Reklama

Reklama

Inicjatywa Polska: Apel do premier o wycofanie poparcia dla inicjatywy ws. zakazu aborcji

O wycofanie poparcia dla inicjatywy zaostrzenia prawa antyaborcyjnego zaapelowało w piątek do premier Beaty Szydło lewicowe stowarzyszenie Inicjatywa Polska. W petycji złożonej w kancelarii szefowej rządu działacze stowarzyszenia przekonują, że całkowity zakaz aborcji uderzy w kobiety.

Stowarzyszenie Inicjatywa Polska zawiązane zostało 20 lutego przez lewicowych samorządowców oraz polityków zaangażowanych wcześniej w tworzenie Zjednoczonej Lewicy.

Reklama

Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Stop aborcji" chce zebrać podpisy i skierować do Sejmu obywatelski projekt ustawy całkowicie zakazującej przerywania ciąży. W czwartek premier Szydło oświadczyła, że popiera inicjatywę ustawy całkowicie zakazującej aborcji. Zastrzegła, że jest to jej decyzja, a nie całego PiS. "Każdy z nas będzie kierował się własnym sumieniem" - podkreśliła.

W skierowanej do szefowej rządu petycji działacze lewicowego stowarzyszenia zaapelowali o wycofanie "akceptacji kolejnego aktu przemocy wymierzonej przeciw kobietom", jakim jest - według nich - proponowane zaostrzenie prawa aborcyjnego. Wolność kobiet do podejmowania decyzji o tym, czy, kiedy i ile chcą mieć dzieci, jest jednym z praw człowieka - przekonują.

Autorzy petycji zwracają uwagę, że już aktualnie obowiązujące w Polsce ustawodawstwo dotyczące aborcji jest "jednym z najbardziej restrykcyjnych". Zdaniem autorów listu nie przekłada się ono przy tym na ograniczenie liczby aborcji. Obecna ustawa - przekonują - przyczyniła się "wyłącznie do szybkiego rozwoju podziemia aborcyjnego". "Podziemie generuje milionowe zyski dla handlujących zdrowiem i życiem kobiet" - dodają.

Jednocześnie zarazem - jak podkreślono w petycji - obecne prawo pozostawia kobietom "resztkę wolności i bezpieczeństwa". Wynika to - stwierdzają autorzy petycji - z faktu, że obecne prawo nie zmusza do "donoszenia i urodzenia dziecka, którego ojcem jest gwałciciel", czy dzieci pochodzących ze związków kazirodczych, a także "chroni kobiety przed dramatem rodzenia dzieci tylko po to, by skazać je na cierpienie do końca życia".

Autorzy listu piszą też o "bezprawnym procederze" ograniczania do minimum dostępu do edukacji seksualnej i skutecznych metod antykoncepcyjnych, przywołując w tym kontekście niedawną decyzję ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła o wprowadzeniu recept na tzw. antykoncepcję awaryjną.

"Ponad 60, a w niektórych badaniach nawet 70 procent Polaków nie chce restrykcyjnej ustawy dotyczącej aborcji. W związku z tym Inicjatywa Polska zdecydowała się na apel do pani premier Beaty Szydło w sprawie projektu ustawy, który niebawem, w ciągu trzech miesięcy ma pojawić się w polskim Sejmie, projektu, który po prostu jest wymierzony przeciwko kobietom" - mówiła na konferencji poprzedzającej przekazanie petycji do biura podawczego kancelarii premiera radna Warszawy b. wiceszefowa SLD Paulina Piechna-Więckiewicz.

Z kolei współprzewodnicząca Twojego Ruchu i b. liderka ZL Barbara Nowacka stwierdziła, że proponowane zmiany w prawie "uderzą w kobiety najbiedniejsze", ponieważ te bogate - tak jak dziś - "będą mogły skorzystać z usług klinik aborcyjnych w Niemczech i na Słowacji".

B. szefowa mazowieckich struktur SLD Katarzyna Piekarska wskazała natomiast, że skierowany do Sejmu projekt zaostrzenia prawa przewiduje karanie kobiet, które zdecydują się na aborcję - także w przypadku, gdy ciąża jest efektem gwałtu. Według niej, takie przepisy prowadzić mogą do paradoksalnych sytuacji, w których np. "gwałciciel dostanie dwa lata w zawieszeniu, a kobieta dostanie pięć lat za to, że usunęła ciążę z gwałtu". "Aborcja jest zawsze decyzją dramatyczną dla kobiety" - podkreśliła.

"Ta sytuacja jest to jeszcze jeden przykład, dlaczego tak źle się stało, że nie ma lewicy w Sejmie" - wtórowała jej Kazimiera Szczuka, działaczka feministyczna i krytyczka literacka, startująca w ostatnich wyborach parlamentarnych z list ZL. Zapowiedziała, że jeśli projekt zostanie przyjęty, Inicjatywa Polska będzie "odwoływać się do wszystkich środowisk opozycyjnych", a jeśli jakakolwiek kobieta znajdzie się w więzieniu za przeprowadzenie aborcji, "Polska stanie w centrum uwagi Europy".

"Pełen zakaz aborcji nie ma nic wspólnego ani z moralnością, ani z troską, ani z wiarą. To jest po prostu pokazywanie władzy nad kobietami" - oceniła Szczuka.

Zawiadomienie o zawiązaniu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Stop aborcji", która będzie zbierać podpisy pod obywatelskim projektem ustawy całkowicie zakazującej przerywania ciąży, wpłynęło do marszałka Sejmu w połowie marca. W projekcie znajdują się zapisy uchylające dotychczasowe, prawne możliwości aborcji, a także nakładające na administrację rządową i samorządową obowiązek pomocy materialnej i opieki dla rodzin wychowujących dzieci upośledzone oraz matek i ich dzieci poczętych w wyniku czynu zabronionego.

W myśl aktualnie obowiązującej ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach przerywania ciąży, aborcję można przeprowadzić, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, np. gwałtu.

W środę opublikowany został komunikat Prezydium Konferencji Episkopatu Polski, w którym podkreślono, że w kwestii ochrony życia nienarodzonych nie można poprzestać na obecnym kompromisie wyrażonym w ustawie, która dopuszcza aborcję w trzech przypadkach. "Życie każdego człowieka jest chronione piątym przykazaniem Dekalogu: +Nie zabijaj!+. Dlatego stanowisko katolików w tym względzie jest jasne i niezmienne: należy chronić od poczęcia do naturalnej śmierci życie każdego człowieka" - podkreślił episkopat.

Politycy komentujący w ostatnich dniach propozycję wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji, są w tej kwestii podzieleni. Szef PiS Jarosław Kaczyński ocenił, że większość klubu PiS poprze całkowity zakaz aborcji. Za takim zakazem jest też Paweł Kukiz, który jednak zastrzegł, że to jego prywatna opinia. Przeciwko zaostrzeniu przepisów opowiedzieli się liderzy Nowoczesnej Ryszard Petru i PO Grzegorz Schetyna.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje