Reklama

Reklama

Ekspert o morsowaniu: Nie słuchajmy ego, bo może nas zgubić

- Trzeba słuchać swojego ciała i adaptować się do zimna krok po kroku. Nie słuchajmy ego, bo to nas może zgubić – mówi Interii Michał Sroka, certyfikowany instruktor metody Wima Hofa, holenderskiego "Człowieka Lodu". Przypomina też o przeciwskazaniach.

Morsowanie staje się w Polsce coraz bardziej popularne. Niestety, w trakcie hartowania zdarzają się poważne wypadki. Tylko w ten weekend służby ratunkowe informowały o dwóch tragicznych w skutkach przypadkach.

Śmierć podczas morsowania

Reklama

Na jeziorze w Urszulewie zginął mężczyzna, który próbował przepłynąć pod lodem. Z kolei kobieta, która chciała zdobyć Babią Górę ubrana jedynie w szorty i stanik, trafiła na odział intensywnej terapii. Jej stan jest ciężki.

Polski "iceman" Michał Sroka podkreśla, że morsowanie może przynieść wiele korzyści dla zdrowia, ale należy się do niego odpowiednio przygotować i postępować odpowiedzialnie. 

- Trzeba słuchać swojego ciała, adaptować się do zimna krok po kroku. Nie słuchajmy ego, bo to nas może zgubić. Przy pracy z zimnem bardzo ważna jest aktywność fizyczna. Najgorzej adaptują się osoby, które mają siedzący tryb życia, mało się ruszają. Warto zacząć od spacerów, nawet 20-30 minut dziennie ożywi nasz organizm i przygotuje do kolejnego kroku, czyli ćwiczeń oddechowych - wyjaśnia.

Jak mówi ekspert, trenowanie oddychania jest bardzo ważnym elementem, ponieważ dotleniony organizm znacznie lepiej funkcjonuje w warunkach ekstremalnych, jak np. przebywanie w lodowatej wodzie.  

Kto nie powinien tego robić?

Wchodząc do wody, należy przede wszystkim pamiętać o bezpieczeństwie. - Jeśli przeciągniemy pobyt w wodzie zbyt długo, w najlepszym wypadku możemy dostać drgawek, w najgorszym - możemy wpaść w hipotermię, nabawić się odmrożeń. Tego nie chcemy, przecież mieliśmy się poczuć zdrowiej, a nie zyskać nowe problemy. Dlatego też uczmy się i wchodźmy w ten świat bardzo wymiernych korzyści odpowiedzialnie - podkreśla. 

Specjalista odradza wchodzenie do akwenów w pojedynkę i przypomina również o przeciwskazaniach. 

- Epilepsja, ciąża, poważne problemy z układem krwionośnym i sercem, ciężka niewydolność płuc, zaawansowana astma i objaw Raynauda to główne przeciwwskazania. Wracając jeszcze do korzystania z dobrodziejstw zimna, chciałbym dodać, żeby robić to krótko, ale systematycznie. Nie chodzi o to, żeby zanurzyć się raz na dziesięć minut, a potem przez wiele godzin, a nawet dni, nie móc ogrzać organizmu. To jest zbyt nieodpowiedzialne i niebezpieczne działanie, zupełnie nie o taki bodziec chodzi - wyjaśnia Michał Sroka. 

Cały wywiad z polskim "icemanem" na temat tajników morsowania przeczytasz tutaj.

"Trzeba zachować rozwagę"

Na odpowiednie przygotowanie oraz zapewnienie bezpieczeństwa podczas morsowania zwraca też uwagę w rozmowie z polsatnews.pl Jarosław Komorowski, mistrz Polski i założyciel Warszawskiego Klubu Rogatego Morsa.

- Wszystko jest dla ludzi, ale należy zachować rozwagę i dobrze się przygotować. Decydując się na pływanie pod lodem, powinnyśmy mieć zabezpieczenie w postaci liny, którą przytwierdzimy do bioder na specjalnym pasie - powiedział.

Jak przyznał, ludzie nie rozumieją, że ich oczy nie są przystosowane do takiej temperatury wody, więc schodząc pod wodę, zamykają je. Następnie nie mogą trafić w wykuty przerębel, przez co mogą utknąć pod lodem.

Dodatkowa adrenalina

- Dla wielu pływanie pod lodem jest kuszące. Chodzi prawdopodobnie o dodatkową adrenalinę. Wydaje im się to bardzo proste - wykują dwa przeręble, zanurzą się i bez problemu wypłyną. Takie zachowanie jest po prostu nieodpowiedzialne. Powinni to robić jedynie ci, którzy się na tym znają i korzystają z zabezpieczeń - tłumaczy w rozmowie z portalem polsatnews.pl Justyna Kosakowska, założycielka klubu morsa w Toruniu. 

Moda na morsowanie

W ostatnich miesiącach w Polsce trwa prawdziwy "boom" na morsowanie. Na kąpieliskach pojawia się coraz więcej osób, które próbują swoich sił.

- Być może ludzi znudziło siedzenie w domach. Siłownie, kluby fitness, baseny są zamknięte, więc ludzie szukają rozrywki. Szczególnie po nowym roku przy zbiornikach wodnych widać tłumy ludzi. Czas pokaże, czy to jednorazowe próby - po to, aby zrobić fajne zdjęcie na Facebooka, czy stała pasja - mówi Komorowski. 

- Jeszcze rok temu 10 osób morsujących w jednym miejscu to był tłum. Dzisiaj jest ich kilkadziesiąt. Ludzie pojawili się nagle, jest wśród nich sporo takich, którzy próbują pokonywać swoje granice. Pewne rzeczy robią jednak za szybko. Nawet doświadczeni nie są w stanie zapanować nad tłumem amatorów - dodaje Kosakowska. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy