Reklama

Reklama

Kister: Nie ma przestępstwa ws. podsłuchu ministra obrony

​W sprawie podsłuchu w restauracji "Różana" w Warszawie nie da się już ustalić sprawców - podkreśla doktor Łukasz Kister z Collegium Civitas. Jego zdaniem, jest to element kampanii wyborczej.

Były funkcjonariusz kontrwywiadu zauważa, że znaleziono jedynie mikrofon - nie ma żadnego nagrania. Tym samym nie zaistniał czyn zabroniony. Jego zdaniem jest to "porażka służb, które dały się ministrowi wciągnąć w kampanię wyborczą, by mógł się pochwalić tym, że coś zadziałało".
Służba Kontrwywiadu Wojskowego odkryła urządzenie podsłuchowe w restauracji "Różana" na warszawskim Mokotowie. Znaleziono je tuż przed spotkaniem wicepremiera Tomasza Siemoniaka z szefową holenderskiego MON.
Łukasz Kister przyznaje, że w tym przypadku kontrwywiad zadziałał jak należy, bo znalazł urządzenie podsłuchujące. - Jednak to nie powinno być jego główne zadanie, bo SKW nie jest jakąś prywatną firmą, zajmującą się wykrywaniem podsłuchów - dodał. Według niego, urządzenie nie powinno zostać przekazane policji czy prokuraturze. Służby same powinny przeprowadzić operację, aby ustalić: kto chciał nagrać, na czyje zlecenie i w jakim celu.

Politycy w każdej chwili mogą być podsłuchiwani

Reklama


Kister nie wykluczył, że mogło to być działanie służb innego państwa. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne.
Jego zdaniem, politycy powinni sobie zdawać sprawę z tego, że w każdej chwili mogą być podsłuchiwani. Dlatego wszelkie spotkania powinni organizować w bezpiecznych miejscach. Takie pomieszczenia są w każdym ministerstwie oraz w siedzibie premiera i prezydenta. Nawet spotkania obiadowe, które nie są objęte klauzulą tajności, mogą dostarczać obcym służbom ważne informacje. Podczas takich rozmów mogą na przykład pojawiać tematy, które będą wskazywać na taktykę prowadzonej polityki.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie uważa, że nic nie wskazuje na to, aby znalezione w restauracji podsłuchy miały rejestrować spotkanie ministra Tomasza Siemoniaka z jego holenderskim odpowiednikiem. Rzecznik prasowy prokuratury Przemysław Nowak dodał, że dopiero po wszczęciu śledztwa będzie można ustalić szczegóły i zbadać zawartość urządzeń znalezionych w restauracji. Aby to się stało, pokrzywdzony czyli minister Siemoniak, musi złożyć do prokuratury wniosek o ściganie. Do tego czasu zabezpieczyła ona sprzęt.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy