Reklama

Reklama

Gdańsk: Prokuratura zaskarżyła odmowę aresztu dla pięciu notariuszy

Gdańska Prokuratura Okręgowa zaskarżyła decyzję sądu, który przed kilkoma dniami odmówił zastosowania tymczasowego aresztu dla pięciu notariuszy podejrzanych o niedopełnienie obowiązków i pomocnictwo do oszustw, w efekcie których wiele osób straciło swoje mieszkania lub domy.

O złożeniu przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku zażalenia poinformował w środę PAP prokurator z tej jednostki - Mariusz Duszyński. Wyjaśnił, że w zażaleniu złożonym do Sądu Okręgowego w Gdańsku podniesione zostały trzy argumenty przemawiające za tymczasowym aresztem: wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa przez podejrzanych, grożąca im wysoka kara oraz obawa matactwa z ich strony.

Te same argumenty Prokuratura Okręgowa przedstawiła już przed kilkoma dniami, gdy sprawą wniosku o tymczasowe aresztowanie zajmował się Sąd Rejonowy Gdańsk Południe. Sąd ten odmówił zastosowania aresztu uznając, że brak jest wystarczających przesłanek, by uznać iż podejrzani z "wysokim prawdopodobieństwem popełnili zarzucane im przestępstwa". Sąd rejonowy nie podzielił też obaw prokuratury dotyczących matactwa ze strony notariuszy.

Reklama

"Prokurator w zażaleniu na tą decyzję zarzucił sądowi rejonowemu błąd w ustaleniach faktycznych" - wyjaśnił Duszyński.

W gdańskim sądzie okręgowym pracuje żona jednego z podejrzanych notariuszy

Dodał też, że wraz z zażaleniem prokuratura złożyła wniosek, w którym zwróciła się o wyłączenie z rozpoznawania zażalenia sędziów Sądu Okręgowego. Duszyński nie był w stanie podać powodów, dla których wystąpiono z takim wnioskiem, ale media informowały w ostatnich dniach, że w gdańskim sądzie okręgowym pracuje żona jednego z podejrzanych notariuszy.

Pięciu notariuszy - czterech z Trójmiasta i jednego z Warszawy, zatrzymano 23 maja br. Mieli oni w ostatnich latach potwierdzić szereg umów pożyczek pod zastaw nieruchomości, umów tak skonstruowanych, że na ich podstawie pożyczkodawcy przejmowali zastawione mieszkania i domy.

Prokuratura postawiła notariuszom łącznie 120 zarzutów dotyczących niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i pomocnictwa do oszustw. Korzyścią, jaką odnosili notariusze były - zdaniem prokuratury - pobierane przez nich taksy notarialne. Notariusze otrzymali od pokrzywdzonych w sumie ponad 105 tys. zł. Za czyny zarzucane notariuszom grozi kara do 10 lat więzienia. Po przesłuchaniu podejrzani nie przyznali się do popełnienia przypisywanych im czynów, a każdy z nich złożył szerokie wyjaśnienia.

Pokrzywdzonych zostało ponad 400 osób

Jak informowała prokuratura, "sporządzone przez notariuszy akty notarialne w sposób oczywisty i rażący naruszały ekwiwalentność wzajemnych praw i obowiązków stron umowy". Prokuratura wyjaśniała, że "materiał dowodowy wskazuje na to, iż aktów notarialnych nie odczytywano, albo czyniono to w sposób niezwykle pobieżny, nie informowano stron o konsekwencjach wynikających z zapisów aktów notarialnych, nie upewniano się też, czy treść aktu była zgodna z wolą pożyczkobiorcy".

Prokuratura przekazała, że "na skutek przestępczej działalności zatrzymanych notariuszy pokrzywdzonych zostało ponad 400 osób, a wartość utraconych przez nich nieruchomości przekracza 20 mln zł". Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wyjaśniał, że większość z pokrzywdzonych "straciła majątek całego życia".

Zatrzymania notariuszy miały związek ze śledztwem prowadzonym od kwietnia 2016 r. przez gdańską prokuraturę okręgową i policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. W toku tego postępowania prokuratorzy i funkcjonariusze weryfikują w sumie 900 aktów notarialnych dotyczących 700 nieruchomości zlokalizowanych na terenie całego kraju, choć głównie na terenie woj. pomorskiego.

Utrudniano spłatę długów

W śledztwie już wcześniej zarzuty przedstawiono 15 osobom, które miały wynajdywać osoby będące w ciężkiej sytuacji finansowej i proponować im pożyczki pod zastaw należących do nich nieruchomości. Zdaniem prokuratury podejrzani działali w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. W sumie prokuratura postawiła 15 członkom grupy zarzuty popełnienia 105 przestępstw.

Umowy, jakie zawierano z pożyczkobiorcami zakładały przeniesienie własności nieruchomości na pożyczkodawców - do czasu zwrócenia im pożyczki. Część umów konstruowano jako umowy sprzedaży połączone z prawem odkupu za cenę nabycia w przypadku zwrotu pożyczki w określonym terminie. Umowy były zawierane na 3 lub 6 miesięcy. Oprocentowanie wskazane w akcie notarialnym wynosiło od 10 do 20 proc., ale faktycznie sięgało nawet 80 proc.

Jak zaznaczyła prokuratura, pożyczkobiorcom utrudniano spłatę długów nie podając np. numerów kont, na które powinny być wpłacane raty. Organizatorzy procederu często też uniemożliwiali pożyczkobiorcom kontakt z nimi nawiązując go dopiero, gdy umowa wygasała i mogli przejąć zastawione nieruchomości.

Według ustaleń prokuratury wysokość udzielonych pożyczek wynosiła od 1 tys. do 50 tys. zł. W zamian za te kwoty pokrzywdzeni przenosili własność swoich nieruchomości wartych od 80 do 600 tys. zł. - informowała prokuratura.

W większości przypadków pokrzywdzeni nie byli świadomi, że umowa notarialna opiewa na większą wartość pożyczki, aniżeli faktycznie została udzielona. Stałą cechą aktów notarialnych było wymuszenie na pokrzywdzonych udzielania pełnomocnictw do wymeldowania wszystkich domowników z nieruchomości będącej przedmiotem umowy - informowała prokuratura. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje