Reklama

Reklama

Głodujący ujawniają, kiedy będą mogli przerwać protest

Grupa posłów zwróci się dziś z projektem uchwały do pani marszałek Sejmu Ewy Kopacz. Jeżeli Sejm przyjmie uchwałę w takim kształcie, w jakim my ją znamy, to zakończymy protest - powiedział INTERIA.PL Adam Kalita, jeden z głodujący w Krakowie w ramach protestu przeciwko zmianom w programach nauczania w szkołach ponadgimnazjalnych.

Jak wyjaśnił Kalita, "uchwała zobowiązuje premiera Donalda Tuska do podjęcia działań wstrzymujących rozporządzenie Ministerstwa Edukacji Narodowej w sprawie podstawy programowej nauczania".

Reklama

- Dziś głosowania nad uchwałą pewnie jeszcze nie będzie, ponieważ posłowie będą chcieli wysłuchać informacji rządu na temat tego zarządzenia i sytuacji w oświacie. Jeżeli w ogóle dojdzie do głosowania tej uchwały, stanie się to najprawdopodobniej jutro lub pojutrze - powiedział INTERIA.PL uczestnik głodówki.

Kalita dodał też, że protestujący przekazali już do MEN odpowiedź na wczorajsze zaproszenie przesłane im przez minister Krystynę Szumilas.

Szefowa resortu edukacji napisała w liście do głodujących: "Odnosząc się z szacunkiem do przekonań i determinacji w ich obronie, zapraszam Panów na spotkanie, podczas którego omówione zostaną nowe rozwiązania w realizacji i organizacji nauczania historii w szkołach ponadgimnazjalnych, w związku z wprowadzeniem od 1 września 2012 r. zmian programowych".

"Zależy mi na rzetelnym wyjaśnieniu nieporozumień, jakie narosły wokół nauczania historii. Proponuję, żeby spotkanie odbyło się w Ministerstwie Edukacji Narodowej w dogodnym dla Panów terminie. Jestem przekonana, że merytoryczna dyskusja pozwoli rozwiać wszelkie wątpliwości" - zaznaczyła Szumilas.

- To zaproszenie jest naszym zdaniem troszeczkę nie na miejscu - skomentował w rozmowie z INTERIA.PL Grzegorz Surdy. - Wydaje nam się, że pani minister powinna mieć świadomość, że jeśli protest trwa już 9 dni, to pewne skutki muszą być widoczne i proszenie, żebyśmy wsiedli w pociąg i przyjechali do Warszawy, jest pewnego rodzaju nietaktem.

- Jeszcze większym nietaktem jest jednak forma, ponieważ pani minister chce nam wyjaśnić rozporządzenie, które my bardzo dobrze znamy. Traktuje nas jak dzieci. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, więc już trochę na tym świecie żyjemy i potrafimy czytać ze zrozumieniem. Nas interesuje rozmowa, która ma uleczyć tę sytuację. Dlatego zaprosiliśmy panią minister na rozmowę do nas. To nawet ze względów ekonomicznych jest lepszym wyjściem, ponieważ podejrzewam, że pani minister ma większe apanaże niż my i będzie jechała tylko jedna osoba. Poza tym pani minister jest chyba w lepszej kondycji niż my - tłumaczył Surdy.

Dowiedz się więcej na temat: akcja protestacyjna | głodówka | reforma edukacji

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje