Reklama

Reklama

​Eksperci: Badania PISA i TIMSS pokazują, czy nasze rozwiązania edukacyjne działają

Badania PISA i TIMSS wskazują, czy rozwiązania edukacyjne, które w Polsce stosujemy, działają - przekonują eksperci. Jak podkreślają, pokazują one, że polscy uczniowie mają coraz lepsze wyniki w nauce, mamy dobry system edukacji i dobrych nauczycieli.

Międzynarodowe badanie PISA (Programme for International Student Assessment) sprawdza stopień przygotowania 15-latków do dalszej edukacji, wymagań rynku pracy i powodzenia w dorosłym życiu. Przeprowadzane jest cyklicznie co trzy lata, począwszy od 2000 r. W każdej edycji sprawdzane są trzy umiejętności uczniów i za każdym razem jedna z tych dziedzin jest wiodącą. W edycji z 2015 r. były to umiejętności przyrodnicze. Z kolei badanie TIMSS (Trends in International Mathematics and Science Study) mierzy osiągnięcia czwartoklasistów w matematyce i przyrodzie; jest realizowane co cztery lata.

Reklama

"Ostatnio podważa się sens badań PISA i TIMSS, kwestionuje się, czy można odnosić je do polskiej szkoły, tymczasem są niezwykle ważne, bo tylko one pokazują nam, czy nasze rozwiązania, które w Polsce stosujemy, działają" - powiedział dr Maciej Jakubowski z Evidence Instytut podczas czwartkowej konferencji na temat badań zorganizowanej przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. 

Zdaniem Piotra Walickiego z Instytutu Badań Edukacyjnych ważne jest, żeby popatrzeć na PISA w kontekście 15 lat.

"W dziedzinie umiejętności czytania i interpretacji od 2000 do 2015 roku badanie PISA pokazało przyrost umiejętności u polskich gimnazjalistów. Od 2006 roku są na 6. miejscu w krajach Europejskich" - mówił

Jak dodał, w 2000 roku nie mieliśmy jeszcze żadnych badań. "Pierwsza była właśnie PISA, która objęła uczniów przed reformą Handkego i dała nam informację na temat jakości nauczania w tamtym systemie" - mówił. Podkreślił, że wówczas uczniowie szkół zawodowych byli tak naprawdę "funkcjonalnymi analfabetami".

"Reformy z 2000 roku dały szansę każdemu uczniowi i to też pokazują te badania" - zaznaczył. Zwrócił uwagę, że w 2000 roku prawie 1/4 polskich uczniów nie potrafiła czytać ze zrozumieniem, a w 2009 mieliśmy takich uczniów poniżej 15 proc.

Jakubowski ocenił, że mamy dobry system edukacji, dobrych nauczycieli, jednak polscy uczniowie w porównaniu z innymi krajami gorzej posługują się komputerem. "Według naszych uczniów komputer służy do gier, nie posługują się nim w celach edukacyjnych" - wskazał. "W Stanach Zjednoczonych w szkole jest komputer, natomiast nie ma papieru. U nas jest niestety odwrotnie" - dodał.

Jak podkreślił, od jakiegoś czasu obserwujemy, że polscy uczniowie mają dobre wyniki w naukach przyrodniczych, ale nie chcą w przyszłości zostać naukowcami, czy inżynierami. To, jego zdaniem, jest bardzo niepokojące. "To, że będziemy mieli dobrze wykształconych uczniów to jedna rzecz, ale nie przełoży się to na korzyści dla kraju, bo nauka jest przyszłością Polski" - dodał.

Jakubowski powiedział, że psychologowie mogliby zastanowić się nad małą wiarą w siebie polskich uczniów. Z badań wynika, że dzieci lubią się uczyć przyrody, ale nie wierzą w to, że są dobrzy w tej dziedzinie.

Zauważył też, że nasi uczniowie nie mogą liczyć tak bardzo na nauczyciela, jakby chcieli. "Jest to sygnał, że musimy działać na styku relacji uczeń - nauczyciel" - dodał.

Pod względem postawy wobec szkoły polscy uczniowie znaleźli się na 46. miejscu na 49. krajów, czyli bardzo nisko. "Ciekawe są postawy wobec uczenia się - wyniki przyrostu osiągnięć są w matematyce ogromne, w przyrodzie również, ale z badania wynika, że uczniowie nie wierzą w siebie" - mówił prof. Krzysztof Konarzewski z Instytutu Badań Edukacyjnych.

Prof. Małgorzata Żytko z Uniwersytetu Warszawskiego zaznaczyła, że badania te nie dają pełnej informacji o szkole. "Podczas interpretowania tych wyników trzeba mieć na uwadze, że część osiągnięć jest efektem aktywności pozaszkolnych" - podkreśliła. "Czerpiemy wiedzę z różnych źródeł i to daje się zauważyć. Nasi uczniowie nie pracują w laboratoriach, ale dobrze radzą sobie z naukami przyrodniczymi. Jest to sygnał, że jakiś obszar wiedzy jest zdobywany poza szkołą. Potrzebne są dodatkowe analizy także z polskiej perspektywy" - oceniła Żytko.

Dr Przemysław Sadura z Uniwersytetu Warszawskiego podkreślił, że możemy wyciągnąć wniosek, że nie wykorzystujemy w szkole technologii, ale nie wolno nam wyciągnąć na tej podstawie wniosku, że należy wywrócić do góry nogami system edukacyjny. "Każda reforma musi być poprzedzona merytoryczną analizą systemu edukacyjnego" - dodał.

Jakubowski zauważył, że Polska nie dołączyła do badania, w którym dzieci wspólnie rozwiązywały problemy, co pozwoliłoby zbadać ich kompetencje społeczne. "Wiem z innych źródeł, że to jest słaba strona polskiej szkoły, wiem też pracodawcy narzekają na kompetencje społeczne pracowników, czyli absolwentów naszych szkół. To jest coś, co musimy poprawić".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje