Reklama

Reklama

Giusi Nicolini i Karol Modzelewski laureatami Medali św. Jerzego

Burmistrz włoskiej Lampedusy Giusi Nicolini oraz historyk prof. Karol Modzelewski otrzymali w sobotę w Krakowie Medale św. Jerzego – nagrodę przyznawaną od 23 lat przez "Tygodnik Powszechny".

Gala wręczenia nagród odbyła się w Małopolskim Ogrodzie Sztuki.

Reklama

Jak mówił redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego" Piotr Mucharski, tym, co łączy laureatów, jest solidarność.

W laudacji na cześć burmistrz Nicolini zastępca redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego" Marcin Żyła mówił, że nikt w Europie nie jest bliżej dramatów imigrantów niż maleńka wyspa Lampedusa. "Od ponad czterech lat na czele tej gminy stoi Giusi Nicolini. Mówią o niej czasem 'sumienie Europy', ponieważ migrantów, którzy przybywają na jej wyspę, traktuje na równi z jej mieszkańcami. Oni nie głosowali na nią w żadnych wyborach, ale ona ciągle występuje w ich imieniu" - mówił Żyła. Dodał, że burmistrz nie wzbudzała wśród mieszkańców Lampedusy strachu przed przybyszami, ale cierpliwie tłumaczyła, że trzeba z nimi rozmawiać.

"Lampedusa zmienia nasz świat na lepsze" - mówił Żyła. "Słowo solidarność pani burmistrz często wypowiada po polsku. To radość i wzruszenie, a równocześnie przedziwne uczucie witać panią w kraju, który miłosierdzia uchodźcom ustami swoich politykom odmówił. To jest, tak sądzę, dla wielu z nas okazja do wstydu, a może przynajmniej do zastanowienia się nad postawą naszych władz, bo przecież jesteśmy krajem, który jeszcze kilka lat temu słowo solidarność chciał uczynić marką eksportową. Chyba wierzymy, że ciągle jest to możliwe" - powiedział.

Giusi Nicolini, dziękując za medal, mówiła, że to radość, ale też odpowiedzialność dla niej i dla całej Lampedusy, bo wymaga działań również w przyszłości. "Odnoszę wrażenie, że nasz kontynent zapomniał o wartościach, które legły u podstaw UE, które nakazały odrzucić nacjonalizm, który doprowadził do tak wielkich tragedii w przeszłości. Jestem burmistrzem bardzo małej wyspy i ciągle powtarzam, że gdyby cały kontynent działał razem, nie byłby potrzebny heroizm, o którym mówimy w przypadku Lampedusy" - powiedziała burmistrz.

"Dla mieszkańców Lampedusy to, co robimy, jest czymś zupełnie normalnym. Musimy ocalać rozbitków. My sami chcielibyśmy być ocaleni, gdyby spotkało nas coś takiego" - mówiła Nicolini. "Mieszkańcy Lampedusy są szczęśliwcami, bo urodzili się na wyspie, która jest tratwą między kontynentami. Mamy możliwość spojrzenia w twarz ludziom, którzy do nas przypływają, i wysłuchania ich historii" - dodała.

Jak podkreśliła, nie po to została burmistrzem, żeby nieustannie powiększać cmentarz na wyspie, ale po to, żeby dawać ludziom - mieszkańcom i migrantom - nadzieję na lepszą przyszłość.

Ks. Adam Boniecki w laudacji na cześć prof. Karola Modzelewskiego mówił, że historyk nie walczy z jakimś jednym smokiem, ale jest "postrachem wszystkich smoków razem wziętych". "Sama jego obecność ma moc egzorcyzmu. Odstrasza smoki od osiedli ludzkich. Dlatego miał rację Józef Pinior, który niedawno powiedział, że Karol Modzelewski - ojciec duchowy 'Solidarności' - powinien po roku 1989 być prezydentem RP" - powiedział ks. Boniecki.

Podkreślił, że na siłę Modzelewskiego składają się: odwaga, odpowiedzialność, dystans do siebie i samokrytycyzm, mądrość w postrzeganiu wydarzeń. Przypomniał, że to właśnie Karol Modzelewski nalegał na utworzenie na początku lat 80. jednego, ogólnopolskiego związku zawodowego.  "Ma umiejętność rozróżnienia - zaczerpniętego z Mrożka - wolności prawdziwej i wolności. Gdzie nie ma wolności zwyczajnej, tam się zjawia wolność prawdziwa, przed którą Modzelewski ostrzega, a ja nikomu nie życzę" - powiedział ks. Boniecki.

Prof. Karol Modzelewski mówił, że nigdy nie miał zamiaru zostać prezydentem. Historyk nawiązał do tego, jak powstała nazwa "Solidarność". "Słowo 'solidarność' kojarzyło mi się od dawna z walką przeciwko atomizacji, przeciwko rozbiciu, zerwaniu więzi społecznych, rozbiciu społeczeństwa na odrębne jednostki, ponad którymi jedyną siłą integrującą i manipulującą była zwarta, silna, dyktatorska władza" - powiedział Modzelewski. Dodał, że słowo to kojarzył także z braterstwem.

W jego ocenie po roku 1989 pamiętaliśmy o wolności, dość skutecznie ją zagospodarowaliśmy, ale zapomnieliśmy o braterstwie i równości. "Zagubiliśmy braterstwo i to się na nas zemściło. Demokracja jest silna braterstwem obywateli i poparciem obywateli dla swoich zasad, bez tego poparcia i braterstwa traci swoją siłę i upada" - powiedział prof. Modzelewski.

W jego ocenie jest to coś, co nas spotyka za to "czegośmy nie potrafili dokonać". "Żeby odzyskać tą utraconą szansę powinniśmy odzyskać braterstwo. Dzisiejszy dramat polskiego życia społecznego i polskiej polityki polega na tym, że jesteśmy społeczeństwem rozbitym, podzielonym murem, który tworzy coś w rodzaju kulturowego pęknięcia. To jest mur komunikacji społecznej, przez który ani w jedną ani w drugą stronę nie przenikają informacje, argumenty, wartości" - mówił historyk.

Zaznaczył, że "kiedy więzi społeczne pękają, naród jest śmiertelnie zagrożony". "Trzeba przypomnieć sobie o tamtej solidarności, bo to jedyna droga wyjścia z dramatycznego impasu, w jakim my jako społeczeństwo, jako naród, jako kraj znaleźliśmy się" - powiedział prof. Modzelewski.

Medal Świętego Jerzego jest honorową nagrodą "Tygodnika Powszechnego", przyznawaną od 1993 r. za "zmagania ze złem i uparte budowanie dobra w życiu społecznym". Wśród poprzednich laureatów Medalu św. Jerzego byli m.in.: ks. Arkadiusz Nowak, Janina Ochojska, Jacek Kuroń, siostra Małgorzata Chmielewska, Marek Nowicki, Leszek Kołakowski, Vaclav Havel, Anna Dymna, ks. Andrzej Augustyński, Agnieszka Holland i ks. Michał Heller.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje