Reklama

Reklama

Gowin: Polska jest wyprowadzana z UE tylko w urojonych obawach

- Polska jest wyprowadzana z Unii tylko w urojonych obawach - stwierdził Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM, wicepremier Jarosław Gowin. - Opozycja próbuje nastraszyć Polaków, jakoby nasz rząd próbował Polskę z Unii wyprowadzić - podkreślił. - Polskie społeczeństwo jest bardzo spolaryzowane. Mam świadomość, że duża część Polaków nie akceptuje tego kierunku zmian, które przyjęliśmy. Wygraliśmy demokratyczne wybory, mamy samodzielną większość i na tym polega demokracja, że rządzą ci, którzy tę większość posiadają. Może się to komuś podobać albo nie, ale alternatywą jest dyktatura - zauważył. Pytany o ewentualne zmiany w rządzie stwierdził: "to nie opozycja będzie dyktowała pani premier z kim może, a z kim nie może współpracować".

Krzysztof Ziemiec: Jest wniosek o wotum nieufności dla rządu. Jest kandydat na premiera technicznego, no i nadzieja Platformy, że zagłosują za tym wnioskiem także posłowie obozu rządzącego - niektórzy przynajmniej. Grzegorz Schetyna ma szansę, żeby zostać premierem?

Jarosław Gowin: Nie wiem, których posłów obozu rządowego mają na myśli politycy PO, którzy snują takie nadzieje, ale na pewno nie posłów mojej partii, Polski Razem. To jest dobre prawo opozycji, żeby zgłaszać konstruktywne wotum nieufności. Dojdzie do głosowania i opozycja polegnie.

Reklama

"To najgorszy rząd od 1989 roku" - tak wczoraj słyszeliśmy w Sejmie - i "najgorsza grupa ministrów, jaka trafiła się Polsce". A może zmiany w rządzie w takim razie jakieś są konieczne?

- Jestem w parlamencie - najpierw w Senacie, potem w Sejmie kilkanaście lat i takie opinie o najgorszych rządach już słyszałem wielokrotnie. W każdej kadencji się powtarzają i to też jest dobre prawo opozycji, żeby krytykować. Gorzej jest, jeżeli spory wewnętrzne wyciąga się na forum międzynarodowe. Natomiast co do zmian w rządzie to proszę wybaczyć, ale to nie opozycja będzie dyktowała pani premier Szydło z kim może, a z kim nie może współpracować.

Czy Grzegorz Schetyna zaszachował trochę opozycję? To on dzisiaj jest liderem. To on dzisiaj dyktuje warunki.

- To była inteligentna rozgrywka ze strony Grzegorza Schetyny. Uśmiecham się, bo współpracowaliśmy przez parę lat będąc w Platformie. To jest inteligentny polityk. Niewątpliwie zrobił coś w rodzaju takiego brydżowego impasu na Ryszarda Petru i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Dzisiaj rzeczywiście ci politycy po tym, jak zadeklarowali, że poprą wniosek o konstruktywne wotum nieufności będą musieli podnieść rękę za kandydaturą Grzegorza Schetyny na premiera.

Panie premierze, pytam o te zmiany w rządzie, bo są sondaże, które dają pani premier bardzo wysokie notowania, ale są też sondaże, które pokazują, że połowa Polaków nie akceptuje działań tego rządu. Pytałem o zmiany i te zmiany dotyczą w dużej części też MON-u. Ja wiem, że to nie jest pana resort, ale rzeczywiście każdego dnia właściwie są informacje o odejściu kolejnego generała. Czy to jest dobrze?

- Polskie społeczeństwo jest bardzo spolaryzowane. Mam świadomość, że duża część Polaków nie akceptuje tego kierunku zmian, który przyjęliśmy. Wygraliśmy demokratyczne wybory, mamy samodzielną większość i na tym polega demokracja, że rządzą ci, którzy tę większość posiadają. Może się to komuś podobać albo nie, ale alternatywą jest dyktatura. Natomiast co do ministerstwa obrony narodowej - pan minister Macierewicz cieszy się pełnym zaufaniem pani premier i to przesądza sprawę.

To dlaczego tylu generałów nie akceptuje takiego ministra i tego, co dzieje się w wojsku?

- Nie śledzę na bieżąco sytuacji w ministerstwie obrony narodowej. Mówiąc szczerze - w innych ministerstwach też nie. Każdy z ministrów ma dostatecznie dużo problemów na głowie związanych z własnym resortem. Chcę przypomnieć, że pan minister Macierewicz ma niekwestionowane sukcesy na koncie - powołanie Wojsk Obrony Terytorialnej czy np. szczyt NATO, o którym wieszczono, że zakończy się fiaskiem, a był historycznym przełomem.

Jarosław Kaczyński mówi, że wymiar sprawiedliwości jest - jak to ujął - "zdegenerowany". Dziś w Warszawie marsz KOD-u przeciwko zmianom w sądownictwie. Jak pan jako były minister sprawiedliwości spogląda na te zmiany, które wprowadza dzisiaj rząd?

- Nie użyłbym tak ostrych słów, ale na pewno wymiar sprawiedliwości to jeden z tych obszarów, gdzie zmiany powinny być stosunkowo głębokie. Mówię to jako ktoś, kto był ministrem sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska. Mówiąc szczerze, Donald Tusk powierzając mi to stanowisko powiedział: "miałem wcześniej trzech ministrów, żaden z nich sobie nie poradził z sądami, znam Twoją bezkompromisowość i liczę na to, że ty to zrobisz". Innymi słowy, Donald Tusk - może nie w formie aż tak ostrej, ale zdawał się podzielać wtedy dzisiejszą opinię Jarosława Kaczyńskiego.

A co się udało wówczas panu zrobić?

- Pewne zmiany były głębokie. Niestety duża część z nich została odwrócona jeszcze w tamtej kadencji - mam na myśli reformę sądów albo w obecnej - mam na myśli odejście od kontradyktoryjnego, czyli takiego anglosaskiego modelu orzekania w sprawach karnych. Chcę przypomnieć, że w tym okresie, kiedy byłem ministrem sprawiedliwości, na skutek zmian, które wprowadzałem, Bank Światowy uznał Polskę za globalnego lidera, jeżeli chodzi o tempo poprawy warunków do prowadzenia działalności gospodarczej. To były te zmiany, które dotyczyły sądownictwa gospodarczego.

Czyli, ten opór środowiska sędziowskiego, zdaniem pana, jeżeli dobrze rozumiem, jest nie do końca dziś uzasadniony.

- Ja uważam, że jest nieuzasadniony. Oczywiście każde środowisko, każda grupa zawodowa, obawia się zmian, które jej dotyczą, ale gdybyśmy wyszli teraz na ulice, pan na ulice Warszawy, ja na ulice Krakowa i zapytali 10 przypadkowo napotkanych osób co sądzą o polskim wymiarze sprawiedliwości, o sposobie działania sądów, to myślę, że opinia publiczna byłaby nieomal tak krytyczna jak to, co Polacy sądzą o funkcjonowaniu Sejmu.

To też pokazują sondaże. Panie premierze, co pan sądzi o takim manifeście, który dziś zamieszcza Gazeta Wyborcza "Nie damy wypchnąć Polski z Unii" - piszą ci, którzy podpisali się pod tym listem. Czytamy też, że "rząd niweczy nasze spełnione marzenie. Niszczy europejską przyszłość Polski. Przypomnijmy Europie i światu, że Europy chcemy i chcemy ją współtworzyć. Nie pozwólmy się z niej wyprowadzić. Bije nam dzwon". Kończą sygnatariusze listu: Robert Biedroń, Władysław Frasyniuk, Agnieszka Holland, Krystyna Janda, Ryszard Petru, Róża Thun, Sławomir Sierakowski, czy Piotr Wieczorek. Co pan na taki list?

- Polska jest wyprowadzana z Unii tylko w urojonych obawach tych osób. Nasz rząd opowiada się za dalszą obecnością Polski w Unii. Ale równocześnie widzimy potrzebę, głębokiej reformy tej instytucji. Wszystkie działania, które podejmowaliśmy od przejęcia władzy: od działania na forum unijnym, obliczone były na jeden cel. Chodziło o wzmocnienie pozycji Polski w Unii, która będzie traktowała wszystkie państwa w sposób równoprawny. Tylko dzięki takiemu sprawiedliwemu stosunkowi do poszczególnych państw narodowych UE ma szansę przetrwać jako wielki projekt cywilizacyjno- historyczny.

Skąd ta narracja, że rząd chce wyprowadzić Polskę z Unii?

- Już powiedziałem, że jest w tym element histerii. A jest w tym także element kalkulacji politycznej. Wiadomo, że Polacy, podobnie zresztą jak ja, są zdecydowanymi zwolennikami integracji europejskiej. Opozycja próbuje nastraszyć tak myślących Polaków, jakoby nasz rząd próbował Polskę z Unii wyprowadzić. Nie, chcemy silnej Unii, ale Unii rozumianej nie jako sfederalizowane superpaństwo, tylko jako Europa ojczyzn, a więc przestrzeń współpracy państw narodowych.

Panie premierze, pan w środę wyraził zaniepokojenie, że władze kilku polskich uniwersytetów zakazały wykładu działaczki pro-life, pani Rebekki Kiessling. Wczoraj wieczorem rektorzy Uniwersytetu Jagiellońskiego i Warszawskiego wystosowali do pana taki list, w którym piszą, że to nie była debata - to były działania lobbystyczne i propaganda. Jak pan ten list odebrał?

- Podtrzymuję swoje zastrzeżenia. Z całym szacunkiem dla panów rektorów, ale ich argumenty, że pani Rebecca Kiessling nie była zaproszona przez władze uczelni czy żadne organizacje uczelniane w ogóle mnie nie przekonują, dlatego że Ordo Iuris, czyli ta organizacja, która zaprosiła panią Kiessling, jest think-tankiem skupiającym młodych profesorów, doktorów, głównie prawników. Ja sam wielokrotnie byłem zapraszany na wykłady i spotkania na uniwersytecie organizowane właśnie przez rozmaitego rodzaju organizacje pozarządowe, zwłaszcza think-tanki. Tego typu spotkania odbywały się wielokrotnie pod auspicjami organizacji lewicowych i nie mam nic przeciwko temu.

To skąd ten opór teraz?

- Uważam za przejaw cenzury i ulegania ideologicznemu dyktatowi, jeżeli dopuszcza się wykłady czy spotkania o profilu takim wyraźnym ideologicznym lewicowym, a nie dopuszcza się analogicznych spotkań o profilu odwrotnym. Warunkiem wolności akademickiej jest pluralizm i otwartość na różne stanowiska. Ja nigdy jako minister nauki i szkolnictwa wyższego nie ingerowałem i nie będę ingerował w autonomię uczelni, ale nie mogłem nie wyrazić niepokoju, że ta autonomia wykorzystywana jest do tłumienia wolności słowa.

Czy polskimi uczelniami rządzą "czerwoni profesorowie"? Bo takie określenie pojawiło się w wywiadzie z Jarosławem Kaczyńskim.

- Nie, zdecydowanie nie. To nie było sformułowanie samego Jarosława Kaczyńskiego tylko jednego z dziennikarzy zadających pytania. Nawet jeżeli jestem w sporze z częścią środowiska akademickiego to jestem jak najdalszy od tego, żeby używać takich epitetów. Zresztą wydaje mi się, że przez ten przeszło rok udało mi się odgrodzić sprawy uczelni, szkolnictwa wyższego, nauki takim wysokim murem od bieżącej polityki. Źle się dzieje, jeżeli ten mur jest nadwątlany przez władze samych uniwersytetów.








Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje