Reklama

Reklama

Katarzyna Przybysławska: Ofiarą handlu ludźmi może zostać każdy

W obozach pracy, domach publicznych, sklepach i na ulicy – tam najczęściej „pracują” ofiary handlu ludźmi. Z Katarzyną Przybysławską, prezes zarządu Centrum Pomocy Prawnej im. Haliny rozmawiamy o tym, co zrobić, żeby zminimalizować ryzyko stania się jedną z nich.

Katarzyna Pruszkowska: Kto może paść ofiarą handlu ludźmi?

Katarzyna Przybysławska: - Statystyki pokazują, że każdy. Wiek, poziom wykształcenia, pochodzenie społeczne - to wszystko nie ma znaczenia. Bardzo trudno byłoby mi wskazać grupę osób, która może czuć się bezpieczna. Oczywiście w okresie wakacyjnym najbardziej narażone są osoby wyjeżdżające za granicę - czy to do pracy, czy na wczasy.

Jakie są najczęstsze metody werbowania ofiar?

- Jest ich wiele i są coraz bardziej wyszukane. Różnią się w zależności od tego, co mają później robić ofiary. Do obozów pracy ściąga się ludzi za pomocą specjalnie przygotowanej rekrutacji i ogłoszeń. Przestępcy potrafią konstruować je tak, by wyglądały zachęcająco i nie budziły podejrzeń. Młode kobiety, które mają pracować w seksbiznesie, werbuje się na dwa sposoby: wabi się je ogłoszeniami np. o pracy modelki lub hostessy, oraz metodą "na loverboy’a".

Reklama

- Ta druga wymaga więcej czasu i zaangażowania ze strony rekrutera, który musi znaleźć ofiarę w sieci np. na czatach lub w social mediach, rozkochać ją w sobie i przekonać do tego, żeby do niego przyjechała. Na miejscu okazuje się, że "ukochany" miał tylko jeden cel: sprzedać dziewczynę do domu publicznego. Jeśli taka dziewczyna znika i nie utrzymuje kontaktu z rodziną, jej najbliżsi mogą myśleć, że uciekła do ukochanego, odkocha się i wróci. Dlatego nie podejmują żadnych działań, żeby ją odszukać.

Obozy pracy, domy publiczne. Gdzie jeszcze trafiają ofiary handlu ludźmi?

- Wymieniła pani miejsca, do których ofiary trafiają najczęściej. Kilka lat temu głośno było  o Polakach, którzy pracowali w obozach w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Młode dziewczyny trafiają na zachód - m.in. do Niemiec. Choć w Polsce także handluje się ludźmi, zazwyczaj obywatelami zza wschodniej granicy, najwięcej ofiar trafia przez Polskę na Zachód, bo tam można na ich pracy znacznie więcej zarobić.

- Przestępcy mogą także zmuszać ofiary do żebrania. Oczywiście nie każda osoba, która na ulicy prosi o pieniądze, musi być ofiarą handlu ludźmi. Ale naprawdę sporo tych osób jest. Najczęściej do tego procederu wykorzystuje się kobiety - starsze budzą współczucie ze względu na wiek, młodszym dopasowuje się odpowiednie dzieci, często nawet nie ich własne, które mają działać na emocje przechodniów. To właśnie dlatego wiele organizacji zniechęca do dawania pieniędzy dzieciom - to tylko mali pracownicy, którzy wszystkie pieniądze oddają przestępcom, a jeśli użebrają za mało, są bite. Jeśli widzimy żebrzące dziecko, od razu zadzwońmy na policję lub straż miejską.

- Stosunkowo nowe jest zmuszanie do kradzieży. Tutaj najczęściej ofiarami są nastolatki, bo im za kradzież nie grożą poważne konsekwencje, w każdym razie nie tak poważne, jak dorosłym. Dostają listę rzeczy, najczęściej drogich, które mają wynieść ze sklepów. Jeśli wpadną, często kończy się na upomnieniu. Jeśli nie - przestępcy odsprzedają skradzione przedmioty.

- Prócz takich "oczywistych" metod wykorzystywania ludzi są jeszcze o wiele bardziej skomplikowane sposoby.  Np. przestępcy zmuszają rodziny imigrantów do zarejestrowania się w systemie socjalnym danego kraju. Jeśli rodzina dostanie świadczenia, najczęściej dość wysokie, całość przejmują gangsterzy. Czasami tożsamość nieświadomych ofiar wykorzystywana jest do wyłudzania kredytów.

Powiedziała pani, że szczególnie narażone są osoby, które wyjeżdżają za granicę. Jak mogą zadbać o swoje bezpieczeństwo?

- Jest kilka prostych, ale skutecznych sposobów. Pierwszy: zweryfikujmy dokładnie miejsce, do którego jedziemy. Nawet jeśli to "sprawdzona" firma, nawet, jeśli pracowali w niej nasi najlepsi przyjaciele. Jeśli mamy numer telefonu - zadzwońmy. Oszuści często podają nieistniejące numery telefonów - komunikat "nie ma takiego numeru" powinien nas zaniepokoić.  Można też sprawdzić adres na Google Street View i zobaczyć, co się pod nim znajduje:  firma, prywatny dom czy może klub nocny.

- Drugi sposób: skserujemy nasze dokumenty. Kopie zostawmy bliskim w kraju i weźmy ze sobą. Można też zrobić skany i wysłać je na swojego maila. Jeżeli zgubimy oryginały lub ktoś nam je zabierze, nie będziemy mieli problemy z potwierdzeniem tożsamości.

- Trzeci: regularnie kontaktujmy się z rodziną. Umówmy się, że co trzy dni zadzwonimy lub wyślemy sms, a jeśli tego nie zrobimy, będzie to oznaczało, że coś nam się stało. Bliscy będą wtedy mogli zareagować szybko i zwrócić się o pomoc do odpowiednich organów. Przed wyjazdem dobrze byłoby ustalić hasło, które, wplecione w rozmowę, będzie oznaczało, że dzieje się coś złego. Może to być, np. pozdrowienie dla nieistniejącej cioci - cokolwiek, co zabrzmi naturalnie. Ofiary handlu ludźmi są często zmuszane do kontaktów z rodziną, przestępcy chcą, żeby bliscy myśleli, że wszystko jest w porządku. Oczywiście monitorują przebieg rozmowy, ale ktoś, kto wcześniej ustali hasło - może ich przechytrzyć. Warto pamiętać o jeszcze jednej rzeczy: zapamiętajmy kilka najważniejszych telefonów. Dziś wszyscy mamy je zapisane w komórkach, więc jeśli ktoś je nam zabierze - nie będziemy mogli skontaktować się z bliskimi lub konsulatem.

- Kolejnym sposobem na zabezpieczenie się za granicą jest upewnienie się, czy praca, którą podejmiemy, jest legalna. Jeśli ktoś chce, żebyśmy podpisali umowy napisane w języku, którego nie znamy, odmówmy. Załatwmy sobie niezależnego tłumacza lub z pomocą internetowych słowników przetłumaczmy chociaż szkic umowy. Wiele ofiar nie szuka pomocy, bo nie ma legalnych umów i łatwo je zastraszyć - np. tym, że policja natychmiast je deportuje i każe im płacić ogromne kary.

Jak rozpoznać kogoś, kto zajmuje się handlem ludźmi?

- Jeżeli ktoś zarabia na przymuszaniu osoby do działań, które naruszają jej godność, np. bijąc ją lub zastraszając, może zajmować się handlem ludźmi.

Co robić, jeśli podejrzewamy, że ktoś może być ofiarą?

- Ofiary rzadko się przyznają, rzadko szukają pomocy. Część z nich nawet nie wie, w jakiej sytuacji się znajduje. Myślą, że skoro podpisały umowy lub dobrowolnie gdzieś przyjechały, muszą wytrzymać złe traktowanie. Ofiary seksbiznesu są często szantażowane - przestępcy robią im kompromitujące zdjęcia i grożą, że pokażą je rodzinie lub upublicznią.

- Jeśli podejrzewamy, że ktoś może być ofiarą handlu ludźmi lub sami znaleźliśmy się w takiej sytuacji - możemy skontaktować się z policją lub strażą miejską albo zadzwonić na całodobowy telefon zaufania prowadzony przez La Stradę (numer: 22 628 99 99).

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy