Reklama

Reklama

Gdańsk: Rodzice pacjentów oskarżają szpital covidowy. Mówią o poważnych zaniedbaniach

Brak opieki i wyzwiska - w takich warunkach miało przebywać troje pacjentów szpitala covidowego w Gdańsku. Jak usłyszeli reporterzy "Interwencji", godzinami leżeli oni w niezmienionych pampersach lub na podłodze. Pacjenci zmarli. O fatalnych warunkach w gdańskim szpitalu opowiedziały dziennikarzom dzieci pacjentów.

- Niech się nie odzywa do ludzi słowami: "podnieś dupę", "stara dupo, rusz się". No jak tak można? Do kobiety, która jest chora, słaba. Przecież oni się psychicznie znęcają nad ludźmi - mówi "Interwencji" 47-letni pan Artur Zaniewski.

Mężczyzna do tej pory nie potrafi pogodzić się z wydarzeniami z początku tego roku. Mieszka w Gdańsku. Jest jedynakiem, którego mama wychowywała sama, bo ojciec ich opuścił. 

- Ona była w pełni sił, przecież pracowała. Mieliśmy małą restaurację, to tam wszystko robiła. Najlepszy pracownik. Nigdy nie trzeba było płacić i miałem posprzątane, pomyte i księgowość zrobioną - wspomina.

Reklama

22 lutego mama pana Artura trafiła do gdańskiego szpitala. Placówka, decyzją wojewody, jest szpitalem covidowym.

Stan kobiety się poprawiał

 - Mama troszeczkę wody nie piła, siadły jej nerki i przyjechało pogotowie. Wzięli ją do szpitala. Stan był bardzo ciężki, później był stabilny, następnie było już tak dobrze, że kazała mi przynieść jakieś ręcznik, swoją szczotkę i telefon, żeby miała kontakt ze mną. Pani doktor powiedziała, że jest wszystko dobrze z mamą. Cały czas mieliśmy kontakt, po osiem razy dziennie dzwoniliśmy do siebie - opowiada.

Pan Artur twierdzi, że jego mama nie miała należytej opieki na oddziale, a pielęgniarki nie odnosiły się do niej z szacunkiem.

 - Mama leżała w swoich odchodach przez sześć godzin, bo nikt nie podszedł do niej, żeby zmienić pieluchę. Wiem, bo mi mama mówiła. Jej tylko zmieniali wtedy, kiedy lekarz robił obchód. O godz. 11 ją zmieniali, a później przez cały dzień bidulka siedziała i o 21. Czasami jeszcze żołnierze pomagali przy następnych. Nikomu nie pozwalano wejść na oddział, bo bym to zrobił. Do tego padały teksty typu: "podnieś tą starą dupę", "przesuń starą dupę", "podnieś się, grubasie", "z kim ty rozmawiasz?". Czy tak się traktuje ludzi? - pyta.

16 marca tego roku pan Artur został poinformowany, że jego mama zmarła w szpitalu. Zrozpaczony postanowił, że tej sprawy tak nie zostawi. Razem z Prezesem Fundacji Godność Pacjenta chce wyjaśnić, co działo się na tym oddziale. 

Stanowisko spółki Szpitale Pomorskie

O wyjaśnienia "Interwencja" poprosiła rzeczniczkę Szpitali Pomorskich. W przysłanym mailu czytamy:

"Informujemy, że potwierdziliśmy zastrzeżenia Pana Artura Zaniewskiego co do zachowania jednej z opiekunek medycznych (nie pielęgniarki), która złożyła wyjaśnienia w sprawie. Wobec tej osoby zostały wyciągnięte konsekwencje służbowe przez jej bezpośredniego przełożonego. Była to pierwsza skarga na tego pracownika. W zakresie opieki pielęgniarskiej oraz lekarskiej przeprowadzone postępowanie wyjaśniające nie wykazało nieprawidłowości".

Relacje dwóch pozostałych rodzin są opisane na polsatnews.pl.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje