Reklama

Reklama

​Karczewski: Senat nie zajmie się we wtorek wnioskiem prezydenta ws. referendum

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski poinformował, że senatorowie nie zajmą się we wtorek wnioskiem prezydenta ws. referendum konstytucyjnego. Od kilku godzin trwa dyskusja o zmianach w sądownictwie, które w początkowej wersji harmonogramu Senatu miało być późniejszym punktem prac. Do zmian odniósł się rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński.

Karczewski pytany przez dziennikarzy w Senacie, czy we wtorek senatorowie zajmą się wnioskiem prezydenta ws. referendum, odpowiedział: "Nie, na pewno nie"

We wtorkowym głosowaniu, które odbyło się po południu, senatorowie zdecydowali, że pierwszym punktem obrad Senatu będzie nowelizacja ustaw o Sądzie Najwyższym, ustroju sądów, Krajowej Radzie Sądownictwa i o prokuraturze; po nim Izba ma zająć się wnioskiem prezydenta o referendum ws. konstytucji.

Pierwszym punktem posiedzenia Senatu - według wcześniejszego harmonogramu - miała być debata nad wnioskiem prezydenta ws. referendum.

Reklama

Tymczasem w Senacie od kilku godzin senatorowie sprawozdawcy komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji: Rafał Ambrozik (PiS) oraz mniejszości w komisji - Aleksander Pociej (PO) i Jan Rulewski (PO) - odpowiadają na pytania senatorów ws. zmian w sądownictwie. W związku z przedłużającym się posiedzeniem, zdecydowano o ograniczeniu czasu wypowiedzi. 

Z kolei senator PO Bogdan Klich zapowiedział złożenie wniosku formalnego ws. wysłuchania w trakcie dyskusji RPO Adama Bodnara. Prowadząca obrady senator PiS Maria Koc poinformowała, że przed dyskusją przewidziane jest wystąpienie Bodnara.

W reakcji na wypowiedź Klicha, marszałek Senatu Stanisław Karczewski stwierdził, że jego wniosek formalny jest "nieprawidłowy" i ocenił, że senator PO "kompromituje swoje ugrupowanie".

Na słowa Karczewskiego zareagował senator Jan Rulewski (PO), skandując: "Świr". W odpowiedzi Karczewski pytał Rulewskiego, ironizując: "Czy pan senator Rulewski przedstawiał się w tej chwili?".

Rulewski nawiązał do sobotniego spotkania z mieszkańcami Gdyni, podczas którego jedna z mieszkanek powiedziała do Karczewskiego, że przed Sejmem ustawiane są barierki i to jest wstyd. "Proszę pani, barierki, żeby świry tam się nie dostawały i żeby nie szkodziły" - odpowiedział wówczas marszałek. We wtorek Karczewski przeprosił za swoją wypowiedź wszystkich, którzy "poczuli się nią dotknięci". 

Rzecznik prezydenta komentuje

"Prezydent Andrzej Duda liczy, że Senat da szansę Polakom wypowiedzenia się w referendum konsultacyjnym w ważnych sprawach dotyczących konstytucji" - skomentował rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński.

Senat na rozpoczętym we wtorek posiedzeniu ma zająć się projektem postanowienia prezydenta o zarządzeniu referendum ogólnokrajowego w dniach 10-11 listopada 2018 roku dotyczącego zmian w konstytucji. Wniosek prezydenta został złożony w Senacie w piątek.

Łapiński pytany, czy prezydent "policzył szable" w Senacie, także w klubie PiS, jeśli chodzi o poparcie jego wniosku, Łapiński powiedział: "Są różne głosy, zobaczymy. Senatorowie są jednak wybierani w okręgach jednomandatowych, więc może każdy będzie myślał pod tym kątem, jak wyborcy go potem z tego głosowania rozliczą".

Przyznał także, że chodzi "w znacznej mierze" o senatorów Prawa i Sprawiedliwości. "Tak dziś wygląda Senat, senatorowie PiS mają większość, sześćdziesięciu kilku senatorów. Natomiast nikt nie mówi, że senatorowie Platformy Obywatelskiej nie mogą poprzeć (wniosku)" - dodał Łapiński.

Pytany, czemu "PiS jest temu referendum tak niechętne", wskazał na wątpliwości dotyczące terminu referendum. "Mogę mówić w imieniu prezydenta, że zachęcam senatorów do głosowania za tym wnioskiem. Referendum jest dwudniowe po to, żeby każdy, kto chce świętować 100-lecie niepodległości, znalazł czas i na świętowania i na oddanie głosu w referendum" - powiedział rzecznik prezydenta.

Pytany, czy skoro największe wątpliwości PiS budzi data, to czy nie można było się co do niej porozumieć, rzecznik prezydenta odparł, że w tej kwestii prezydent Duda jest konsekwentny. "Prezydent zgłaszając tę datę ponad rok temu jest tutaj przede wszystkim konsekwentny, ale też prezydent zakładał, że ta data nie będzie budziła kontrowersji" - powiedział Łapiński.

Na uwagę, że wątpliwości co do daty były zgłaszane od dłuższego czasu i prezydent mógł we wniosku umieścić ostatecznie inną datę, mniej kontrowersyjną, Łapiński stwierdził, że "byłyby wtedy podnoszone głosy, że prezydent znowu się cofa, że zmienia zdanie, że wcześniej coś innego mówił publicznie, że byliby tacy, którzy by mówili, że oszukał".

Łapiński podkreślił, że w kwestii daty, prezydent był konsekwentny, ale jeśli chodzi o pytania "był otwarty na różne głosy i dyskusje".

Zaznaczył, że prezydent ma świadomość, że w Polsce jest kłopot z frekwencją podczas referendów. "Najważniejsze, żeby Polacy mieli możliwość wypowiedzenia się w ważnych sprawach, czy skorzystają z tego, czy nie, to już jest inna sprawa, przecież nikt nikogo nie zmusi do udziału w referendum, ale szanse należy dać" - przekonywał Łapiński.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy