Reklama

Reklama

Kaczyński zostanie premierem? To „szkodnik Rzeczypospolitej” czy „polityczny strateg”?

- Myślę, że w okolicach przesilenia listopadowego ten, który rzeczywiście rządzi Polską, będzie pełnił odpowiedzialną funkcję i skończy z polityką prowadzoną z tylnego siedzenia. Kaczyński chowa się za plecami innych osób i czeka na właściwy moment, zamiast odpowiadać za swoje decyzje. To dziwna sytuacja, ale i powtórka z historii – ocenia prof. dr hab. Wojciech Saletra z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego. Innego zdania jest prof. dr hab. Rafał Chwedoruk, adiunkt w Instytucie Nauk Politycznych UW. - Po co zmieniać, skoro wszystko działa lepiej, niż spodziewali się sami autorzy ustaw i reform?

Według informacji podanych przez "Sieci Prawdy", w listopadzie może dojść do poważnych zmian w rządzie. Mówi się, że premier Beata Szydło będzie odwołana ze stanowiska, a jej miejsce zajmie prezes PiS Jarosław Kaczyński. Los kilku ministrów jest również niepewny. Ze stanowiskiem mogą pożegnać się Witold Waszczykowski, Krzysztof Jurgiel i Andrzej Adamczyk. Zagrożeni są również Anna Streżyńska i Konstanty Radziwiłł. Prof. Wojciech Saletra przewiduje, że wolta w rządzie może pokrywać się z obchodami odzyskania niepodległości.

Powtórka z historii - powrót "niewielkiej świnki"?

Reklama

Wojciech Saletra zauważa, że ewentualna zmiana na stanowisku premiera nie będzie pierwszym takim manewrem w historii Prawa i Sprawiedliwości. Przypomnijmy, że w 2005 r., po wygranych wyborach, prezes Kaczyński zadeklarował: "Jeśli prezydentem będzie mój brat, ja nie zostanę premierem". I rzeczywiście, na stanowisko wprowadzono wówczas szerzej nieznanego Kazimierza Marcinkiewicza, który wytrwał niecały rok.

- Podczas pierwszej kadencji PiS-u, w latach 2005-07 doszło do podobnej zmiany - przypomina Wojciech Saletra. - Kaczyński wyskoczył wtedy, może nie jak królik z kapelusza, ale jak niewielka świnka, która wyszła z klatki i zaczęła chrumkać. Kaczyński od razu zaczął realizować swoją politykę opartą na podejrzliwości i wyciąganiu haków. To typowy dla Prawa i Sprawiedliwości sposób prowadzenia polityki.

Prof. dr hab. Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego inaczej zapatruje się na tę kwestię:

- Ta zmiana wydaje mi się mimo wszystko mało realna. Dotychczasowy sposób funkcjonowania obozu władzy sprawdził się. To zresztą widoczne jest w sondażach, gdzie poparcie dla PiS wyraźnie kontrastuje z defensywą, w jakiej znalazła się opozycja. (...) Zmiana w takim momencie byłaby kompletnie nieopłacalna. Po co zmieniać, skoro wszystko działa lepiej, niż spodziewali się sami autorzy ustaw i reform? - pyta retorycznie Rafał Chwedoruk.

Beata Szydło. Efektywna administratorka czy niesamodzielna figurantka?

Odwołanie premier Szydło miałoby się wiązać z niewielką samodzielnością Prezes Rady Ministrów.

- Wszystkie decyzje dotyczące polityki realizowanej w Polsce zapadają na Nowogrodzkiej - twierdzi stanowczo profesor Saletra. - Podobnie jest z marszałkiem Sejmu Kuchcińskim i marszałkiem Senatu Karczewskim. W ogóle nie można mówić o ich samodzielności. Główne decyzje dotyczące polityki realizowanej w Polsce zapadają w gabinecie prezesa.

Dyskusyjna samodzielność premier i marszałków nie jest za to problemem dla prof. Rafała Chwedoruka.

- Wyborcy PiS przyzwyczaili się do pewnego modelu władzy - przekonuje profesor.

Zwolennicy partii Kaczyńskiego cenią sobie lojalność, stabilność i przewidywalność. PiS, jako partia, został zbudowany na traumie Polskiej prawicy lat 90. Tę traumę spowodowały olbrzymie podziały personalne na gruncie politycznym i ambicjonalnym. To, że PiS funkcjonuje do tej pory i bez większego szwanku przeszedł przez próby rozłamów, wiąże się z tym, że jest jeden lider całej formacji i grono liderów o mniejszym znaczeniu wewnątrz formacji. I to gwarantuje względną równowagę wewnętrzną partii. Powrót Kaczyńskiego do roli premiera byłby wycofaniem się z kierowniczej roli w PiS. Jarosław Kaczyński pełni rolę stratega, który znajduje się obok bieżącej polityki, a Beata Szydło jest osobą efektywnie administrującą i rządzącą na co dzień państwem. Kierowanie partią na co dzień odpowiada temperamentowi politycznemu Jarosława Kaczyńskiego - ocenia profesor Chwedoruk.

Co na to elektorat?

Tylko jak na ewentualną wymianę osoby na stanowisku Prezesa Rady Ministrów zareagują wyborcy? Poprzednia kadencja Jarosława Kaczyńskiego jako premiera raczej nie skończyła się sukcesem. Przypomnijmy - już w 2007 r. doszło do przedterminowych wyborów, których celem miało być pełne przejęcie władzy (PiS musiał sformować w 2005 r. koalicję). Plan się nie powiódł, a wybory w 2007 r. wygrało PO. Jak będzie tym razem?

- Na dwoje babka wróżyła - mówi prof. Saletra. - Teraz prowadzone jest sondowanie, czy warto taki wariant (objęcie stanowiska przez prezesa Kaczyńskiego - przyp. red) zastosować, bo może się okazać, że premierem zostanie ktoś inny - zastanawia się Wojciech Saletra.

Według prof. Chwedoruka poparcie elektoratu partii jest głównym czynnikiem, który sprawi, że do zmiany w rządzie nie dojdzie.

- Notowania PiS po raz pierwszy przekraczają w sposób trwały skalę dotychczasowego poparcia w wyborach - zauważa profesor. - Spór pomiędzy głównym nurtem PiS-u a ośrodkiem prezydenckim nie wpłynął na obniżenie poparcia dla partii, a wręcz przeciwnie. Dla opinii publicznej, a szczególnie tych, którzy zawsze orientują się na PiS, zmiana premiera byłaby kompletnie niezrozumiała. Trzeba też pamiętać, że do tradycyjnego elektoratu PiS, dołączyła również grupa wyborców "socjalnych". Dla nich stabilizacja finansowa, związana np. z programem 500 + jest dodatkową wartością. Oni utożsamiają tę wartość z obecnym rządem.

A może Morawiecki?

Za faworyta mediów jakiś czas temu uchodził Mateusz Morawiecki. Wojciech Saletra ocenia, że minister gospodarki jest osobą kompetentną, ale powołanie go na premiera oznaczałoby ciągłą ucieczkę prezesa Kaczyńskiego od odpowiedzialności politycznej.

- Mateusz Morawiecki odpowiada za sprawy gospodarcze i cieszy się sporym autorytetem w polskim biznesie. Niezła sytuacja gospodarcza wynika jednak z tego, co partia wcześniej zastała. Koniunktura gospodarcza na świecie, a zwłaszcza u naszego zachodniego sąsiada, jest bardzo dobra i stąd też wzrost gospodarczy w Polsce. Jeżeli jednak Morawiecki zostanie premierem, będzie to sytuacja co najmniej dziwna, bo oznaczałoby to, że prezes Kaczyński dalej chowa się za plecami innych osób. Wtedy Kaczyński nie będzie brał odpowiedzialności za przypadki łamania konstytucji, kulawą i niedobrą reformę sądów czy za Trybunał Konstytucyjny. Tych grzeszków na sumieniu ma więcej - wylicza profesor UJK.

Jarosław Kaczyński - reparator czy szkodnik?

Wojciech Saletra uważa, że polityczna kariera Jarosława Kaczyńskiego powoli dobiega końca, ale prezes nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

- Prezes PiS ma 68 lat, na pewno chciałby jeszcze odegrać jakąś rolę w polskiej polityce, tylko pytanie, jaką. Osobiście uważam, że nie jest "naprawiaczem" Rzeczypospolitej, a jej szkodnikiem. Do naprawy było niewiele. Większość palących problemów można załatwić na drodze reform. Jeżeli chodzi o sądy - spora część społeczeństwa jest zawiedziona przewlekłością postępowania procesowego, ale przecież nie trzeba tutaj robić rewolucji. Rewolucja dotyczy "bolszewickich elementów historii", a nie stabilnego, demokratycznego ustroju - krytykuje prof. Saletra.

Prof. Rafał Chwedoruk zwraca uwagę na fakt, że rozdzielenie funkcji prezesa partii i premiera nie jest zjawiskiem bez precedensu na świecie.

- Sama koncepcja rozdzielenia funkcji szefa partii od premiera nie jest niczym szczególnym. Dobrze znany w Polsce Gerhard Schroeder w okresie swoich rządów nie był szefem SPD, a na czele stał kompletnie już nie pamiętany Franz Muentefering. Nie jest to więc kompletny ewenement. A trzeba pamiętać, że rządzi nami obecnie koalicja. Oczywiście obaj partnerzy PiS są nieporównywalnie słabsi, ale w przypadku partii Jarosława Gowina można mówić o poważnych różnicach programowych. Beata Szydło jest pewnie trochę łatwiejsza do przyjęcia dla koalicjantów, niż Jarosław Kaczyński - mówi profesor.

Los ministrów na szali?

Dziennikarze "Sieci Prawdy" przewidują, że do odwołanej Beaty Szydło mogą dołączyć podlegli jej ministrowie. To oznaczałoby gruntowną rekonstrukcję rządu. Wojciech Saletra twierdzi, że wymiany na większą skalę są możliwe i prawdopodobne.

- Reforma rządu polegająca na wymianie samej premier nie ma żadnego sensu. Rekonstrukcja rządu musi daleko głębsza, musi dotyczyć również ministrów. To powinno jednak zależeć od kondycji ekonomiczno-społecznej państwa. Są dziedziny, które odgrywają ważną rolę w gospodarce, ale jednocześnie psują wizerunek Prawa i Sprawiedliwości. Na przykład służba zdrowia. Wydawane na nią pieniądze wyparowują, a samej służby zdrowia nie udało się zreformować od 25 lat. Jeśli minister Konstanty Radziwiłł zostanie odwołany, będzie to zabieg PR-owy, bo jego następca niewiele zmieni. Również Krzysztof Jurgiel nie ma dobrych konotacji, ze względu na słynną sprawę stadniny koni i niejasną kwestię dopłat dla rolników. Adamczyk jest dość mało widoczny, ale infrastruktura rozwija się zgodnie z planami. Może się jednak okazać, że pieniądze na rozwój infrastruktury będą się zmniejszać, ale budowa autostrady Via Carpatia, zapewne przyczyni się do poprawy wizerunku ministra - ocenia Wojciech Saletra.

Prof. Chwedoruk dobrze ocenia prace ministrów i nie sądzi, żeby doszło do poważniejszych zmian.

- Wskaźniki gospodarcze są bardzo pozytywne. Chociaż pewnych zmian bym oczywiście nie wykluczał. Biorąc pod uwagę wysokie notowania w sondażach, prawdopodobieństwo takiej roszady jest niskie. Największe perspektywy - moim zdaniem - wiązałyby się z resortem spraw zagranicznych. Paradoksalnie - kiedy Witold Waszczykowski był najbardziej krytykowany, wtedy najłatwiej było go odwołać. Tymczasem teraz minister Waszczykowski może odejść w glorii chwały, jako człowiek, któremu się kilka rzeczy udało, m.in. poprawa relacji z USA czy Izraelem. "Główni gracze" UE zaczęli też uznawać racje Grupy Wyszehradzkiej. (...) Nie można za to wykluczyć zmian w resortach - z całym szacunkiem - mniej eksponowanych. Te zmiany mogą wiązać się z cząstkowym ocenami prac poszczególnych ministrów albo roszadami wewnętrznego układu sił w partii i koalicji rządzącej. Jarosław Kaczyński nie ma obecnie powodów, by odwołać któregokolwiek z ministrów - konkluduje Rafał Chwedoruk. 

Co przyniesie listopad?

Poprzednia zmiana na stanowisku premiera przed dziesięcioma laty spowodowała porażkę PiS w przedterminowych wyborach. Teraz jednak sytuacja jest zgoła inna - Prawo i Sprawiedliwość rządzi samodzielnie, a celem ewentualnej wymiany rządzącego personelu jest tzw. "wietrzenie kadr". Mimo to, wcale nie jest powiedziane, czy w ogóle dojdzie do jakichkolwiek zmian. Profesor Rafał Chwedoruk podejrzewa, że w listopadzie nie będzie żadnej poważnej wolty w składzie rządu, a poczynania prezesa, premier i rady ministrów ocenia pozytywnie. Innego zdania jest profesor Wojciech Saletra, który uważa, że premier Beata Szydło jest niesamodzielna i prognozuje, że jej miejsce niedługo zajmie prezes PiS.

Ciekawe tylko, czy umiarkowany elektorat partii ze zrozumieniem przyjmie przejście Jarosława Kaczyńskiego z tylnego siedzenia za stery. Odpowiedź być może poznamy w przeciągu miesiąca.

Tomasz Majta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne