Reklama

Reklama

Eksperci chwalą kampanię PiS, wskazują błędy PO

- Kampania PiS była dobrze przemyślanym przedsięwzięciem, które zaczęło się wtedy, kiedy Andrzej Duda został zgłoszony jako kandydat na prezydenta – powiedział dla INTERII Robert Sobiech, socjolog z Collegium Civitas. Prof. Kazimierz Kik Uniwersytetu im. Jana Kochanowskiego dodał, że szanse na to, by Jarosław Kaczyński został premierem są niewielkie: - 85 proc. wyborców PiS-u w roli premiera widzi Beatę Szydło., a prezydentowi Dudzie może bliżej do niej, niż do Jarosława Kaczyńskiego.

Eksperci przyznają, że PiS swój wynik zawdzięcza dobrze przygotowanej kampanii wyborczej, która, w przeciwieństwie do kampanii PO była spójna.

Reklama

- Kampania PiS była dobrze przemyślanym przedsięwzięciem, które zaczęło się wtedy, kiedy Andrzej Duda został zgłoszony jako kandydat na prezydenta - powiedział dr Robert Sobiech.  - To była kampania konsekwentna pod względem tematów wyborczych i przekazu, który się nie zmieniał. Natomiast PO najpierw zrezygnowała z otwartego wsparcia Bronisława Komorowskiego, a później prowadziła niespójną kampanię. Zaczęło się od programu pozytywnego, a skończyło na straszeniu PiS-em. Podsumowując, mieliśmy dwa projekty: jeden, który był przemyślany i realizowany od początku do końca, i drugi, bez pomysłu i realizowany raz lepiej, raz gorzej.

W poprzedniej kampanii podkreślano, że głosowanie na PO jest wybieraniem "mniejszego zła". W tych wyborach strategia zawiodła. Dlaczego?

- Po pierwsze, nastąpiło zmęczenie rządami PO -powiedział prof. Kazimierz Kik.  - Po drugie, żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie wystarczy spojrzeć na negatywne skutki rządów tej partii. Oczywiście one nie odbiły się na wszystkich Polakach, ale na wielu grupach społecznych tak: na górnikach, lekarzach, nauczycielach, rolnikach, bezrobotnych i pracownikach nauki, takich, jak ja. Suma tego niezadowolenia przełożyła się na niepowodzenie PO - niepowodzenie, bo o klęsce, mimo wszystko, mówić nie można. Wystarczy spojrzeć, jak skończyło AWF czy lewica w 2005.

- Myślę, że w poprzednich kampaniach nie chodziło o straszenie, ale o pozytywne programy - powiedział  dr Robert Sobiech. - 4 lata temu PO pokazywała, jak dobrze pozyskuje środki z UE, jakich liderów politycznych posiada. Teraz można było odnieść wrażenie, że PO powiela hasła i tematy PiS-u. To, razem z nieumiejętnością pokazywania efektów rządzenia zaowocowało tym, że PO dostała niemal dokładnie tyle, ile na długo przed wyborami pokazywały sondaże.

Prof. Kik zapytany o to, czy po przegranych wyborach PO się rozpadnie, powiedział, że bez wątpienia w partii zaczną się walki o władzę.

- Problemem PO jest brak przywództwa. Nie mają lidera, mają osobę mianowaną na to stanowisko przez Donalda Tuska, którego nie ma w kraju - powiedział. - W związku z tym Platforma jest podminowana wewnętrznymi konfliktami interpersonalnymi. Walka o przywództwo rozpocznie się bez wątpienia, dużo zależy od wyniku Schetyny w świętokrzyskim i Kopacz w Warszawie - to pokaże, kto będzie miał mandat do sprawowania władzy. Poza tym PiS będzie dążyła do uzyskania większości konstytucyjnej: w tej chwili ma mieć 240 posłów, razem z Kukizem 280, z PSL 298. Brakuje 10-15 osób i myślę, że PiS może grać na rozbicie PO i wydobycie z niej skrzydła konserwatywnego. Tak czy owak pierwsza faza 8 kadencji będzie fazą destrukcji.

Zapytany o to, czy Jarosław Kaczyński zostanie premierem, prof. Kik odpowiedział:

- Nie sądzę. On wcześniej wielokrotnie zarzekał się, że nie będzie premierem, a na pewno bierze pod uwagę opinię publiczną. Poza tym niedawno przeprowadzono sondaż wśród wyborców PiS-u i wyszło, że 85 proc. w roli premiera widzi Beatę Szydło. No i prezydentowi Dudzie może bliżej do niej, niż do Jarosława Kaczyńskiego. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje