Reklama

Reklama

Jarosław Kaczyński o "ohydnej manipulacji" Donalda Tuska

W wywiadzie dla "Gazety Polskiej Codziennie" prezes PiS Jarosław Kaczyński obwinił "szeroko rozumiane środowisko polityczne pana Tuska" o szkalowanie Polski na arenie międzynarodowej.

Prezesa PiS zapytano m.in. o to, czy zna argument, którym posługują się politycy opozycji, a także przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, że nic tak nie wypromowało określenia "polskie obozy zagłady", jak właśnie nowelizacja ustawy o IPN.

"Oczywiście znam i uważam to stwierdzenie za wyjątkowo ohydną manipulację. Obarczanie nas, Polaków, winą za zbrodnie II wojny światowej ma kilkudziesięcioletnią tradycję i kwitło niehamowane także wówczas, gdy za troskę o dobre imię naszego kraju odpowiadali Donald Tusk i jego formacja. Powiem więcej - szeroko rozumiane środowisko polityczne pana Tuska wydatnie przyczyniło się do rozkwitu tej szkalującej Rzeczpospolitą i nasz naród narracji" - podkreślił prezes PiS.

Reklama

"Izrael potwierdza polskie stanowisko"

"Celem podpisania polsko-izraelskiego dokumentu jest także walka o prawdę historyczną. W mojej opinii dzięki temu porozumieniu uzyskujemy więcej, niżbyśmy byli w stanie osiągnąć dzięki przepisom nowelizacji ustawy o IPN. Otwieramy sobie drogę do ofensywy antydyfamacyjnej. Proszę zwrócić uwagę, że władze Izraela - a one w kontekście spraw związanych ze zbrodniami II wojny światowej z oczywistych względów są niezwykle istotne - w całości potwierdzają polskie stanowisko: sprawcami są Niemcy; polskie społeczeństwo i polskie państwo podziemne nie miało nic wspólnego z Holokaustem, przeciwnie, robiło, co mogło, by ratować swoich obywateli narodowości żydowskiej. Potępiają antypolonizm, tak jak potępiają antysemityzm" - dodał.

Kaczyński był też pytany, od kiedy trwały negocjacje między rządami Polski i Izraela w tej sprawie. "Można się domyślać, że nie prowadziły ich grupy, które prezentowane były w mediach, jako zespoły rozmawiające o nowelizacji ustawy o IPN" -  sugeruje dziennikarka, która przeprowadziła wywiad.

"Nie mogę zdradzać szczegółów tych uzgodnień, ale to rzeczywiście były inne grupy. Nieliczne. Negocjacje zaczęły się wiele miesięcy temu i najważniejsze elementy wspólnej deklaracji też zostały wypracowane już dość dawno. Przez ostatnie tygodnie trwało doprecyzowanie szczegółów - istotnych, ale jednak szczegółów" - odpowiedział Kaczyński.

Na pytanie, kto w negocjacjach reprezentował Polskę, odparł: "Nie mam zgody tych osób na wymienienie ich z imienia i nazwiska. To były dwie osoby. Niezwykle sprawne, profesjonalne. Wykonały dla naszej ojczyzny doskonałą robotę. Negocjacje trwały w ciszy, w wielkiej dyskrecji. Wiedziało o nich bardzo ograniczone grono osób".

Kaczyński podkreślił, że bezpośrednio nie brał udziału w negocjacjach. "Ale byłem informowany na bieżąco o ich przebiegu i wypowiadałem swoje opinie i uwagi na temat tego procesu" - zastrzegł.

Sprawa ustawy 447

Prezesa PiS zapytano również, czy porozumienie między Polską a Izraelem może mieć wpływ na stosowanie amerykańskiej ustawy znanej pod nr 447.

"Widzę tę sprawę inaczej. Uważam, że to bardzo ważne i korzystne dla Polski porozumienie. Deklaracja rządów będzie miała duży wpływ na wyciszenie wszelkich wątpliwości wobec Polski, jakie różne środowiska starały się zbudować, wykorzystując nowelizację ustawy o IPN. W tym kontekście to na pewno może osłabić i tak potencjalnie negatywne aspekty tej amerykańskiej ustawy. I tu mała dygresja. Co do ewentualnego oddziaływania amerykańskiej ustawy zdania są podzielone. Jedni mówią, że pozostanie tylko na papierze, nie będzie miała realnego wpływu na cokolwiek. Inni z kolei obawiają się, że przy mniej przychylnej Polsce administracji może się stać kłopotem. Zwracam jednak uwagę, że w deklaracji nie ma mowy o sprawach związanych ze zwrotem mienia. Deklaracja nie dotyka tego tematu. I to również jest dla nas korzystne" - zaznaczył prezes PiS.

Dodał, że strona izraelska nie zabiegała o to, by w jakiś sposób odwołać się w deklaracji do spraw związanych z roszczeniami.

Relacje z USA

Kaczyński odpowiedział również na pytanie, czy deklaracja premierów Polski i Izraela znosi "niedogodność" w naszych relacjach z Białym Domem: "To bardzo ważna jej konsekwencja. Mimo naszych intencji w świat poszedł przekaz wypaczający sens noweli o IPN. Były głosy różnych środowisk żydowskich, niekiedy wręcz koszmarnie oszczercze. Elementy tej nieprawdziwej narracji zaistniały w przekazie władz amerykańskich, a to nam nie pomagało. Tym bardziej, że relacje z naszym strategicznym sojusznikiem w NATO mają niezwykle korzystne dla Polski perspektywy. Rozmawiamy o takim wzmocnieniu bezpieczeństwa Rzeczypospolitej, jakiego nigdy wcześniej nie było".

Na pytanie, czy obawia się, że przynajmniej część środowisk żydowskich w USA zaatakuje porozumienie podpisane przez premierów Polski i Izraela, odparł: "Być może tak będzie. Nie ulega jednak wątpliwości, że dla władz Stanów Zjednoczonych kluczowe jest stanowisko Izraela, a nie głosy poszczególnych środowisk, choćby nie wiem, jak wpływowych. W mojej ocenie wspólna deklaracja naszych rządów kończy sprawę i daje szansę na walkę o dobre imię Polski w zupełnie nowych, bardzo sprzyjających okolicznościach. Wiem, że także w Polsce pojawią się krytyczne głosy wobec tego porozumienia, ale nie dajmy się im zwieść. Jeszcze raz powtarzam - wspólna deklaracja Rzeczypospolitej i Izraela jest w najlepiej pojętym interesie naszego państwa. Nigdy wcześniej państwo żydowskie ustami swoich najwyższych przedstawicieli nie poparło tak jednoznacznie polskiego stanowiska w sprawie przywrócenia prawdy o losie naszego państwa i społeczeństwa w II wojnie światowej".

Kaczyński wyraził też pogląd, że podpisane w środę porozumienie "jest wielkim sukcesem rządu pana premiera Mateusza Morawieckiego".

Dowiedz się więcej na temat: Jarosław Kaczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje