Reklama

Reklama

Jolanta Zmarzlik: To lekceważenie jest groźne

- To się dzieje - nie dość, że dziecko jest skrzywdzone, to nie dostaje potem pomocy. (...) W głowie ofiary wykorzystania seksualnego tkwi, że to jest jej wina, że zasłużyła na to, co ją spotkało. Jeśli nie dostanie pomocy, to taki przekaz poniesie ze sobą w życiu. I nie mądrzeje z wiekiem w tej materii, tylko to przekonanie jeszcze bardziej się pogłębia - mówi Jolanta Zmarzlik, terapeutka z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Justyna Kaczmarczyk, Interia: Z analizy akt postepowań sądowych, przygotowanej przez Komisję ds. Pedofilii, wynika, że co drugie dziecko nie było objęte opieką psychologa podczas procesu sądowego. To duży problem?

Jolanta Zmarzlik, terapeutka: - Proporcjonalny do tego, jak ważna jest opieka psychologa w takich momentach. A jest niezbędna.

Dlaczego?

- Liczne badania, ale też moje doświadczenie, pokazują, że głębokość urazu, jakiego doznaje dziecko wykorzystane seksualnie, zależy od kilku kluczowych czynników. Podam te najważniejsze. Po pierwsze, kto to zrobił dziecku? Im ważniejsza osoba w życiu pokrzywdzonego dziecka, tym większe ponosi ono szkody. Największych krzywd dziecko doznaje ze strony najbliższej rodziny - rodzica czy osoby pełniącej funkcję rodzicielską. Po drugie, jaka była reakcja najbliższego otoczenia - czy jest obwiniająca, odrzucająca dziecko, czy jest wspierająca? Po trzecie, czy dziecko doświadczyło pomocy i wsparcia psychologicznego. To będzie procentować przez całe jego życie - im wcześniej z nią zdążymy, im bliżej dziecka będzie ta profesjonalna pomoc, tym większa korzyść dla skrzywdzonego.

Reklama

- Mówiłam o tym, jak ważne dla dziecka jest wsparcie otoczenia - dlatego tak naprawdę pomocy powinni doświadczać także jego najbliżsi - by samemu się pozbierać po traumatycznych wydarzeniach i być w stanie to wsparcie skrzywdzonemu dziecku zapewnić.

Nie ma też wsparcia psychiatrów. Raport mówi, że jedynie 6 proc. dzieci zostało objętych opieką psychiatryczną na etapie postępowania przygotowawczego, tyle samo na etapie postępowania sądowego.

- Nie dramatyzowałabym z tego powodu. Pomoc psychiatryczna adresowana jest do dzieci, które tego potrzebują, a nie każde musi jej potrzebować. Dziecko w procesie sądowym jest przesłuchiwane z udziałem psychologa. I to ten psycholog powinien wydać zalecenia, czy potrzebna jest pomoc psychiatryczna, czy wystarczy dobra pomoc psychologiczna. Taki psycholog powinien wskazywać miejsce, do którego opiekun i dziecko mogą się udać. Ale tak się nie dzieje. Pomoc psychologiczna jest mało dostępna. Nie ma sieci placówek adresowanych w sprawach wykorzystywania seksualnego małoletnich. Takim miejscem jest Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę i choć poszerzamy naszą działalność, w skali całej Polski to wciąż kropla w morzu potrzeb. Są miejsca, gdzie dziecko do psychologa musiałoby dojechać 50 km. Istniejąca sieć poradni psychologiczno-pedagogicznych nie ma kompetencji, by pomagać zakresie wykorzystywania seksualnego. 

A co jeśli skrzywdzone dziecko takiej pomocy nie dostanie?

- Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że to się dzieje - nie dość, że dziecko jest skrzywdzone, to nie dostaje potem pomocy. Wykorzystanie seksualne to tak drastyczne zdarzenie, rujnujące otaczający świat dziecka, a także jego rodziny - odbierające poczucie bezpieczeństwa, sensu, przewidywalności - że buduje postawę lękową, postawę nieufności. Charakterystyczne u skrzywdzonych dzieci jest też poczucie takiego naznaczenia: "to tylko mnie się zdarzyło", "jestem winna", "innym dzieciom się to nie zdarzyło, bo są lepsze". 

- Trzeba pamiętać, że - i nasze zdroworozsądkowe, wolne od tego typu traumy myślenie nic tutaj nie zmieni - w głowie ofiary wykorzystania seksualnego tkwi, że to jest jej wina, że zasłużyła na to, co ją spotkało. Dziecko wyrzuca sobie, że popełniło jakiś błąd, nie wie samo jaki, ale czuje, że go popełniło. Jeśli nie dostanie pomocy, to taki przekaz poniesie ze sobą w życiu. I nie mądrzeje z wiekiem w tej materii, tylko to przekonanie jeszcze bardziej się pogłębia. Bez odpowiedniego wsparcia nie zmieni tych przekonań. Dlatego oprócz pomocy samemu skrzywdzonemu dziecku tak ważni są też jego najbliżsi - pouszkadzane otoczenie, też przerażone, skoncentrowane na własnym bólu, nie jest w stanie dziecka wesprzeć. 

- Mamy zasadę w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, że gdy pracujemy z dzieckiem wykorzystanym seksualnie, nie traktujemy go jak zepsuty zegarek do naprawy, tylko obejmujemy pomocą szerszy krąg tego dziecka. Najczęściej jest to diada dziecko-matka. Matka musi dostać pewnego rodzaju wzmocnienie, wiedzę i umiejętności, musi doświadczyć zaopiekowania się jej traumą, jej emocjami, różnymi, także złością w kierunku dziecka, żeby ona mogła towarzyszyć, być wspierająca, opiekuńcza. Ta pomoc psychologiczna jest niezbędna. To tak jakby dziecko uległo wypadkowi i straciło dwie nogi. Zostawienie go bez pomocy psychologicznej wydaje się absurdalne. Musimy go nauczyć, jak w tej nowej sytuacji radzić sobie w życiu, jak sobie na nowo ustawić cele. To samo dotyczy dzieci wykorzystanych seksualnie. Milczenie, czy uważanie, że to samo przejdzie, to fundowanie kolejnej krzywdy.

Z raportu wynika, że w 54 proc. przypadków nikt nie zauważył, że dochodzi do krzywdy - ujawniło ją dziecko.

- Mam dużą wątpliwość, jeśli chodzi o te dane. Dzieci bardzo często dysymulują, czyli głęboko ukrywają to, co się dzieje. Charakterystyczne dla wykorzystywania seksualnego jest to, że przeważnie trwa ono długo, szczególnie gdy dzieje się w środowisku rodzinnym, sąsiedzkim, krzywdzicielem jest przyjaciel domu, instruktor czy trener. Dopóki sprawca jest blisko, dziecko robi wszystko, by ukryć fakt krzywdzenia. Taka jest specyfika tych przestępstw. Patrząc na przytoczone dane - trudno tu wartościować i oceniać, że to dobrze czy źle. Dobrze, bo 54 proc. dzieci odważyło się ujawnić przestępstwo i może jednak niedobrze, że w 54 proc. przypadków dorośli nie zauważyli, zlekceważyli bądź nie zareagowali na krzywdę dziecka.

Wieloznaczna interpretacja, bo...? Ta liczba wydaje się być za wysoka? Za niska?

- De facto nic to nam nie mówi. W zdecydowanej większości przypadków dzieje się tak, że o krzywdzie dziecka dowiadujemy się, bo ono ujawnia jakoś informację - przypadkowo, w sposób zawoalowany, niebezpośredni. To nie jest tak, że dziecko chodzi po szkole z wysypką, ale nikt nie zauważył, że ma ospę. To nie jest tak jednoznaczne. Po to, żeby zauważyć, trzeba być bardzo blisko dziecka. Nie zauważymy, że mijana na ulicy dziewczynka jest wykorzystywana seksualnie. Trzeba znać dziecko - jego specyfikę psychorozwojową, wiedzieć, jakie było wcześniej, jakie jest teraz, czy w jego życiu nastąpiły jakieś zmiany.

Bardzo często to, że nie zauważamy krzywdy dziecka, wynika z naszej nieuważności, ale też naszego schematycznego patrzenia na dzieci. Jeśli dziecko zaczyna nam sprawiać kłopoty, to nie zastanawiamy się, dlaczego tak się dzieje. Kręci się i nie uważa na lekcji, pyskuje, opuszcza zajęcia. Oprócz powierzchownego pytania: "co się stało?" nie przyglądamy się temu, co nam dziecko mówi poprzez swoje objawy. Na ogół chcemy podziałać szybko, żeby te problematyczne dla nas objawy zniknęły, a dziecko wróciło do ustalonej przez nas normy. 

Na przykład?

- Z różnymi metodami się spotkałam, jedna bardziej bzdurna od drugiej. Na przykład kontrakt z dzieckiem, że poprawi swoje zachowanie - nastolatek chodzi na wagary, więc pani pedagog wymyśla kontrakt, w którym uczeń ma się zobowiązać, że już więcej lekcji nie opuści, wtedy będzie miał szansę na promocję do następnej klasy. Albo dziecko opuściło się w nauce, to teraz będą mu sprawdzane zeszyty, czy ma zapisane zadania domowe. Myślimy głównie o tym, jak dostosować dziecko do norm, a nie jak głębiej spojrzeć na to, co się tak naprawdę dzieje. Chcemy szybko mieć efekt, działamy powierzchownie, po łebkach. I czasami może być tak, że takie działania przyniosą efekt, bo dziecko ma - nazwijmy to - chwilowy brak silnej woli i taki rodzaj mobilizacji mu pomoże. Tylko co z tymi wszystkimi przypadkami, gdy to nie pomaga, tylko powoduje, że krzywdzone dziecko jeszcze bardziej zacznie od systemu odstawać?

Czego zatem nie robić?

- Nie lekceważyć objawów, nie zarzucać dziecku, że kłamie, fantazjuje. Na przykład maluchy w przedszkolu zaczynają się popisywać wiedzą, której nie powinny jeszcze mieć - dotyczącą właśnie seksualności. To się łatwo tłumaczy: "A, usłyszały gdzieś. Albo zobaczyły pornografię. Nie powinny, ale teraz wszystko jest w tym Internecie".  I nie szukamy głębiej - skąd one to wiedzą? Takie lekceważenie jest groźne. 

***

Jolanta Zmarzlik - terapeutka, specjalistka prowadząca diagnozę, interwencję i pomoc dzieciom krzywdzonym i ich rodzinom w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama