Reklama

Reklama

Grzegorz Bargiel w RMF: Odetchnęliśmy z ulgą, gdy Andrzej dotknął lodowca

​"Trudna rzecz, duży projekt" - tak historyczny sukces Andrzeja Bargiela, który zjechał na nartach z K2 jako pierwszy człowiek na świecie, opisuje brat skialpinisty Grzegorz Bargiel. "Byłem w miarę spokojny, jeżeli chodzi o zdobywanie szczytu. Wiedziałem też, że Jędrek jest dobrze przygotowany, że jest dobrze zaaklimatyzowany, idą też jacyś inni ludzie, natomiast najbardziej byłem niespokojny o temat zjazdu, bo robił to jako jedyny na świecie. To była jedna wielka niewiadoma" - opowiada w rozmowie z RMF FM brat Andrzej Bargiela.

"Sukces wielki Andrzeja, cieszymy się i gratulujemy. Odetchnęliśmy z ulgą, gdy dotknął lodowca. Czekamy jeszcze na Janusza (Gołąba), ale możemy świętować i cieszyć się sukcesem" - mówił Grzegorz Bargiel w rozmowie z reporterem RMF FM Maciejem Pałahickim.

Reklama

Andrzej Bargiel i Janusz Gołąb zamierzali zdobyć K2 razem. Gołąb jednak poczuł się źle i musiał zostać w obozie trzecim.

Grzegorz Bargiel wspomina, że to co doprowadziło jego brata do tak historycznego wyczynu to "duża determinacja, długotrwały trening i wieloletnia praca". "Przy działalności takiej górskiej, żeby pojechać musiał się też bardzo ciężko napracować organizacyjnie, szukając sponsorów i ta praca nie skończy się tylko na zjechaniu na nartach, bo teraz są także zobowiązani. Ta praca jeszcze chwilę potrwa, by zamknąć temat wyprawy" - mówi.

Obecnie cała rodzina Bargielów nie ma konkretnych planów. "Musimy - przede wszystkim on, ale też my - wziąć głębszy oddech" - mówi Grzegorz Bargiel.

Brat skialpinisty opowiada, że najbardziej martwił się o sam zjazd z potężnego K2. "Byłem w miarę spokojny, jeżeli chodzi o zdobywanie szczytu. Wiedziałem też, że Jędrek jest dobrze przygotowany, że jest dobrze zaaklimatyzowany, idą też jacyś inni ludzie, natomiast najbardziej byłem niespokojny o temat zjazdu, bo robił to jako jedyny na świecie. To była jedna wielka niewiadoma" - mówi.

Po drodze Andrzej Bargiel musiał wykonać przejazd pod serakami, wielkimi bryłami lodu. "Ten fragment zjazdu był odsłonięty chmur, czyli tam cały dzień operowało słońce. Nad tym trawersem wiszą duże seraki, ten trawers kończy się też dużym urwiskiem, więc bałem się, żeby coś tam od góry nie odpadło, czy nie wyjechało mu spod nart" - mówi jego brat.

Grzegorz Bargiel sam dołożył cegiełkę do tego sukcesu, gdyż jako starszy brat zaraził Andrzeja wycieczkami wysokogórskimi. "Jakoś tak wyszło naturalnie, zabierałem go na jakieś wspinaczki. Ja teraz muszę siedzieć tutaj i się denerwować, a oni są tam" - wspomina.

Andrzejowi w wyprawie pomagał także inny brat - Bartek. To on operował dronem, który m.in. zrobił zdjęcie ze szczytu. "Jestem dumny z obu braci. Andrzej zrobił wielką rzecz, pomogły mu chłopaki z tym wszystkim. Bartek też i wylądował dronem na K2 i pomógł uratować człowieka dzięki dronowi, więc dużo, dużo sukcesów. Cieszymy się za wszystkich" - mówi Grzegorz Bargiel.

O samej pasji Andrzeja Bargiela powiedział, że jego tak naprawdę nie interesuje samo zdobywanie szczytu. "Głównym celem Andrzeja to jest zjechać z jakiejś góry, stąd jego pomysł na wyjeżdżanie w te wysokie góry. Jędrek jest w stanie odpuścić wejście na górę, jeśli nie widzi szansy zjazdu z niej. Andrzej znalazł sobie w tej dziedzinie taką swoją ścieżkę i jest dla niego przestrzeń, nie ma tego typu narciarzy" - mówi.

Grzegorz Bargiel zdradził, że jego bratu dopisuje humor. Kiedy zjechał z K2, to pierwsze zdanie jakie napisał do rodziny brzmiało: "Bartek wylądował dronem na K2 i musiałem mu go zwieźć na dół".

Maciej Pałahicki

Poniżej zdjęcie pamiątkowe z bazy pod K2 już po zjeździe, które wykonał fotograf sportowy Marek Ogień.

Więcej zdjęć ze zjazdu Bargiela zobaczysz na stronach RMF

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy