Reklama

Reklama

"GW": Frasyniuk broni Wałęsy. "Nie masz prawa oceniać ludzi, którzy przeszli piekło"

"Reakcje ludzi niechętnych Wałęsie to "kompleks nieobecności". Nie było ich, kiedy trzeba było walczyć, więc siedzą, czytają o kolejnych wykładach Lecha i klną pod nosem: "Co, k***? Ten głupek bez szkoły, zwykły elektryk bohaterem? A ja się nie wykazałem, ja, absolwent szkół i uczelni? No musiał ktoś temu Wałęsie pomagać. Pewnie Kiszczak z bezpieką!" - mówi w wywiadzie udzielonym dziennikarzowi "Gazety Wyborczej" Władysław Frasyniuk.

Informacja Instytutu Pamięci Narodowej o przekazaniu przez wdowę po Czesławie Kiszczaku dokumentów dot. "TW Bolka" wywołała ogromne poruszenie. Już w poniedziałek, IPN udostępni dokumenty, do których wgląd uzyskają m.in. dziennikarze. Sam Lech Wałęsa, odnosi się do sprawy dokumentów bardzo krytycznie, zarzekając się, że jest niewinny zarzucanych mu czynów.

W wywiadzie dla dziennikarza Gazety Wyborczej Jacka Harłukowicza, sprawę skomentował także Władysław Frasyniuk, działacz opozycji w PRL.

"Reakcje ludzi niechętnych Wałęsie to "kompleks nieobecności". Nie było ich, kiedy trzeba było walczyć, więc siedzą, czytają o kolejnych wykładach Lecha i klną pod nosem: "Co, k***? Ten głupek bez szkoły, zwykły elektryk bohaterem? A ja się nie wykazałem, ja, absolwent szkół i uczelni? No musiał ktoś temu Wałęsie pomagać. Pewnie Kiszczak z bezpieką!" - mówi w pierwszych słowach wywiadu Frasyniuk.

Reklama

Jak dodaje, dokumenty powinny być najpierw zweryfikowane i sprawdzone, a następnie poddawane ocenie i rozliczeniu. Frasyniuk tłumaczy również, że ewentualne podpisanie dokumentów mogło wynikać z zastraszenia, jakim posługiwała się SB. "Dlatego, choć nigdy nie wierzyłem w tę współpracę Lecha, jestem w stanie zrozumieć, jeśli rzeczywiście coś tam podpisywał w latach 70" - mówi w wywiadzie dla "GW".

Władysław Frasyniuk, pytany o to, kiedy pierwszy raz usłyszał, że Wałęsa mógł coś podpisać odpowiada, że kiedy zaczęły pojawiać się takie pogłoski, miał za sobą "ścieżkę zdrowia" i wiedział, że nie ma lekko. "Widziałem ludzi, którzy jeśli nie załamali się w śledztwie, to załamywali się potem w kryminale" - dodaje.

Zdaniem Frasyniuka, nielogiczne jest twierdzenie, według którego Wałęsa był sterowany i szantażowany przez Czesława Kiszczaka. "Przecież gdyby szantażował Lecha, nigdy nie dopuściłby do takich przecieków, do gadania, że podpisał. Miałby palić takiego agenta? To wbrew logice. Zwłaszcza że to był czas, kiedy rząd robił wszystko, żeby Wałęsa nie dostał pokojowego Nobla. To byłby straszny cios w "czerwonych", więc się starali, produkowali fałszywki, Kiszczak uruchomił wtedy wszystkie swoje służby. Po co to wszystko robił, jeśli wtedy prowadził Wałęsę? To się kupy nie trzyma!" - przekonuje.

"Może warto powiedzieć ludziom po chamsku: "Nie p****, bo nie masz prawa oceniać ludzi, którzy przeszli piekło. Nie masz prawa!" - mówi na zakończenie.

Cały wywiad w internetowym wydaniu "Gazety Wyborczej"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje