Reklama

Reklama

"GW": Są nowe informacje dotyczące maseczek sprowadzonych z Chin. KGHM chce sprostowania

Jak podała w poniedziałek "Gazeta Wyborcza", powołując się na dokumenty, do których dotarła - KGHM i Lotos sporo przepłacili za sprowadzone z Chin maseczki, które - jak informowano wcześniej - okazały się niewiele wartymi dla służb medycznych jednorazówkami. Dodatkowo - jak twierdzi gazeta - spółka, która pośredniczyła w ich zakupie, należy do byłego oficera WSI. KGHM Polska Miedź SA wezwała "Gazetę Wyborczą" do sprostowania nieprawdziwych - zdaniem spółki - informacji zawartych w artykule.

14 kwietnia na lotnisko Okęcie przyleciał Antonow An-225 z zaopatrzeniem z Chin dla polskich szpitali, które - jak podawano - zostały zakupione przez KGHM i Lotos.

Reklama

Jak wynika jednak z dokumentów, do których dotarła "Gazeta Wyborcza" - pośrednikiem w transakcji była spółka z siedzibą w Łazach pod Warszawą Quantron SA, która kupiła maseczki w Chinach i odsprzedała je KGHM i Lotosowi.

"GW" ustaliła, że spółka zajmuje się m.in. handlem bronią, jej prezesem jest były oficer Wojskowych Służb Informacyjnych rozwiązanych w 2006 r. przez pierwszy rząd PiS Andrzej Mikołajczyk, którego zastępcą jest Szymon Skalski, b. doradca (2011-2012) rządu w sprawach obecności polskich wojsk w Afganistanie.

"To Quantron widnieje w dokumentach lotniczych jako jedyny nadawca ładunku, który 12 kwietnia zapakowano do antonowa w Tianjin w Chinach" - czytamy.

Pytana przez dziennik o tę sprawę  Lidia Marcinkowska, dyrektor naczelna ds. komunikacji KGHM oświadczyła jedynie, że KGHM, jak wiele organizacji, "nie realizuje takich przedsięwzięć samodzielnie", a szczegóły transakcji obowiązuje "tajemnica handlowa".

Tajemnicą handlową miał też zasłaniać się także Skalski.

Jak wynika z następnych dokumentów, do których dotarła "Wyborcza" - spółka sprzedała KGHM co najmniej 1,35 mln maseczek za prawie 2,65 mln dolarów - 1,96 dolara za sztukę, czyli ok. 8 zł.

Kod taryfy celnej wskazuje, że były to "maseczki jednorazowego użytku, z materiałów włókienniczych używane podczas procedur chirurgicznych".  Jak podkreśla w rozmowie z "GW" Aleksander Twardowski, prezes firmy Impeco, dostarczającej sprzęt dla medyków do walki z koronawirusem - zakupione przez KGHM maseczki nie chronią przed wirusem, a zakładane są przez chirurga w trakcie operacji, aby "na pacjenta nie kapnął mu pot z nosa czy ślina".

"GW" twierdzi, że KGHM i Lotos sporo przepłaciły, kupując maseczki, które można dostać w dyskontach nawet za niecałe dwa złote.

Stanowcza odpowiedź KGHM

W poniedziałek spółka KGHM opublikowała oświadczenie - jak podkreśliła - "z powodu szeregu manipulacji, nieprawdziwych sugestii i wprowadzania opinii publicznej w błąd". Spółka zwróciła uwagę, że "w artykule pojawia się stwierdzenie, że KGHM Polska Miedź SA 'prawdopodobnie grubo przepłacił pośrednikowi' oraz że środki sprowadzone do Polski to 'jednorazówki, które są obecnie dostępne w dyskontach nawet po 1,62 zł za sztukę', podczas gdy autor zaznacza, że spółka zapłaciła za maskę po 8 zł za sztukę".

"Tym razem Redaktor Harłukowicz do powielanych już tez dodaje kolejną, że założyciel firmy organizującej zakup był oficerem WSI" - podkreślił KGHM, dodając, że "nieznajomość prawa oraz zaleceń Komisji Europejskiej, a także brak znajomości realiów rynkowych, prowadzi autora do napisania kolejnego nierzetelnego artykułu".

Spółka stwierdziła, że "traktuje trzeci już artykuł na ten sam temat, jako kuriozalny i bezpodstawny atak" oraz poinformowała, że "sprzęt sprowadzany przez KGHM do Polski, zgodnie z deklaracjami producenta, spełnia zalecenia Komisji Europejskiej".

"Do wszystkich zamówionych produktów otrzymaliśmy od dostawcy komplet dokumentów niezbędnych w sytuacji pandemii do dopuszczenia do obrotu w Unii Europejskiej, a więc również w Polsce, zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej" - dodano.

Wezwanie do sprostowania

W oświadczeniu zaznaczono, że KGHM Polska Miedź, "tak jak wszystkie znane nam duże firmy i organizacje, sprowadzające sprzęt do Polski w czasie pandemii, korzysta z pomocy firm organizujących zakupy i loty do Polski". "Mimo ogromnego wysiłku podjętego przez pracowników KGHM Polska Miedź S.A., często poświęcających noce, weekendy oraz dni świąteczne na dodatkowe zadania związane z pomocą w czasach pandemii, nie możemy wykonać tych zadań samodzielnie. Wśród firm współpracujących są organizujące zakupy, przelot, agencje celne oraz firmy spedycyjne. Nie pakujemy samodzielnie samolotów, ani nie odprawiamy sami towaru" - wyjaśniono.

Spółka dodała, że współpracujące z nią firmy "zostały wybrane do zadań na podstawie swojego doświadczenia lub/i przedstawionej oferty". "Każda z nich działa legalnie i wykonuje, zgodnie z najlepszą wiedzą KGHM, swoje obowiązki rzetelnie" - podkreślono. Zapewniono, że "ceny środków ochrony indywidualnej, które sprowadzamy do Polski są konkurencyjne i adekwatne do ich przeznaczenia".

"Po raz kolejny 'Gazeta Wyborcza' nie jest w stanie zagłębić się w materiały źródłowe, prawidłowo interpretować otoczenia prawnego, ani zweryfikować pojedynczych posiadanych dokumentów. Informacje pozyskane przez dziennikarza w wielu miejscach naruszają tajemnicę przedsiębiorstwa. Jednak najgroźniejsze jest manipulowanie czytelnikiem nieświadomym, że po raz kolejny zostaje wprowadzony w błąd" - czytamy w oświadczeniu KGHM.

Poinformowano w nim, że redakcja "Gazety Wyborczej" otrzyma wezwanie do sprostowania nieprawdziwych informacji. "Jeżeli sprostowanie nie zostanie zamieszczone przez redakcję, KGHM Polska Miedź SA podejmie dalsze kroki prawne" - napisano.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje