Reklama

Reklama

Jest tulipan, będzie róża dla Zamku Królewskiego

Oddanie w maju do użytku Ogrodu Dolnego było symbolicznym zakończeniem odbudowy Zamku Królewskiego i warszawskiej Starówki. Zielona przestrzeń ma już własnego tulipana, Serce Warszawy, będzie miała też własną różę, a być może również stację pogodową, szklarnię, narzędziownię i zaplecze techniczne.

O ogrodach i planach na przyszłość opowiada Monika Drąg, architekt krajobrazu i z-ca kierownika zespołu ds. odtworzenia Ogrodu Dolnego.   

Na termometrze 40 stopni, za ogrodzeniem Zamku trawniki są żółte i biedne a tutaj są piękne i zielone. 

Monika Drąg: - W tym roku testujemy dużo nowości, staramy się być na bieżąco z nowoczesnymi technologiami i korzystamy z wiedzy i doświadczenia greenkeeperów, czyli osób, które utrzymują fachowo trawniki między innymi na polach golfowych i dużych założeniach ogrodów historycznych w Europie. Przeszliśmy od pobudzania trawy azotem na nawożenie bardziej ekologiczne. Musimy pamiętać, że jesteśmy na tzw. gruncie gruzowym. Stare Miasto było zniszczone, cała skarpa. Dolny Ogród to tak naprawdę zaplecze odbudowy zamku. 

Reklama

Dolny Ogród powstał na gruzach? 

- Wymieniliśmy większość gleby, ale pod nią są gruzy pochodzące ze zniszczonej podczas wojny Warszawy. W trakcie robót został ujawniony przebieg XVIII-wiecznego kanału, ale widać było jego otoczenie, jest nim gruz. Na przekroju glebowym, jaki odkopali nasi archeolodzy, widać jak nakładają się na siebie warstwy gruzu z różnych etapów historii.

Najwyższa z nich pochodzi zapewne z II wojny światowej...

- Badania archeologiczne będą prawdopodobnie opublikowane w przyszłym roku, zarówno pod kątem Ogrodów Górnych jak i Dolnych. Warstwy z poszczególnych okresów naszych dziejów zostały zbadane i zabezpieczone, a potem powstał wgłębnik trawiasty, chyba jedynego w Warszawie. 

Możemy chwilę o nim porozmawiać? 

- Jest to typowy element kojarzony ze sztuką baroku. Nasz ogród utrzymany jest w stylu modernistycznym w nawiązaniu do baroku. Odtworzyliśmy go z projektu Adolfa Szyszko - Bohusza. Wgłębnik to najniższy punkt ogrodu, trzeba do niego zejść po schodach. Cieszy się dużą popularnością i jest oddechem tego ogrodu. Jest to też miejsce najczęściej użytkowane przez mieszkańców Warszawy. Na trawę wszyscy chcą wejść, usiąść, pobiegać...  Bardzo mi się podoba jak dzieciaki urządzają wyścigi od jednego końca trawnika do drugiego. 

Jaką długość ma wgłębnik? 

- Prawie 60 metrów, czyli jest gdzie pobiegać. Pani mówi, że ta trawa jest piękna, ale ona jeszcze nie jest taka, jaka powinna być. Cały czas nad nią pracujemy. Z tą trawą cały czas jest dużo pracy. Ludziom się wydaje, że trawa to jest najprostszy element ogrodu. Ja się z tym nie zgodzę, to jest najtrudniejszy do utrzymania element ogrodowy i najbardziej wymagający nakładu pracy. Wspieramy się sprzętem koszącym, mamy trzy roboty, które nas wspomagają.

Zamek ma też centralny system sterowania nawadnianiem. Jesteśmy w stanie z każdego miejsca w świecie, gdzie mamy dostęp do internetu, kontrolować, czy trawa jest zielona i dobrze nawodniona. Wspieramy się ekspertami z dziedziny nawodnień, to jest dla nas bardzo duże ułatwienie. Chcielibyśmy też aby na terenie Zamku powstała stacja pogodowa. 

Co było najtrudniejsza barierą do pokonania podczas odbudowy ogrodów? 

- W Górnym było i nadal jest utrzymanie skarp. Pochyl terenu wynosi prawie 70 stopni. To stanowiło trudność w procesie odbudowy, rekonstrukcji i stanowi teraz podczas utrzymania. Już mówiłyśmy o trawie. Takiej skarpy nie da się kosić kosiarką spalinową, dlatego przeszliśmy na sprzęt akumulatorowy. Ogród górny ma też specyficzne położenie, nie ma wjazdu. Większość materiałów do jego odbudowy musiała być transportowana podnośnikiem bądź windą. A to się przekłada na nakład pracy i na koszty. 

Natomiast w Ogrodach Dolnych największą trudnością było wskrzeszenie na nowo boskietów grabowych. Te drzewa są sędziwe, posadzono je w 1937 r., potem pozostawione samym sobie, uzyskały formę naturalną. Dopiero w latach 70-tych zaczęło się myśleć o ogrodach zamkowych. Przecież nie mieliśmy zamku, ludzie nie mieli gdzie mieszkać. W latach 90-tych odczytano, że układ boskietów zachował się i jest możliwy do odzyskania. Drzewa trzeba było zmusić, żeby na nowo były formą strzyżoną. Te działania rozpoczęły się w latach 90- tych i są prowadzone do dzisiaj. Dlatego jak się wejdzie w boskiety, widać trzy wysokości: historyczną, dosadzaną w latach 90-tych i obecną, którą uzupełniliśmy. Przez cały proces budowy trwały zabiegi pielęgnacyjne. Chcieliśmy mieć pewność, że te historyczne drzewa będą chciały u nas rosnąć przez najbliższe kilkadziesiąt lat. One były w złym stanie. Widać było, że przeszły swoje. Teraz się ładnie zaadaptowały, poczuły się z nami dobrze i będą w otoczeniu zamku - mam nadzieję - długo. 

W pierwotnym zamyśle Szyszko - Bohusza boskiety rosły symetrycznie... 

- Czyli po obydwu stronach wgłębnika. Niestety, nie jesteśmy w stanie tego odtworzyć. Uniemożliwia nam to zjazd z Trasy W-Z. Szkoda, bo nie ma całej jednej części. 

Ale w zamian otrzymaliście inne grunty.. 

- Z tego, co wiem, za zjazd z Trasy W-Z Zamek otrzymał teren, gdzie mamy willę i gdzie planujemy kolejny etap ogrodów i zaplecza technicznego. Jednak czy to rekompensuje? W skali materialnej tak, natomiast z perspektywy wizji ogrodów, zwłaszcza założenia symetrycznego, jakim powinien być ogród modernistyczny - w mojej opinii nie. 

Porozmawiajmy o planach na przyszłość. Ogród Dolny został oddany do użytku, ale to nie koniec projektów.  

- Mamy plany, została nam tzw. część północna, tam, gdzie jest willa, w kierunku Gnojnej Góry. Tam nigdy nie było ogrodów, ale marzy nam się magazyn studyjny. Jest nam też potrzebna przestrzeń edukacyjna no i przede wszystkim - z mojej perspektywy - zaplecze techniczne dla ogrodów. Jakby nie patrzeć mamy dwa duże ogrody, a właściwie trzy, bo jeszcze Ogród Południowy przy Trasie WZ, przy kolumnach, którym też chcemy zająć się w bliskiej przyszłości. Potrzebujemy budynku z miejscem socjalnym dla ogrodników i pracowników technicznych. Chcielibyśmy też mieć kawałek szklarni, ogrody użytkowe... 

Rozmawialiśmy o zabytkowych, wspaniałych drzewach, ale ogrody mają swój własny kwiat... 

- Tak, na razie jeden, ale w planie są kolejne. Nasz kwiat to tulipan z grupy strzępiastych. W dniu otwarcia Ogrodów Dolnych, 11 maja, nadaliśmy mu imię Serce Warszawy. Został wyhodowany przez polskiego hodowcę Romana Szymańskiego, który ponad 16 lat pracował nad swoim dziełem życia. Kwiat rósł w Ogrodach Górnych. Mamy też wspólne plany z Łazienkami, oni mają już swoje trzy tulipany. Prowadziliśmy rozmowy w kuluarach ogrodniczych, że fajnie byłoby, aby u nas rosły ich tulipany, a Serce Warszawy powędrowało do Łazienek. Mamy wspólny łącznik, króla Stanisława Augusta, który założył i ten ogród i tamten park. 

Nad nowymi kwiatami pracuje ten sam hodowca? 

- Nie, ponieważ w planie jest zakup wyhodowanej w Polsce róży. Stawiamy na polskich hodowców. Dlaczego? Po pierwsze rośliny mają sprawdzoną mrozoodporność. Nie możemy sobie pozwolić, aby róża nam chorowała, przemarzła, czy cokolwiek się z nią działo. Poza tym polscy hodowcy są z duszą, z oddaniem do tego miejsca. Zazwyczaj jest to praca ich życia. Sentyment zawsze pozostaje. Mimo, że z czasem nie łączą nas umowy handlowe, to możemy nadal liczyć na ich pomoc, jest to dla nas ważne. 

Podczas otwarcia ogrodów, 11 maja, wydarzeniem była Królewska wystawa róż... 

- Róże na stałe weszły do zamku. Wystawę przygotowaliśmy wspólnie z Ambasadą Królestwa Niderlandów. Prezentowaliśmy ponad 140 odmian róż ciętych z Europy i Afryki. Mieliśmy wspaniałe stanowisko zapachowe, gdzie można było każdą różę powąchać. Wychodzimy z tego otwarcia bogatsi o mnóstwo przyjaciół. Od momentu, kiedy całe arkady były w różach, myślimy, aby te kwiaty wchodziły do wnętrz zamkowych. 

Piękny bukiet róż zdobi stolik przy którym siedzimy.  

- Zawsze mamy wystrój kwiatowy, ale chcielibyśmy, aby te kwiaty zaczęły mówić. Pierwszym symbolem stała się wystawa XVII i XVIII-wiecznej biżuterii “Rządzić i olśniewać". Wydarzeniu towarzyszyła oprawa florystyczna. Można było zobaczyć kolie i naszyjniki przygotowane z kwiatów żywych w połączeniu z biżuterią. Mało tego, można było zobaczyć stylizację całych manekinów. Byłoby świetnie, gdyby każdej wystawie na Zamku towarzyszyła oprawa, która by wniosła coś dodatkowego. Mam nadzieję, że kwiaty będą towarzyszyć stale wszystkim wydarzeniom. 

Pod koniec września na Zamku Królewskim odbędzie się ważna konferencja...

- Tak, pod nazwą "Ogrody historyczne, autentyzm ochrona i zarządzanie". Będzie to konferencja międzynarodowa, dla jeszcze większego podkreślenia roku otwarcia ogrodów. Mam nadzieję, że stanie się ona wydarzeniem cyklicznym. Już mamy potwierdzonych siedmiu prelegentów z Polski i ośmiu z zagranicy, m.in. z ogrodów Alhambry, królestwa Danii, Hampton Court, ogrodów Weimaru. Zamek jest wpisany do dwóch sieci ogrodów historycznych, między innymi z siedzibą w Hiszpanii, z którą bardzo dobrze współpracujemy. Konferencja będzie ważna, słyszymy często, że nasz ogród nie jest historyczny, chcielibyśmy ten mit obalić. Chcemy, aby specjaliści od sztuki ogrodowej dostrzegli, że założenie nie musi być barokowe, tak jak ogród regularny Wilanów czy Wersal, żeby było ogrodem historycznym, żeby był podkreślony duch miejsca i żeby wartość tego miejsca również była odczytywana. 

Przecież autentyzm ogrodów Zamku Królewskiego został zachwiany nie przez zaniedbania tylko tragedię. 

- Oczywiście, że tak. To samo było z zamkiem. Naród stanął przed dylematem czy odbudowywać, czy nie. Dzisiaj nikt sobie nie wyobraża Warszawy bez zamku, ale czy bez ogrodów jest w stanie sobie wyobrazić? Mieliśmy taki obrazek przez długie lata. Czy był dobry? W mojej opinii nie był. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy