Reklama

Reklama

Incydenty podczas protestów. Lewica domaga się informacji od Jarosława Kaczyńskiego

Lewica domaga się informacji w Sejmie wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego w sprawie niebezpiecznych incydentów, do których doszło podczas protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Posłanki tego ugrupowania zapowiedziały, że Lewica nie weźmie udziału w żadnym spotkaniu w sprawie aborcji, które wyklucza stronę społeczną.

Podczas konferencji przed KPRM wiceszefowa klubu Lewicy Monika Pawłowska zapowiedziała, że na najbliższym posiedzeniu Sejmu, które rozpoczyna się w środę (4 listopada), jej klub złoży wniosek do marszałek Sejmu Elżbiety Witek, aby do porządku obrad włączyć informację odpowiedzialnego za bezpieczeństwo wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego, aby wyjaśnił niepokojące i niebezpieczne zdarzenia, które miały miejsce podczas ostatnich protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji.

Reklama

- Chciałabym, żeby wytłumaczył się z doniesień medialnych, z których dowiadujemy się, że naciskał na polską policję, by tłumiła protesty - mówiła Pawłowska. 

"To wymaga wyjaśnienia"

Posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk oceniła z kolei, że odpowiedzialność polityczną za napięcia społeczne i protesty odpowiada Jarosław Kaczyński jako prezes partii rządzącej.

- Oczekujemy informacji (...), w jaki sposób zamierza zapewnić bezpieczeństwo państwa w czasie protestów, jakie działania podjął, żeby zminimalizować eskalację, zminimalizować agresję, z jaką mierzą się protestujący podczas protestów ze strony prawicowych bojówek, żeby wytłumaczył dlaczego osoba -funkcjonariusz służb ABW - po tym, jak potrącił (autem - red.), być może celowo, być może przypadkowo, to wymaga wyjaśnienia, osoby protestujące mierzy się wyłącznie z mandatem, a nie z poważniejszą odpowiedzialnością - mówiła Dziemianowicz-Bąk.

O propozycji premiera

Dziemianowicz-Bąk odniosła się też do propozycji premiera Mateusza Morawieckiego, który zaprosił opozycję na poniedziałek (2 listopada), aby rozmawiać o kompromisie w sprawie aborcji. - Traktujemy te zaproszenia, deklaracje, jako słowa, a nie czyny - oceniła.

- Jeżeli Mateusz Morawiecki chce zażegnać konflikty społeczne, to powinien skłonić marszałek Witek i większość rządzącą do tego, żeby na najbliższym posiedzeniu Sejmu zajęła się ustawą ratunkową złożoną przez Lewicę - powiedziała posłanka i przypomniała, że propozycja Lewicy "dekryminalizuje wsparcie i pomocniczość przy aborcji".

- Dziś to kobiety wychodzą na ulice oddolnym, społecznym zrywem, dlatego Lewica nie będzie brała udziału w żadnych rozmowach, w żadnych spotkaniach, które pomijają tą ważną stronę społeczną - podkresliła Dziemianowicz-Bąk.

Decyzja TK

Protesty w całym kraju trwają od 22 października, kiedy Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 r. zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje