Reklama

Reklama

Fałszywy alarm na lotnisku w Modlinie. Nowe informacje

Linie lotnicze Ryanair - oskarżyciel posiłkowy w procesie - będą prawdopodobnie domagać się naprawienia szkody od oskarżonego o fałszywy alarm bombowy na lotnisku w Modlinie. Koszty są wyliczane, zawierają m.in. przekierowanie 4 lotów na lotnisko w Warszawie.

We wtorek przed Sądem Rejonowym w Nowym Dworze Mazowieckim rozpoczął się proces Karola J., który - według aktu oskarżenia - 27 marca 2016 r., w Wielkanoc, zadzwonił na lotnisko w Modlinie z informacją o bombie. Za fałszywy alarm, do którego doszło ok. północy, grozi mu do ośmiu lat więzienia. Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Odmawia składania wyjaśnień.

Trwa "wyliczanie szkody"

Reklama

W charakterze oskarżycieli posiłkowych występują port lotniczy w Modlinie i przewoźnik - linie lotnicze Ryanair. Reprezentujący przewoźnika adwokat Maciej Gniewosz powiedział dziennikarzom po rozprawie, że trwa "wyliczanie szkody". "Prawdopodobnie złożymy wniosek o naprawienie szkody przez oskarżonego" - dodał. Nie chciał ujawnić kwoty, powiedział jednak, że koszty są znaczące. Dodał, że wiążą się m.in. z przekierowaniem co najmniej czterech lotów z Modlina na warszawskie lotnisko im. Chopina. Nie wykluczył, że z roszczeniami mogą też występować pasażerowie, których loty były opóźnione lub przekierowane.

W trakcie wtorkowej rozprawy zeznawał też szef biura finansów lotniska. Powiedział, że koszty związane z alarmem, a wynikające np. z konieczności ewakuacji 2,4 tys. osób, lotnisko szacuje na blisko 12 tys. zł.

Zeznania świadków

Karol J. - jak wynika z ustaleń policji - miał zadzwonić na lotnisko podczas imprezy urodzinowej, w której uczestniczył. Obciążyć go miały m.in. zeznania jednej z uczestniczek, która mówiła policjantom, że widziała, jak dzwonił i słyszała, jak wypowiadał m.in. słowo "bomba". Do niego należał też telefon, z którego wykonano połączenie. We wtorek kobieta zeznała, że nie wie, kto dzwonił, i że nie pamięta, co mówiła wcześniej. Podkreślała, że policjanci, którzy z nią rozmawiali, byli agresywni i sugerowali jej, że może chodzić o Karola J. Dodała, że funkcjonariusze, którzy przerwali imprezę, poszukując sprawcy fałszywego alarmu, mieli przy sobie zdjęcie oskarżonego. Podobnie zeznawała inna uczestniczka imprezy. Ona również podkreślała, że nic nie pamięta i jest przekonana, że Karol J. nie mógł dzwonić z informacją o bombie. Obie mówiły, że Karol J. był bardzo pijany. Żadna z nich nie rozpoznała głosu oskarżonego na odtwarzanym w sądzie nagraniu ze zgłoszenia o bombie.

Próby odwołania alarmu

Ze wcześniejszych zeznań, odczytanych przez sąd, wynika, że w pewnym momencie uczestnicy imprezy zorientowali się, że mogło dojść do fałszywego alarmu i próbowali poinformować port lotniczy, że to nieprawda. Sędzia Tomasz Morycz wystąpił do władz lotniska w Modlinie o zapis ewentualnych rozmów, które mogłyby potwierdzić wersje o próbach odwołania alarmu.

Po rozprawie zastępca prokuratora rejonowego w Nowym Dworze Maciej Godzisz powiedział dziennikarzom, że taki fałszywy alarm, biorąc pod uwagę wcześniejsze zamachy terrorystyczne w Europie, "nie mógł być potraktowany jak żart".

Odnosząc się do zeznań znajomych Karola J., powiedział, że w pracy "często ma do czynienia z niepamięcią". Zwrócił też uwagę, że oskarżony odmówił przeprowadzenia ekspertyzy z zakresu fonoskopii, która mogłaby potwierdzić lub wykluczyć, że to jego głos słychać na nagraniu z lotniska. Obrońca oskarżonego nie chciał się wypowiadać.

Patrycja Rojek-Socha

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje