Reklama

Reklama

Ekspert: Polska nie będzie z automatu popierała koncepcji niemieckich

- W Niemczech, Francji, we Włoszech zwycięstwo PiS-u będzie zapewne przyjęte negatywnie, ale w Czechach, Rumunii, krajach bałtyckich i skandynawskich może być przyjęte z nadzieją – mówi INTERII dr Przemysław Żurawski, politolog, adiunkt na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu Łódzkiego.

Zapytany, jak na wynik wyborów zareaguje Zachód, dr Przemysław Żurawski odpowiedział, że oficjalne reakcje będą neutralne.

Reklama

- Oficjalnie, mówią tu o reakcji instytucji unijnych i wiodących państw członkowskich,  będzie oczywiście dyplomatycznie i grzecznie. Wszyscy złożą gratulacje i wyrażą nadzieje na owocną współpracę z wyłonionym w demokratycznych wyborach nowym rządem polskim.  Nieco mniej powściągliwych reakcji można spodziewać się po mediach, którym wolno więcej.

Polska nie będzie popierała Niemiec "z automatu"

Zdaniem politologa ze zwycięstwa PiS nie będą zadowoleni, m.in. Niemcy.

- W Niemczech, Francji, we Włoszech zwycięstwo PiS-u będzie zapewne przyjęte negatywnie. PiS jest na Zachodzie uważany za tych, którzy byli przeciwni integracji - częściowo dlatego, że tak przestawiali partię polityczni konkurencji, co oczywiście było nieprawda. PiS zapowiada, że chce zwrotu w stronę większej podmiotowości Polski, więc Niemcom trudniej będzie uzyskiwać nasze poparcie w rozmaitych kwestiach. Na pewno trudniejsze będą negocjacje w sprawie przyjmowania uchodźców czy Nord Stream II. Spodziewam się także różnic w poglądach na amerykańską obecność w Europie środkowo-wschodniej czy reakcji na politykę Rosji prowadzoną na Ukrainie, w krajach nadbałtyckich i w Syrii. Polska na pewno nie będzie dążyła do konfliktów z Niemcami, bo nie leży to w naszym interesie, ale nie będzie z automatu popierała koncepcji niemieckich.

Cameron zadowolony ?

Żurawski uważa, że z wyniku wyborów może być zadowolony premier David Cameron.

- Kraje dalej położone, z którymi nie łączą nas wspólne interesy, będą obojętnie. Z nadzieję zareagują kraje Europy środkowo - wschodniej, przede wszystkim Czechy, Rumunia i Węgry, państwa bałtyckie i skandynawskie. Myślę, że również na Wyspach Brytyjskich wynik wyborów może zostać odebrany, przynajmniej częściowo, pozytywnie - David Cameron byłby bardzo zainteresowany możliwością stworzenia w łonie UE konstrukcji, która byłaby na tyle silna, żeby przeciwstawić się unijnemu rdzeniowi. No i z uwagi na własne wewnętrzne gry wokół Brexitu.

Nowi sojusznicy?

- Kraje skandynawskie są także naszymi potencjalnymi sojusznikami. Warto pamiętać, że ani Szwecja, ani Dania nie są członkami Unii Gospodarczej i Walutowej. Zostały zatem, podobnie jak Polska, faktycznie wykluczone z procesu decyzyjnego, bo nie przyznano im i nam nawet statusu stałego obserwatora na szczytach grupy euro. To są kraje, które mają sprawną dyplomację i są starymi państwami zachodu członkami UE - ich głos jest słyszalny, ale często brak im potencjału demograficznego (w Szwecji mieszka niespełna 10 mln obywateli, a w Danii 6 tys.), żeby mieć faktyczny wpływ na niektóre decyzje. W połączniu z Polską, Czechami, Rumunią i Wielką, o ile przyłączy się do tej gry, mogą przełamać dominację  Niemców, walczyć z nieformalnym przesunięciem ośrodka decyzyjnego do Berlina, odzyskać część uprawień i wpływać na bieżącą politykę UE.  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje