Reklama

Reklama

"Fakt": Czego boi się Macierewicz?

Jak ustalił "Fakt", Antoni Macierewicz, będąc szefem MON, znalazł czas, by pojawić się w czytelni Instytutu Pamięci Narodowej i przeglądać teczki złapanych szpiegów obcych wywiadów sprzed ćwierć wieku. Dokładnie wtedy, gdy ukazywała się książka Tomasza Piątka opisująca powiązania jego otoczenia z jedną z tych osób.

20 czerwca 2017 r. Antoni Macierewicz, szef MON, mimo napiętego grafiku, pojawił się w czytelni IPN, gdzie przeglądał odtajnione dwa tygodnie wcześniej akta rewizyjne spraw trzech osób - ppłk. Piotra Hoffmanna, Ryszarda Tomaszka i Marka Zielińskiego. Wszyscy ponad ćwierć wieku temu zostali złapani i skazani za szpiegostwo na rzecz obcych służb. Pierwsi dwaj to szpiedzy niemieckiego BND. Zieliński pracował dla rosyjskiego GRU.

Reklama

Tymczasem tego samego dnia 20 czerwca 2017 r. z taśmy w drukarni schodzi pierwsze wydanie książki Tomasza Piątka "Macierewicz i jego tajemnice". Autor opisał w niej powiązania osób z otoczenia Macierewicza z rosyjskimi służbami. Jednym z wątków jest sprawa kłamcy lustracyjnego, byłego posła Roberta Luśni, który dostał się do Sejmu dzięki Macierewiczowi. Znali się od kilkudziesięciu lat. Piątek,  pisząc książkę, rozmawiał z oficerem SB Józefem Nadworskim. To oficer prowadzący Luśni. Nadworski werbował dla GRU Marka Zielińskiego. - Obawiam się, że Macierewicz mógł mieć wiedzę o książce, zanim ona trafiła do księgarni - powiedział "Faktowi" Tomasz Piątek.

Jak spekuluje "Fakt", w teczkach Zielińskiego, Hoffmanna i Tomaszka mogło znajdować się coś kompromitującego Macierewicza.

Więcej w "Fakcie"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne