Reklama

Reklama

Jan Bury usłyszał zarzuty

Katowicka prokuratura postawiła sześć zarzutów korupcyjnych byłemu posłowi PSL Janowi Buremu - poinformował rzecznik prokuratury Leszek Goławski. Bury nie przyznaje się do winy.

Podejrzany nie przyznaje się do winy. W piątek ma być kontynuowane jego przesłuchanie, wtedy zapadnie decyzja w sprawie ewentualnych kolejnych zarzutów i środków zapobiegawczych - podał rzecznik prokuratury Leszek Goławski.

Według ustaleń śledztwa, Bury przyjmował korzyści majątkowe od co najmniej dwóch osób. Już wcześniej usłyszały one zarzuty wręczania posłowi łapówek. Prokuratura zarzuciła Buremu (zgodził się podawanie pełnego nazwiska) m.in., że jako poseł i sekretarz stanu w resorcie Skarbu Państwa przyjmował łapówki od pewnego biznesmena - łącznie 228 tys. zł - w różnych kwotach, ale też w formie sztabki złota. Chodziło o załatwianie spraw w różnych instytucjach państwowych - powiedział prok. Goławski.

Reklama

Trzy inne zarzuty dotyczą przyjmowania korzyści majątkowych lub pośrednictwa w przyjmowaniu łapówek za załatwianie spraw w różnych instytucjach. Zdaniem prokuratury Bury przyjął 700 tys. zł od pewnego przedsiębiorcy za załatwienie sprawy w Naczelnym Sądzie Administracyjnym.

"Poseł zobowiązał się, że załatwi pewien wyrok" - powiedział Goławski. "Zapadł właściwy wyrok, ale pytanie, czy załatwiał, czy też było to na takiej zasadzie, że powoływał się na wpływy, to już inna kwestia. W każdym razie te pieniądze zostały przekazane" - dodał rzecznik, dopytywany przez dziennikarzy o okoliczności sprawy. Zaznaczył, że gdyby nie decyzja sądu, osoba od której Bury miał przyjąć łapówkę musiałaby zapłacić dużo wyższą kwotę urzędom skarbowym.

Pozostałe zarzuty wobec b. posła są związane z nakłanianiem urzędników i przedstawicieli instytucji na działania bądź niezgodne z prawem bądź działania ukierunkowane na działania bezprawne. "Mam na myśli sytuacje, kiedy pan Jan Bury naciskał na takie działania urzędników, żeby prowadzili zbieranie informacji lub kierunkowali postępowanie np. skarbowe w urzędzie kontroli skarbowej" - wskazał Goławski.

Przesłuchanie Burego przerwano do piątku. Niewykluczone, że tego dnia usłyszy kolejne, formułowane już wcześniej zarzuty dotyczące niezgodnego z prawem wpływania na wyniki konkursów w Najwyższej Izbie Kontroli. Sprawa ta nie wiąże się bezpośrednio z obecnym zatrzymaniem b. posła PSL. Także w piątek prokuratura zdecyduje, czy i jakie środki zapobiegawcze zastosować wobec podejrzanego.

Pytany przez dziennikarzy czy wraz z Burym zatrzymano też inne osoby, Goławski odpowiedział, że "są prowadzone inne czynności procesowe", ale prokuratura na razie nie udziela na ten temat szerszych informacji.

Forma i termin zatrzymania Burego wzbudziły kontrowersje w świecie polityki. Politycy PSL mają wątpliwości, czy b. poseł musiał być zatrzymywany przez CBA. Argumentują, że sam stawiłby się na wezwanie prokuratury. Posłowie innych opcji zastanawiają się nad momentem zatrzymania, PiS mówi o "przyspieszeniu" w CBA.

"Uważam, że w sprawie o takim charakterze i wobec postawy mojego klienta, którą prezentował - że jest gotów na każde wezwanie organów ścigania - mam nadzieję, że nie ma postaw, żeby stosować środki zapobiegawcze, ale decyzja co do tego jeszcze nie zapadła" - powiedziała z kolei dziennikarzom broniąca podejrzanego mec. Karolina Margulewicz-Fortuna.

Rzecznik prokuratury podkreślił, że zapadła decyzja o zatrzymaniu Burego, bo zgodnie z art. 247 Kodeksu postępowania karnego istniała potrzeba "niezwłocznego zastosowania środków zapobiegawczych" wobec niego. "To nie jest kwestia obawy ukrywania się w tej sprawie czy też kwestii czy stawi się, czy nie" - zaznaczył. Przesłankami do stosowania środków zapobiegawczych są według prokuratury udokumentowana obawa matactwa i grożąca podejrzanemu surowa kara - do 12 lat więzienia. Goławski nie zdradził, co świadczy o możliwości mataczenia przez Burego.

Rzecznik zaznaczył też, że okoliczności postawionych w czwartek zarzutów zostały udokumentowane dopiero w ostatnich miesiącach i gdyby Bury był nadal posłem, prokuratura skierowałaby wniosek o uchylenie mu immunitetu także w tym wątku - tak jak wcześniej zrobiła w wątku dotyczącym NIK.

Goławski podkreślił, że sprawa b. posła PSL jest jednym z kilkudziesięciu wątków śledztwa prowadzonego przez katowicką prokuraturę, a materiały dotyczące b. posła trafiły do katowickiej prokuratury pod koniec 2014 r. Łączy się bowiem z wątkami postępowania rozpoczętego w 2013 r. W śledztwie zarzuty przedstawiono wcześniej 13 osobom. "Mówimy o ogromnym postępowaniu, które dotyczy naprawdę wielu zagadnień, które wymagają wyjaśnienia" - podkreślił prok. Goławski.

Prokuratura Apelacyjna w Katowicach bada niektóre wątki tzw. afery podkarpackiej. Jej śledztwo toczy się od listopada 2013 r. po zawiadomieniu złożonym przez CBA. Początkowo wszczęto je pod kątem nadużycia uprawnień przez członków zarządu Elektrowni Kozienice i funkcjonariuszy publicznych w związku z postępowaniem przetargowym. Śledztwo ma jednak szerszy zakres i obejmuje też inne wątki. Jeden z nich odnosi się do wyłudzenia wielomilionowych kwot z państwowych agencji dysponujących środkami europejskimi. W innym wątku podejrzanym jest biznesmen z Podkarpacia Łukasz M. Miał on poinformować Burego o ofercie, jaką rzekomo mieli mu złożyć agenci CBA - zeznania obciążające Burego w zamian za bezkarność. Bury nagłośnił tę sprawę w liście do prokuratora generalnego.

W wątku dotyczącym NIK katowicka prokuratura apelacyjna w sierpniu wystąpiła do Sejmu o uchylenie Buremu immunitetu. Chce mu zarzucić przekroczenie uprawnień poprzez nakłanianie wysokich rangą funkcjonariuszy publicznych do niezgodnego z prawem wpływania na wyniki konkursu na stanowiska szefów delegatury Izby w Rzeszowie i wpływania na wyniki kontroli prowadzonej przez NIK w jednej z podkarpackich gmin. Sejm poprzedniej kadencji nie zdążył rozpoznać wniosku ws. Burego, który nie zdobył mandatu w wyborach 25 października. Umożliwia to postawienie mu zarzutów.

Prokuratura wystąpiła wtedy także o uchylenie immunitetu prezesowi NIK Krzysztofowi Kwiatkowskiemu, chcąc postawić mu zarzut przekroczenia uprawnień w związku z konkursami na szefów delegatur NIK; Kwiatkowski sam postanowił wyłączyć się z prac Izby i wniósł do Sejmu o uchylenie mu immunitetu. Zapewnił, że "zawsze postępował uczciwie". Sejmowa komisja regulaminowa Sejmu minionej kadencji uznała, że nie jest "właściwa", by zająć się sprawą immunitetu prezesa NIK.

Inny wątek tzw. afery podkarpackiej, wyjaśniany przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie, zakończył się na początku listopada aktem oskarżenia, którym objęto dwóch duchownych i regionalnego dyrektora Lasów Państwowych. Zarzuty dotyczą płatnej protekcji (czyli powoływania się na wpływy w instytucjach publicznych i obietnicy załatwienia w niej sprawy w zamian za korzyść osobistą lub majątkową) oraz podżegania do przyjęcia łapówki. Oskarżeni nie przyznają się do zarzutów. Sprawa to wyłączony wątek dużego śledztwa w sprawie afery podkarpackiej, które pozostaje w toku. Prokuratura zapowiada kolejne akty oskarżenia.

Właśnie w ramach weryfikowania wyjaśnień podejrzanych w jednym z wątków tego śledztwa, w ubiegłym roku warszawska prokuratura apelacyjna i CBA podjęły działania polegające m.in. na żądaniu wydania określonych przedmiotów oraz przeszukaniu pomieszczeń należących m.in. do osób publicznych. Dotyczyło to m.in. pomieszczeń posła Burego, ówczesnego wiceministra infrastruktury Zbigniewa Rynasiewicza, prokurator apelacyjnej w Rzeszowie, dwóch byłych rzeszowskich prokuratorów, a także b. szefa rzeszowskiej delegatury UOP. Przeszukanie odbyło się również u ówczesnego proboszcza katedry polowej WP w Warszawie ks. płk. Roberta Mokrzyckiego.

Prokuratura Okręgowa w Łomży (Podlaskie) prowadzi natomiast od lipca dwa śledztwa: dotyczące podejrzeń przekroczenia uprawnień przez rzeszowską delegaturę CBA, ale także ujawnienia danych funkcjonariuszy Biura. Pierwsze śledztwo dotyczy rzekomych nieprawidłowości w rzeszowskiej delegaturze CBA, opisanych w anonimach zamieszczonych na stronie internetowej Burego. Ówczesny poseł zwrócił się do prokuratora generalnego o zbadanie spraw w owych anonimach poruszonych, wraz z zawiadomieniem o możliwych nieprawidłowościach. Do zbadania przez śledczych trafiło też zawiadomienie o ujawnieniu danych osobowych funkcjonariuszy, złożone przez szefa CBA Pawła Wojtunika. Oba śledztwa prowadzone są "w sprawie", czyli nikomu dotąd nie postawiono zarzutów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy