Reklama

Reklama

Jakub Jakubowski: Tak nie powinno się postępować z ludźmi

- Chciałbym, żeby moja rezygnacja była czerwoną lampką, sygnałem, że tak nie powinno się postępować z ludźmi w ruchu społecznym - przyznał w rozmowie z polsatnews.pl Jakub Jakubowski, do 20 stycznia lider regionu lubelskiego stowarzyszenia Polska 2050, skupionego wokół Szymona Hołowni.

Jakub Oworuszko, polsatnews.pl: Dlaczego nie chce pan współpracować z Joanną Muchą?

Reklama

Jakub Jakubowski: Nigdzie nie powiedziałem, że nie chcę z nią współpracować...

Czyli to zupełny przypadek, że zrezygnował pan dwie godziny przed konferencją Szymona Hołowni i Joanny Muchy?

To oczywiście niezupełny przypadek. Tak naprawdę nie chodzi o Joannę Muchę - nie znam jej i niestety nie miałem okazji, jako lider województwa lubelskiego, jej poznać. Mój gest wynikał również ze zmęczenia - rozwijamy ruch w niesamowitym tempie - z decyzją o rezygnacji nosiłem się już jakiś czas. Niestety, została dynamicznie przyspieszona.

Transfer do ruchu innego polityka z Lubelszczyzny - Jacka Burego - też był dla pana niespodzianką?

Nie. Przejście Jacka Burego zostało przeprowadzone koncertowo, wyszło nam naprawdę fajnie. To niezależna, bardzo aktywna osoba, która w dużej polityce jest od niedawna. Mój entuzjazm po tym, jak Jacek do nas dołączył, był spory. Widziałem w tym szansę. W przypadku przejścia Joanny Muchy popełniono błąd procesu. Nie potrafię dokładnie powiedzieć, na czym ten błąd polegał. Myślę, że Szymon mógłby odpowiedzieć. Wchodziłem do ruchu rok temu, przepracowałem bardzo dużo, włożyłem w to mnóstwo potu i - pośrednio - pieniędzy. Umówiłem się z Szymonem, że mu ufam w kontekście wizji oraz tego, jak modeluje powstawanie ruchu, a z drugiej strony chciałem też być obdarzony zaufaniem. Tutaj pojawił się błąd procesowy, wynikający być może z nieuwagi, a być może zamierzony. Ten błąd zaważył na mojej decyzji, ponieważ nie byłem przygotowany, żeby obronić wejście do ruchu polityczki, która w ostatnim czasie nie jest znana z jakichś aktywności, ale jest głównie znana z tego, że była twarzą rządu PO, który się skończył i duża część kraju uznała to za dobre.

"Błąd procesowy" polegał na tym, że nic pan nie wiedział o przejściu Muchy?

Wiedziałem, ale byłem za późno poinformowany. Członkowie ruchu, którzy są jego solą, powinni być do tego przygotowani, powinni widzieć aktywność osób, które do nas dołączają. Tak było z Hanną Gil-Piątek, to jedna z najbardziej aktywnych posłanek. Jacek Bury otwarcie mówił, co mu się nie podoba po stronie rządu i opozycji, również był bardzo zaangażowany w pracę w parlamencie. Joanna Mucha nie robiła takich rzeczy i, póki co, nie dawała nam się poznać z tej strony. Szymon ją poznał, ale ja, jako lider, nie miałem tej okazji. Relacje z ludźmi w regionie i zaufanie zostały nadszarpnięte. Dla członków to jest niejasne, dlaczego akurat ta posłanka do nas przystępuje. Czekamy na opowieść, którą ma dla nas Joanna Mucha.

Czy zamierza pan jeszcze angażować się w działalność ruchu Hołowni?

To nie jest tak, że się obraziłem i teraz wszystko rzucam. Zamierzam wspierać nowego lidera w woj. lubelskim (Rafała Maksymowicza), zamierzam dalej być aktywnym członkiem stowarzyszenia. Będę się przypatrywał, jak będzie wyglądała parlamentarna aktywność naszej nowej posłanki. Daję jej kredyt zaufania, ale chciałbym, żeby moja rezygnacja była czerwoną lampką, sygnałem, że tak nie powinno się postępować z ludźmi w ruchu społecznym.

"Przykro", "szkoda", "dziękujemy" - to większość komentarzy pod pana oświadczeniem na Facebooku. Czuje się pan wykorzystany, oszukany przez Hołownię?

Absolutnie nie. Działam społecznie od zawsze, angażuję się, ale nie oczekuję wynagrodzenia, nie wchodziłem do ruchu po to, żeby mieć jakąś supersprawczość, podejmować jakieś decyzje z Szymonem, itd. Chciałem tylko - szczególnie jako lider - być traktowany poważnie.

Rozmawiał pan z Hołownią o starcie w wyborach do Sejmu?

Nie, ze mną nikt o tym nie rozmawiał, natomiast ścieżka do tego, żeby angażować się bardziej, żeby iść w politykę, była otwarta. Do wyborów jest jeszcze dużo czasu. Sam o to nie zabiegałem, dla mnie nie było to istotne. Istotna jest dla mnie idea, to, że umówiliśmy się z ludźmi, że budujemy coś nowego na takich wartościach jak zaufanie, aktywizacja obywatelska, edukacja, a odcinamy się od układów partyjnych. Może wystartuję w wyborach, ale równie dobrze mogą to być wybory samorządowe. Warunkiem zmiany kraju nie jest start Jakubowskiego w wyborach do Sejmu, warunkiem jest zmiana postępowania.

Jak pan i członkowie ruchu ocenią tę strategię pozyskiwania kolejnych posłów czy samorządowców?

Do środy była to strategia bardzo słuszna. Potrzebowaliśmy mieć w Sejmie koło parlamentarne. Pewien etap tej strategii jest domknięty i powinniśmy skupić się na tym, żeby ruch obywatelski nie był obywatelskim tylko z nazwy, ale żeby działać. To wymaga nie tylko współpracy z doświadczonymi politykami, ale również kształtowania swoich ludzi, dania im siły.

Jak przez rok od startu zmienił się ruch Hołowni?

Ciężko to porównać. Rok temu startowaliśmy z kampanią, był entuzjazm i świeżość, dziś jest przeświadczenie, że dalej robimy tę samą robotę. Wydarzyło się wiele rzeczy, które potwierdzają, że zmiana jest potrzebna, jesteśmy w pandemii, jest wiele rzeczy, z którymi rząd sobie nie radzi. Nie koncentrujemy się na wyborach prezydenckich, jak wiosną, ale na tym, że jesteśmy zmianą albo jej częścią. To już nie jest ten sam entuzjazm, jak w kampanii, która się skończyła. Dziś jesteśmy w zawieszeniu. Ludzi, którzy są aktywni jest pewnie 10 procent. Chcemy zmiany, ale ona musi być autentyczna. Ja ciągle wierzę w ruch Szymona Hołowni.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje