Reklama

Reklama

Jest reakcja zarządu KOD na doniesienia dotyczące Kijowskiego

Zwróciliśmy się o przeprowadzenie zewnętrznego audytu nad przepływem finansów w Komitecie Społecznym KOD oraz do naszej komisji rewizyjnej, by przeprowadziła kontrolę naszych finansów - poinformował w czwartek wiceprzewodniczący KOD Radomir Szumełda.

Jak poinformowały "Rzeczpospolita" i Onet na swoich stronach internetowych, lider KOD Mateusz Kijowski wraz z żoną Magdaleną od maja 2014 roku prowadzą pod Warszawą spółkę MKM-Studio. Prezesem jest lider KOD, a członkiem zarządu jego żona, która ma 95 proc. udziałów w firmie. Pozostałe należą do Kijowskiego.

Oferowane przez spółkę usługi to działalność związana z doradztwem w zakresie informatyki i usługi związane ze sprzętem komputerowym. Od marca do sierpnia ubiegłego roku z konta Komitetu Społecznego KOD na konto MKM-Studio trafiło sześć przelewów. Każdy na identyczną kwotę: 15 190,50 zł brutto. Wszystkie faktury na kwotę 91 tys. 143,5 zł dla KOD wystawił osobiście Mateusz Kijowski.

Reklama

Zewnętrzny audyt

"Zwróciliśmy się do Komitetu Społecznego, by przeprowadził zewnętrzny audyt nad przepływem finansów w komitecie społecznym oraz do naszej komisji rewizyjnej, czyli stowarzyszenia Komitetu Obrony Demokracji, żeby ta przeprowadziła kontrolę naszych finansów" - podkreślił Szumełda. Jak dodał, w stowarzyszeniu KOD od kilku miesięcy działają bardzo skrupulatne procedury. "I tutaj mamy pełną kontrolę nad pieniędzmi" - zapewnił.

Poinformował, że rozpoczęto poszukiwania firmy, która ten audyt przeprowadzi oraz że w poniedziałek ma być zawarta z nią umowa. "To musi być zewnętrzny podmiot, niezależny od nas" - podkreślił Szumełda. Zaznaczył, że ws. audytu nie chce mówić o terminach, ale chciałby, aby przeprowadzono go możliwie jak najszybciej. Wyniki audytu mają być w całości przedstawione opinii publicznej.

Szumełda pytany, czy lider KOD Mateusz Kijowski powinien zawiesić obecnie swoje członkostwo w KOD, powiedział, że to będzie jego osobista decyzja. Dodał, że 5 marca odbędzie się walny zjazd delegatów KOD. "Jako członkowie wyrazimy naszą opinie podczas wyborów" - podkreślił. Jednocześnie Szumełda dodał: "Moje zaufanie jest nadszarpnięte". 

"Jesteśmy na zakręcie"

Dopytywany, czy Kijowski nie stał się dla Komitetu ciężarem, stwierdził: "Zawsze takie sytuacje obciążają organizacje, dlatego trzeba to bardzo szybko wyjaśnić". "Jesteśmy na zakręcie, jakby trudno o tym mówić inaczej, natomiast zrobimy wszystko, żeby odbudować to zaufanie" - zadeklarował Szumełda. Zapewnił, że finanse stowarzyszenia KOD są bezpieczne.

Sekretarz zarządu KOD Jarosław Marciniak zaznaczył, że czym innym jest komitet społeczny KOD, "który służy do zbierania pieniędzy i na który członkowie zarządu nie mieli wpływu", a "czymś zupełnie osobnym" jest stowarzyszenie KOD, które jest zarejestrowane w KRS jako osobny podmiot. Ocenił, że audyt jest potrzebny, bo jego wyniki pozwolą wyjaśnić "całą kwestię" oraz umożliwią "dogłębne wypowiedzenie się" w tej sprawie.

Wiceprzewodnicząca KOD Magdalena Filiks pytana, czy słowa Kijowskiego, który całą sytuację nazwał "niezręczną", są właściwe, odparła: "Bardzo ciężko nam jest to komentować, dlatego, że to było zupełnie niezależne ciało prawne. My tak naprawdę nigdy nie mieliśmy wglądu w tę dokumentację. Nie mieliśmy nad tym ani nadzoru, ani wglądu. Ta wiedza w pewnym momencie - może to było trochę wcześniej niż dzisiaj - była dla nas dużym zaskoczeniem".

Kijowski obiecał wyjaśnienia

Pytana, czy była okazja do rozmowy z Kijowskim, czy złożył on już zarządowi jakieś wyjaśnienia, Filiks powiedziała, że "w ciągu ostatnich godzin niestety nie".

"Wcześniej kilka takich rozmów się odbyło. Sytuacja wyglądała tak, że Mateusz powiedział, że oczywiście te faktury są autentyczne i są to faktury jego spółki. Nie zaprzeczył i zobowiązał się do tego, że przedstawi nam te wszystkie czynności, które były wykonywane, o których po prostu nie wiedzieliśmy" - zaznaczyła. "Mamy też nadzieję, że tak będzie i też dokładnie na to czekamy, dlatego ciężko jest skomentować coś na temat czego nie mamy wiedzy" - dodała Filiks.

Przedstawiła też oświadczenie zarządu KOD, w którym podkreślono, że zarząd czuje się zobowiązany do "niezwłocznego i szczegółowego wyjaśnienia tych wątpliwości". "Jesteśmy to winni zarówno naszym członkom, jak i sympatykom, którzy wspierali stowarzyszenie" - czytamy. "KOD to są tysiące ludzi zjednoczonych w wokół idei obrony demokracji, państwa prawa i wolności obywatelskich. Czujemy się tym hasłem zobowiązani" - napisano w oświadczeniu.

Nie wiedzieli, że Kijowski prowadził stronę KOD...

Członkowie zarządu podkreślili też, że nie wiedzieli, że strona KOD-u była prowadzona przez firmę Kijowskiego. Na pytanie, czy było zaskoczenie w związku z fakturami wystawionymi za konkretne usługi Marciniak odparł: "Tak, tu było pewne zaskoczenie". "Nie mieliśmy takiej wiedzy, ale być może była taka potrzeba. Audyt pokaże, czy tak i w jakim stopniu" - dodał.

Dziennikarze przytoczyli słowa Kijowskiego, który stwierdził, że cała sprawa ma związek z tym, że w KOD mają się wkrótce odbyć wybory władz. "Mniej więcej od sierpnia każda krytyka, niezgoda, czy polemika z Mateuszem kończy się takim argumentem" - powiedział Szumełda.

Dziennikarze pytali b. członka komitetu społecznego, obecnie skarbnika KOD Piotra Chaborę czy wiedział, że pieniądze trafiają do firmy Kijowskiego. "Mateusz przedstawiał faktury za prace, które wykonywał. Nikomu do głowy nie przyszło kwestionować tego" - mówił. "Myśmy działali w dobrej wierze, dostawaliśmy faktury, które były akceptowane przez członka zarządu (Kijowskiego). Dlaczego mielibyśmy nie zapłacić" - zaznaczył Chabora. Dodał, że do początku grudnia nie miał świadomości, że szef KOD jest członkiem zarządu MKM-Studio.

Dopytywany, czy wysokość przelewów nie wzbudziła podejrzeń, stwierdził: "70, 80, czasami ponad 100 faktur dziennie - nie zwraca się na takie rzeczy uwagi". Chabora wyjaśnił, że faktury wystawione na firmę MKM-Studio pochodziły z wpłat na konta bankowe oraz z serwisu zrzutka.pl. Zapewnił, że to nie były pieniądze "z puszek".

Na pytanie, czy obawia się wyników audytu, ocenił, że jest on "jak najbardziej potrzebny". "Myśmy jako komitet społeczny i tak planowali upublicznić wszystkie dokumenty, które dotyczyły zbiórki i w ogóle działań komitetu (...), tym bardziej audyt nas nie przeraża" - zaznaczył Chabora.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje