Reklama

Reklama

Jarosław Sellin: To jest przykre, smutne i staramy się to wyjaśnić

W Popołudniowej rozmowie w RMF FM Jarosław Sellin, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, komentował konflikt polsko-izraelski oraz fakt, że do tej pory nie udało się wskazać nowego ambasadora RP w Izraelu.

Marcin Zaborski, RMF FM: Z nami wiceminister kultury Jarosław Sellin, PiS. Dobry wieczór.

Reklama

Jarosław Sellin: - Dobry wieczór.

Ma pan wygodne buty?

- Staram się zawsze. 

I silne ręce?

- Też ufam, że mam. 

I jest pan przygotowany na jeszcze 10 lat orki na polskim polu.

- Na polu odpowiedzialności za Polskę.

Bo Jarosław Kaczyński mówi w "Gazecie Polskiej", że PiS potrzebuje co najmniej trzech kadencji, żeby przeorać kolejne obszary polskiej rzeczywistości. To daje jakieś 10 lat jeszcze.

- No tak, bo dwa za nami. Ufam i chciałbym, żeby tak było. Będziemy o to mocno zabiegać, bo uważam, że efekty naszych rządów w ostatnich dwóch latach i plany, które jeszcze mamy, są po prostu dobre dla Polski i Polaków.

No to o tym porozmawiajmy. Panie ministrze, PiS przestraszył się setki narodowców, którzy chcieli dzisiaj manifestować przed siedzibą ambasady Izraela w Warszawie? 

- Wojewoda mazowiecki zachował się bardzo odpowiedzialnie, wiadomo że temat - i napięcie niepotrzebne - jest bardzo delikatną materią: akurat w relacjach z tym państwem, mówię o Izraelu, i z tą społecznością, mówię o Żydach i ich wrażliwości. Więc w imię odpowiedzialności za wizerunek Polski wydaje mi się, że ten plan był po prostu nieodpowiedzialny - żeby manifestować. Wiadomo że takie - akurat pod ambasadą Izraela - manifestacje przyciągają różnych radykałów, z obu stron zresztą. I mogłoby się to źle skończyć.

No tak, wojewoda zamknął ulice wokół ambasady, nie da się tam manifestować, no i ktoś na naszej stronie, na forum internetowym uszczypliwie troszkę, jak sądzę, pyta tak: Taki marginesik marginesu jest w stanie zrobić jakieś zadymy? To niepoważne.

- Niestety tak. Marginesik marginesu z dwoma bannerami na 60-tysięcznej manifestacji z okazji 11 listopada zrobił i poszło na cały świat, że rzekomo w Polsce jacyś rasiści dominują na polskich ulicach, a to był marginesik marginesu. I marginesik marginesu chowający się po lasach z celebracją urodzin Hitlera, zrobił zadymę na cały świat. 

No i dzisiaj lider ruchu narodowego, poseł Winnicki tak komentuje decyzję wojewody o zamknięciu okolic ambasady: "To jest działanie na polecenie rządu i to jest ograniczenie swobód obywatelskich. Skandaliczne niedopuszczenie do rzetelnego głosu w debacie publicznej. Stanowczo się temu sprzeciwiamy".

- Jestem ciekaw, jaki głos miałby brzmieć pod ambasadą Izraela. 

To on mówi: Uczestnicy pikiety chcieli spokojnie, merytorycznie bronić polskiego interesu narodowego, polskiej racji stanu i polskiej godności. Kneblowanie tego jest po prostu skandaliczne i niedopuszczalne.

- Mieliśmy poważne informacje na temat tego, że być może ktoś chciał spokojnie i merytorycznie podnosić jakieś racje, ale też, że do ogłoszenia publicznego, iż będzie taka manifestacja, chcieli się też dołączyć ludzie bynajmniej niespokojni i niemerytoryczni. 

I policja nie byłaby w stanie sobie poradzić z tą garstką zadymiarzy?

- Niezależnie od tego, czy by sobie poradziła czy nie - a raczej by sobie poradziła - to z takich sytuacji są obrazki, które idą w świat i w takiej sytuacji państwo polskie zachowało się właściwie, że do takich obrazków nie dopuściło. 

Panie ministrze. Wygląda na to, że Senat jeszcze w tym tygodniu przegłosuje nowelizację ustawy o IPN. Rozumie pan ten pośpiech w izbie refleksji i zadumy, jaką jest Senat? 

- Jaki pośpiech? Z tego, co wiem, to dzisiaj komisja senacka obradowała prawie cały dzień. I rozpatrywała wszystkie artykuły po kolei. 

A wie pan, kiedy przewodniczący komisji kultury w Senacie, jednej z tych, która obradowała dzisiaj, dowiedział sie o tym, że dzisiaj rano jest to posiedzenie? 

Ja wiedziałem o tym posiedzeniu już od dwóch dni.

On mówi, że dowiedział sie wczoraj po południu.

- No nie wiem, to niech pan dopyta, ja sam byłem zapraszany na tę komisję i przygotowywałem sie od dwóch dni, ale musiałem pójść na komitet spoleczny Rady Ministrów, dlatego mnie nie było.

Politycy PO apelowali, żeby Senat dał sobie więcej czasu na refleksję nad tą ustawą, po to, żeby była ona jak najlepsza. Nie bylo warto dać sobie więcej czasu? 

- Moim zdaniem, ośmiogodzinna czy dziewięciogodzinna debata w komisji senackiej to jest wystarczający czas, żeby przeprocedować wszystkie artykuły.

Ale senatorowie mieli wystarczająco czasu, żeby się do tego przygotować, od piątkowego głosowania w Sejmie?

- Senatorowie z tej komisji, bo to jest wyspecjalizowana komisja. Natomiast teraz ten projekt trafi na posiedzenie plenarne.

Tu jest dużo czasu na przygotowanie się do obrad?

- Mam nadzieję, że to nie jest skomplikowana materia. Nowelizacja ustawy nie jest zbyt długa, dyskusja też trwa od wielu dni, wszyscy mniej więcej wiedzą, o co chodzi. Mogą własne zdanie w tej sprawie sobie wypracować.

Pewnie pan wie jako poseł, dlaczego prace nad tą ustawą przez kilkanaście miesięcy były w Sejmie kompletnie zawieszone.

- Nie były tak do końca zawieszone, ona rzeczywiście ma już swoją prawie dwuletnią metrykę.

Trafiła do Sejmu pod koniec sierpnia 2016 roku. Jesienią 2016 roku zajmuje się nią w pierwszym czytaniu Sejm i komisja, a potem jest długa długa cisza, ponad rok i z powrotem pojawia się ta ustawa.

- Były liczne, merytoryczne rozmowy, również te udokumentowane dzisiaj przez Ministerstwo Sprawiedliwości na prośbę strony izraelskiej, właśnie z przedstawicielami ambasady. Dzisiaj ten dokument się ukazał. Rozmowy były bardzo intensywne i wiele tych spotkań było, więc w imię tego, żeby ta ustawa była zrozumiana przez wszystkich i żeby była czytelna, dosyć długo ją procedowano.

No tak, ponad rok ta ustawa przeleżała w Sejmie, już po pracach komisji sprawiedliwości, dlaczego więc głosowanie na posiedzeniu Sejmu odbyło się w ubiegłym tygodniu w piątek w przeddzień Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu.

- Ja bym tutaj jakiś koincydencji czy celowego działania związanego z tymi datami nie doszukiwał się.

Czyli to nie był przemyślany plan?

- Nie.

Po prostu niefortunny zbieg okoliczności?

- Nie wiem, czy niefortunne, bo z naszego punktu widzenia można to było interpretować jako właśnie fortunne. W przeddzień Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu przeszła w polskim parlamencie ustawa, która przypominała prawdę o tym, kto był twórcą Holokaustu, a kogo nie należy o współsprawstwo Holokaustu oskarżać.

I która rozbudziła kryzys w relacjach polsko-izraelskich.

- I to jest przykre, i to jest smutne, i staramy się to wyjaśnić, bo w dużej mierze być może rzecz polega na nieporozumieniu, ale niestety też się okazuje, że jest sporo głosów, które padają ze złymi intencjami pod adresem Polski.

Wicemarszałek Senatatu - Michał Seweryński - był tu wczoraj i powiedział tak: "Można było wybrać inny dzień, żeby nie robić niepotrzebnych, złych skojarzeń". I ostatecznie przyznał, że Sejm popełnił błąd w tej sprawie.

- Rozumiem tę opinię, ale moim zdaniem nikt nie wybierał tego dnia w związku z 27 stycznia. 

Ale przecież wiadomo było, że ten dzień jest, że są takie wątpliwości, o których Ministerstwo Spraw Zagranicznych wiedziało. Jak rozumiem posłowie też musieli o tym wiedzieć.

- Panie redaktorze, niech pan sobie spekuluje, ja panu mówię, jaka jest moja opinia. Moim zdaniem nie było żadnego powiązania z tą datą. Po prostu zakończył się proces legislacyjny i przegłosowaliśmy tę ustawę.

Słyszał pan, że odpowiedzią izraelskiego Knesetu na te polskie przepisy może być ustawa, na mocy której Polska zostałaby oskarżona o negowanie Holokaustu, jeśli przyjmie właśnie tę nową ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej?

- Ta eskalacja mnie smuci. Mam nadzieję, że ona się zakończy wraz z powołaniem uzgodnionej przez premiera Polski - Mateusza Morawieckiego - i premiera Izraela Binjamina Netanjahua, grupy roboczej do dialogu historycznego. Ona będzie powołana jeszcze w tym tygodniu, i wierzę, że efektem pracy tej grupy będzie odbudowa zaufania w tej sprawie.

"The Jerusalem Post" pisze, że 61 na 120 deputowanych w Knesecie popiera ten projekt izraelskiej ustawy, która ma być odpowiedzią na polskie przepisy.

- Nie znam tego projektu, nie wiem, co w nim jest. Jeśli są takie zapowiedzi, że to ma być przypisywanie Polsce współsprawstwa Holokaustu, mam nadzieję, że tak nie jest, to będzie skandal.

Może gdybyśmy mieli ambasadora w Izraelu, toby ministrowie polskiego rządu wiedzieli, co szykuje Knesert w takich sprawach.

- Ambasador nowy będzie niedługo w Izraelu.

Jeszcze pewnie kilka tygodni, a może miesięcy, potrwa cała procedura powoływania.

- Ale poprzedni ambasador tam pracuje, więc tutaj nie ma kłopotu. Mamy też bardzo profesjonalne raporty z ambasady Polski w Izraelu na temat tego kryzysu, który w sobotę wybuchł. Ja też takie clarisy dostaję, więc to nie jest tak, że ta ambasada jest nieczynna.

W Popołudniowej rozmowie w RMF FM pojawił się także temat ubiegłorocznych obietnic PiS dotyczących wielkich produkcji historycznych. "Takie działania są. Nie później niż za dwa lata pierwszy taki film polsko-amerykański pan zobaczy. I będzie kilka takich rzeczy. Wierzę, że będą też duże amerykańskie nazwiska" - obiecał Jarosław Sellin. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy