Reklama

Reklama

Jan Maria Jackowski: Pohukiwanie i zastraszanie już nie działa

- Metody zarządzania - takie pohukiwanie, zastraszanie posłów, kultura strachu, wykluczania i straszenia kto komu co zrobi, kiedy tylko będzie chciał czy będzie mógł, to przestało działać - mówił w programie "Debata Dnia" Polsat News senator PiS Jan Maria Jackowski.

- Do tej pory kultura dialogu wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy nie działała z dwóch prostych powodów. Po pierwsze - był komfort rządzenia do października 2019 r., była nadwyżka głosów, większość w Sejmie i Senacie, życzliwy prezydent i można było dość prostymi metodami zarządzać taką dużą formacją i obozem rządzącym - mówił Jackowski.

Reklama

Jak stwierdził, "sytuacja się zmieniła - nie mamy już Senatu, wyrosła nam konkurencja po prawej stronie w postaci Konfederacji, a po trzecie metody zarządzania - takie pohukiwanie, zastraszanie posłów, kultura strachu, wykluczania i straszenia kto komu co zrobi, kiedy tylko będzie chciał czy będzie mógł, to przestało działać".

- Jeśli teraz obóz Zjednoczonej prawicy chce w sposób merytoryczny zarządzać i dalej skutecznie prowadzić sprawy polskie jeszcze przez trzy lata, to musi z tego wyciągnąć lekcje - podkreślił.

"Grożono mi wykluczeniem"

Jackowski dopytywany przez Agnieszkę Gozdyrę, czy ma na myśli szefa klubu PiS Ryszarda Terleckiego, odpowiedział: "nie chcę mówić personalnie, ale proszę zauważyć, że nawet uwagi po wyjściu pana posła Kołakowskiego ze strony niektórych posłów, funkcjonariuszy PiS-sowskich są deprecjonujące".

- Trudno budować kulturę dialogu, mówiąc, że ktoś jest sfrustrowany - zaznaczył.

- Ja nie jestem członkiem PiS, tylko członkiem klubu PiS. Grożono mi wykluczeniem, pan Terlecki to robił, ale nic mi nie wiadomo, żeby jakiś formalne działania zostały powzięte, a żeby to się stało musi być wniosek pisemny, przegłosowany w obecności przynajmniej połowy członków klubu, a to jest ok. 300 osób - podkreślił Jackowski.

"Kaczyński już nad tym nie panuje"

Z kolei poseł Lewicy Robert Kwiatkowski stwierdził, że "koalicja rządząca właściwie idzie od kryzysu do kryzysu". - I to w tym czasie, kiedy wydawało się, że powinni mieć z górki - wygrali wybory prezydenckie, parlamentarne, europarlamentarne i mieli mieć trzy lata spokoju. Metodą podkładania sobie nawzajem nóg doprowadzili się do sytuacji, która byłaby niegodna pozazdroszczenia. Na szczęście to Zjednoczona Prawica i jej koniec wydaje się dość bliski - mówił.

- Jarosław Kaczyński już nad tym nie panuje - podsumował Kwiatkowski.

Zagrożona większość

Podlaski poseł Prawa i Sprawiedliwości Lech Kołakowski poinformował we wtorek, że odchodzi z partii. Powodem jest zawieszenie go w prawach członka PiS po tym, jak głosował przeciwko tzw. piątce dla zwierząt. Odejście Kołakowskiego oznacza, że większość Zjednoczonej Prawicy w Sejmie wynosić będzie cztery mandaty. A odejść - jak zapowiada - ma być więcej.

Po południu ogłoszono, że trzynastu z piętnastu zawieszonych we wrześniu posłów, przywrócono prawa członka partii. Na tej liście nie znalazł się Kołakowski oraz były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy