobrej ustawy.

Reklama

Kidawa-Błońska zaznaczyła, że metoda in vitro jest stosowana od ponad dwudziestu paru lat, ale nie jest w Polsce uregulowana prawnie. Ważnym jest - dodała - aby dostępu do in vitro nie ograniczała sytuacja materialna par starających się o dziecko. Oceniła też, że z zapowiedzi premiera będą zadowoleni również konserwatyści, bo - mówiła - uczestnictwo w programie zdrowotnym da zarówno gwarancję bezpieczeństwa pacjentów jak i ochrony zarodków.

Tusk zapowiedział w poniedziałek refundację metody in vitro w ramach programu zdrowotnego resortu zdrowia. Program przewidziany jest na 3 lata; ma objąć 15 tysięcy par. Koszt pierwszego pół roku funkcjonowania programu, tj. od lipca do końca 2013 r. to ok. 50 mln zł. W następnych latach ma to być kwota dwukrotnie wyższa. Dalsze losy programu będą zależały od zapisów ustawy, która miałaby powstać w ciągu pierwszych trzech lat działania programu.

Kidawa-Błońska pytana, czy zapowiedź premiera przyśpieszy prace nad ustawą dotyczącą in vitro, odparła, że prace te są "na finiszu". "Daliśmy sobie czas do końca miesiąca na przedstawienie tego projektu" - dodała.

Posłanka PO była też pytana, czy inicjatywa premiera jest w jakiejś części pokłosiem głosowania nad przygotowanym przez SP projektem zaostrzającym prawo aborcyjne (za przekazaniem tego projektu do dalszych prac opowiedziało się kilkudziesięciu posłów PO). "Głosowanie nad projektem dotyczącym aborcji to był wypadek przy pracy. (...) A ustawa dotycząca bioetyki musi powstać, będzie też musiała być głosowana przez Sejm" - odparła.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński pytany o propozycje premiera powiedział, że "docenia sprawę rodzin, które nie mogą mieć dzieci w sposób naturalny". Jak mówił, "to jest problem dla każdego wrażliwego człowieka istotny, ale wolałbym abyście mnie pytali o te sprawy, niż kolejne propagandowe zagranie Tuska" - dodał prezes PiS odnosząc się do poniedziałkowej debaty na temat rynku pracy zorganizowanej przez jego partię.

O sprawę pytany był też szef klubu PiS Mariusz Błaszczak. Mówił, że regulacja sprawy in vitro na poziomie rozporządzenia to obejście prawa i dowód na to, że Donald Tusk nie ma większości w Sejmie. "Gdyby tę większość miał, zostałaby przyjęta ustawa" - podkreślił Błaszczak.

Ocenił, że przy trudnej obecnie sytuacji w polskiej służbie zdrowia, nie stać państwa polskiego na taką procedurę, a ponadto, jak zauważył, nie ma w Sejmie większości, która by się zgodziła na stosowanie tej procedury.

Z kolei Janusz Piechociński z koalicyjnego PSL z oceną planów rządu ws. in vitro wstrzymuje się do momentu przedstawienia ich na piśmie.

"Jest przedwczesne, żeby dyskutować, bo mamy ciągle sprzeczną kakofonię" - powiedział PAP Piechociński. "Wpierw słyszeliśmy, że będzie przygotowana ustawa, później, że wejdzie to rozporządzeniem, dzisiaj mówimy, że będzie program medyczny nie zakotwiczony w prawie - bo tak odbieram propozycję pana premiera. Więc poczekajmy aż rząd przedłoży ten program, bo wtedy dopiero będziemy mieli odpowiedź co z mrożeniem zarodków (...) oraz odpowiedzi na kilka innych fundamentalnych pytań, które zadają sobie obywatele" - mówił.

Zaznaczył, że w takich sprawach diabeł tkwi w szczegółach. Według niego w sprawie in vitro potrzebna jest szeroka debata publiczna.

Szef SLD Leszek Miller ocenił zaś, że plany rządu w sprawie in vitro to krok "w dobrym kierunku". "Przeciwnicy in vitro mówią, że ta sfera powinna być regulowana ustawą, a nie rozporządzeniem, czy programem ministra zdrowia. Ja uważam, że nie musi być regulowana ustawą, bo akt prawny może być podpięty pod ustawę o funkcjonowaniu ochrony zdrowia publicznego. Więc myślenie pana premiera idzie w dobrym kierunku" - powiedział Miller w poniedziałek dziennikarzom w Sejmie.

Zaznaczył jednak, że jego wątpliwości budzi ewentualna podstawa prawna programu. "Organa władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, tzn. ten program, który został ogłoszony, musi mieć podstawę prawną i jak rozumiem, powinien być usankcjonowany rozporządzeniem ministra zdrowia, a ponieważ tak ma nie być, to mnie to niepokoi, bo łatwo będzie zarzucić, że administracja publiczna w tym przypadku, w tym wypadku Ministerstwo Zdrowia działa bezprawnie" - zaznaczył lider Sojuszu.

W ocenie rzecznika klubu Ruchu Palikota Andrzeja Rozenka z planu Tuska w sprawie in vitro nic nie wyjdzie. "Rozwiązanie jest pozaprawne, premier wymyślił bajpas, obejście Sejmu. To nie rozwiązuje problemu, to zabieg na chwilę, jakaś proteza, którą na dodatek bardzo łatwo oprotestować" - stwierdził.

Rozenek uważa, że jest to "kolejny efekt skandalicznego głosowania PO" w sprawie skierowania do dalszych prac w Sejmie projektu zaostrzającego przepisy dotyczące aborcji. "Premier czuje, że stracił głosy środowisk kobiecych i próbuje w ten sposób odzyskać ich głosy, wprowadzając kolejny światopoglądowy temat. Nic z tego panie premierze, maska spadła z Platformy - wszyscy już wiedzą, że nie jest to Platforma Obywatelska, tylko malowany PiS - partia konserwatywna, która nie chce żadnych zmian w Polsce" - powiedział Rozenek.

Jak ocenił, żadne "protezy w postaci rozporządzeń, tego nie zmienią". "Wszystko, co pomaga parom czekającym na in vitro nas cieszy, ale jesteśmy realistami, wiemy, że ten zabieg zostanie natychmiast oprotestowany przez oszalałych prawicowców, którzy wykorzystają każdą prawną możliwość do tego, żeby to zablokować" - dodał rzecznik RP.

Zdecydowany sprzeciw wobec planów rządu zgłosił już szef klubu Solidarnej Polski Arkadiusz Mularczyk.

Polityk SP ma poważne wątpliwości, czy propozycja premiera jest zgodna z konstytucją i czy szef rządu może w taki sposób podejmować działania "wkraczające w sferę ludzkiego poczęcia". "Uważamy, że tego rodzaju powinny być regulowane ustawowo, dotyczą one spraw fundamentalnych" - oświadczył Mularczyk.

Podkreślił, że jego klub złożył jakiś czas temu w Sejmie projekt ustawy zakazujący mrożenie ludzkich zarodków. Zaapelował o podjęcie prac nad przedłożeniem, aby głosowanie nad nim odbyło się przed wejściem w życie ewentualnego programu medycznego ws. in vitro.

Dowiedz się więcej na temat: Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje