Reklama

Reklama

Historia Gabrysia. Przedszkole okazało się dla niego traumą

"Aby mnie panie nauczycielki przestały bić i przywiązywać do krzesełka" - o to modlił się podczas katechezy czteroletni Gabryś. Rodzicom opowiedział, że w przedszkolu miał być też straszony i wyzywany. Sprawę badają prokuratura i kuratorium oświaty. Przedszkolanki nie zostały odsunięte od pracy z dziećmi.

- Rodzice pozostałych dzieci są zadowoleni! Wręcz nie wyobrażają sobie, żeby inne panie sprawowały opiekę nad ich dziećmi - twierdzi Krzysztof Kocowski, dyrektor fundacji Familijny Wrocław. I podkreśla, że inne przedszkolaki zostały w grupie, a frekwencja na zajęciach jest bardzo wysoka. - Z naszych informacji wynika, że takie rzeczy nie miały miejsca - utrzymuje Jolanta Błochowiak, dyrektorka przedszkola Galileo we Wrocławiu.

- Działania dyrekcji miały na celu zatuszowanie całej sprawy! - odpowiada Dominika Zioła, mama czteroletniego Gabrysia. Z jej relacji wynika, że podczas jednej z katechez Gabryś zaczął modlić się, by panie w przedszkolu nie biły go, nie wiązały oraz nie wpychały mu łyżki do gardła.

Reklama

Kobieta wspomina, że początkowo jej syn bardzo lubił chodzić do przedszkola. Cieszyła go możliwość przebywania z innymi dziećmi, zabawy. Z czasem zaobserwowała jednak niepokojące zmiany w jego zachowaniu. - Budził się w nocy przerażony, miał koszmary, bardzo się bał - opowiada Dominika Zioła.

Zaniepokojeni rodzice zaczęli wypytywać dziecko o powody jego zdenerwowania. - Powiedział, że pani w przedszkolu nie pozwoliła mu chodzić do toalety, straszyła go duchami. Syn był zmuszany do jedzenia, przywiązywany do krzesła i miał wpychaną łyżkę do gardła. Gabryś ze szczegółami i po imieniu mówił, która pani w co go uderzyła: pupę, szyję, plecy, głowę - relacjonuje pani Dominika. "Dupa" i "wariat" - m.in. takimi określeniami, według relacji Gabrysia, miały zwracać się do niego przedszkolanki. - Był przerażony, jak mi o tym mówił - opowiada mama chłopca.

Kobieta zaprowadziła syna do psychologa. - Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że doszło w przedszkolu do jakiś aktów agresji. Dziecko z dużymi szczegółami opisywało te zdarzenia. Do tego dochodzą czynniki behawioralne: Gabryś zaczął się moczyć - wylicza Piotr Janoszka, psycholog dziecięcy, który na prośbę rodziców chłopca przygotował opinię.

Matka Gabrysia kilkukrotnie próbowała sprawę z nauczycielkami chłopca. Ponieważ nie przyniosło to rezultatów - zgłosiła się też do dyrekcji przedszkola. - Nie potwierdziliśmy wystąpienia stawianych zarzutów - komentuje Krzysztof Kocowski.

Sprawa przed komisją dyscyplinarną

Po konsultacji u psychologa rodzice Gabrysia postanowili przenieść dziecko do innej placówki. Zgłosili też sprawę do prokuratury i kuratorium oświaty. Mimo zapewnień dyrekcji przedszkola, sprawa zaniepokoiła rzecznika dyscyplinarnego, który skierował sprawę do zbadania przed komisją dyscyplinarną dla nauczycieli.

- Rzecznik postawił zarzut znęcania się psychicznego i fizycznego, co naruszało nietykalność osobistą dziecka i narażało je na niebezpieczeństwo. Zarzut postawiono dwóm nauczycielkom - potwierdza Janina Jakubowska z Kuratorium Oświaty we Wrocławiu. Dodaje też, że do nieprawidłowości miało dochodzić między wrześniem a listopadem 2014 roku.

Komisja dyscyplinarna powinna w ciągu kilku miesięcy zweryfikować, czy nauczycielki znęcały się nad chłopcem. Również prokuratura planuje w najbliższym czasie przesłuchać rodziców chłopca oraz nauczycielki z przedszkola. Prawdopodobnie powołany będzie niezależny biegły, który przebada czterolatka. - Wręcz nie możemy się doczekać wyjaśnienia całej sprawy przez odpowiednie organy - deklaruje ze spokojem Kocowski.

Dowiedz się więcej na temat: Gabryś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama