Reklama

Reklama

Felsztyński: Patrioty? To za mało, aby Polska była bezpieczna

"Systemy przeciwlotnicze i przeciwrakietowe Patriot to za mało, by Polska czuła się bezpiecznie. Oprócz tego konieczne jest przekonanie, że Polska ma pełne poparcie NATO, którego siły stacjonują na jej terytorium" - powiedział rosyjski historyk mieszkający w USA dr Jurij Felsztyński.

Felsztyński to urodzony w Związku Sowieckim historyk i politolog, autor wielu książek poświęconych najnowszej historii ZSRR i Federacji Rosyjskiej. Od 1978 roku mieszka w Stanach Zjednoczonych. W przeszłości był wykładowcą szeregu uczelni, w tym amerykańskiego Uniwersytetu Rutgersa, swojej "alma mater".

PAP: System obrony przeciwrakietowej jest systemem defensywnym, jednak zdaniem władz na Kremlu rozmieszczenie tego systemu w Polsce jest prowokacją wymierzoną w Rosję.

Jurij Felsztyński: - Generalnie Rosja traktuje jakiekolwiek rozmieszczenie obcych wojski czy też jakiekolwiek wyposażenie militarne blisko swoich granic jako akt agresji. Polska oczywiście miała bardzo skomplikowane stosunki, zarówno z Imperium Rosyjskim przed rokiem 1917, jak i ze Związkiem Sowieckim. (...) Polska ma powody, aby nie ufać Rosji. Musimy mieć nadzieję, że nie dojdzie do najgorszego, ale moim zdaniem Patrioty to za mało. Sam zakup Patriotów - jeśli Polska nie będzie miała pełnego wsparcia NATO - nie wystarczy, aby zabezpieczyć jej interesy. Niestety podczas kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych, kiedy Donald Trump powiedział, że NATO jest anachroniczne, w stronę Moskwy został wysłany zły sygnał. Rosja zaczęła myśleć, że może kontynuować swą ekspansję na Zachód, na Europę, nie obawiając się odwetu ze strony NATO.

Reklama

- W istocie polega to na tym, że rozmieszczenie Patriotów na terytorium Polski jest reakcją na agresywną politykę Rosji, jaka rozpoczęła się przynajmniej w 2008 roku. W tym roku miała miejsce inwazja Rosji na Gruzję. W roku 2014 Rosja dokonała inwazji Ukrainy. Rosja w okresie od 2016 do 2018 roku dokonuje powolnej aneksji Białorusi. Rosja podpisała porozumienie z Białorusią, na mocy którego ma prawo do zabezpieczenia swojej zachodniej granicy. Oznacza to, że rosyjskie wojska mogą być tam rozmieszczone kiedykolwiek, o ile nawet nie są tam już od dawna. Podczas gdy aneksja Krymu była bardzo głośnym wydarzeniem, tak samo aneksja Wschodniej Ukrainy jest odnotowana w mediach na Zachodzie, w przypadku Białorusi odbyło to się to bez rozgłosu. Strategia Rosji polega na powiększeniu swojego terytorium bądź zwiększenia możliwości, by tego dokonać. Przykładem jest Kaliningrad, który jest w istocie olbrzymią bazą militarną. Mamy także doniesienia o postępującej militaryzacji Krymu. Z każdym dniem sytuacja jest coraz bardziej niebezpieczna, gdy chodzi o Rosję.

Czy Polska może czuć się bezpiecznie teraz, kiedy Donald Trump po swoim wyborze na prezydenta zmienił opinię o NATO i poparł rozmieszczenie wojsk amerykańskich na terenie Polski?

- Mam nadzieję, że tak i mam nadzieję, że tak samo jest w przypadku państw bałtyckich, które mają dzisiaj prawdopodobnie o wiele więcej powodów, aby martwić się poczynaniami Rosji niż Polska. Jeśli cokolwiek zdarzy się na zachodnich granicach Federacji Rosyjskiej, obawiam się, że stanie się to na granicy Rosji z państwami bałtyckimi i w Zachodniej Ukrainie. Ale powtarzam jeszcze raz; Polska niezależnie od tego ma bardzo dużo powodów, aby się martwić.

Rozmawiamy kilka dni po - zdaniem wielu komentatorów - bezprecedensowej reakcji Zachodu na próbę zamordowania na terytorium Zjednoczonego Królestwa byłego pułkownika GRU Sergieja Skripala. Czy Pana zdaniem jest to wystarczająca, adekwatna odpowiedź?

- Przede wszystkim bardzo dobrze, że mamy jakąkolwiek reakcję na poczynania Kremla. Jednak moim zdaniem jest to mocno spóźniona odpowiedź. Jak mawiają Amerykanie, jest to "za późno i za mało". Chciałbym przypomnieć, że po zamordowaniu Aleksandra Litwinienki (byłego oficera FSB otrutego w Londynie w 2006 roku radioaktywnym polonem - PAP) nie przeprowadzono nawet właściwego dochodzenia, aby nie drażnić Rosji i zachować dobre stosunki pomiędzy premierem Tony Blairem a Władimirem Putinem.

- Dodatkowo nie wydaje mi się, aby taka odpowiedź - wydalenie w sumie ponad 100 rosyjskich szpiegów ze Stanów Zjednoczonych i z krajów sojuszniczych - była wystarczająca. Doskonale wiemy, że Federacja Rosyjska ma obecnie przynajmniej tylko samo szpiegów w Stanach Zjednoczonych, ilu miał Związek Sowiecki podczas najgorszych lat zimnej wojny i jestem przekonany, że tak samo jest w przypadku państw Europy.

W Waszyngtonie rozmawiał Tadeusz Zachurski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy