Reklama

Reklama

GMO na europejskim rynku? Wnioski z debaty Interii i UJ

Podczas debaty organizowanej przez Interię i Uniwersytet Jagielloński "CETA. Kto zyska? Kto straci?" poruszono m.in. wątek żywności genetycznie modyfikowanej.

Temat GMO wywołał Rafał Górski prezes Instytutu Spraw Obywatelskich. - Na stronie 3. umowy handlowej UE-Kanada jest informacja, że będziemy chronieni przed GMO. Mówi o tym konkretny zapis. Jednak gdy otworzymy umowę na stronie 400-którejś, to znajdziemy zapis mówiący o dialogu dot. kwestii z zakresu dostępu do biotechnologii. I przeczytam: dialog dwustronny obejmuje wszelkie istotne kwestie będące przedmiotem wspólnego zainteresowania stron, w tym zatwierdzanie produktów biotechnologicznych na terytorium stron oraz w stosownych przypadkach przyszłych wniosków o zatwierdzanie produktów, które leżą w interesie handlowym którejkolwiek ze stron, perspektywach handlowych i gospodarczych przyszłych zatwierdzeń produktów biotechnologicznych - mówił Górski.

Reklama

- To jest przykład, że z jednej strony daje nam się zapis, że nie będziemy mieć GMO w Polsce, a z drugiej strony ta umowa ma przepisy, które pokazują, że jest ona bardzo elastyczna - zauważył prezes ISO.

 Górski mówił też o współpracy regulacyjnej, którą przewiduje CETA, a w ramach której - jego zdaniem - strony umowy będą przez wiele lat mogły prowadzić dialog w zakresie biotechnologii. - Negocjacje w zakresie późniejszego funkcjonowania tej umowy mogą budzić nasze zaniepokojenie - podkreślił.

Na te zarzuty odpowiedział dr Tomasz Soroka z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ. - Oprócz kwestii przywołanych wcześniej, są jeszcze inne zapisy. Punkt 5,6 mówi o tym, że na wniosek strony przyjmującej towar strona wysyłająca musi obiektywnie wykazać, że zastosowany poprzez nią środek fitosanitarny jest równoważny ze środkiem drugiej strony. To wyraźnie pokazuje, że jeśli chodzi o import żywności to działają przepisy unijne - zaznaczył Soroka.

- Jest jeszcze decyzja Rady UE w sprawie tymczasowego obowiązywania CETA i tam jest wyraźnie napisane, że przywóz z Kanady będzie musiał w całości spełniać przepisy i rozporządzenia Unii Europejskiej, np. przepisy techniczne i normy produktów, przepisy sanitarne i fitosanitarne, rozporządzenia dot. żywności i bezpieczeństwa, normy bezpieczeństwa i  zdrowia, przepisy regulujące ochronę środowiska, ochronę konsumentów itp. Myślę, że po złożeniu tych zapisów jasno wynika, że jeśli sami nie zgodzimy się, by GMO z Kanady do nas docierało, to takiej możliwości nie będzie - podkreślił.

Temat GMO podjął także Mateusz Trzeciak z Partii Razem, według którego "warto pamiętać, jak to wyglądało w przypadku Kanady, gdy zaczęło obowiązywać porozumienie z USA". - W pewnym momencie zostało zakazane oznaczanie produktów, które nie zawierają GMO, ponieważ uznano, że byłaby to nieuczciwa konkurencja w stosunku do firm amerykańskich - powiedział Trzeciak.

W debacie - oprócz wspomnianych - udział wzięli: Wojciech Sudoł, zastępca dyrektora departamentu współpracy międzynarodowej w Ministerstwie Rozwoju (to ten resort zajmuje się CETA), dr Adam Kirpsza z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ i szef małopolskich struktur Nowoczesnej Grzegorz Filipek. Dyskusję moderował Michał Michalak, dziennikarz serwisu Fakty. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy