Reklama

Reklama

Działanie podkomisji smoleńskiej. Wniosek odrzucony

Sejmowa komisja obrony odrzuciła wniosek o wprowadzenie do planu jej prac punktu dotyczącego skierowania do premiera dezyderatu ws. działania podkomisji smoleńskiej. Domagali się tego posłowie KO oceniając, że działania tej podkomisji są bulwersujące i godzą w pamięć ofiar katastrofy.

Wniosek na czwartkowym posiedzeniu komisji obrony złożył jej wiceszef Czesław Mroczek z klubu Koalicji Obywatelskiej. Poparł go jego klubowy kolega Maciej Lasek, były członek i wiceszef podkomisji lotniczej w Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, (tzw. komisja Millera) badającej katastrofę rządowego samolotu Tu-154 po 10 kwietnia 2010 r.

Reklama

Mroczek ocenił, że sejmowa komisja obrony powinna skierować do szefa rządu dezyderat w sprawie działań podkomisji smoleńskiej kierowanej przez posła i wiceprezesa PiS Antoniego Macierewicza. - Wznowione zostało badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej, za chwilę będziemy mieli piątą rocznicę działania tego wznowionego badania. (...) Mieliśmy już okazję usłyszeć, że raport (z badań podkomisji - red.) jest w sejfie, a Macierewicz oświadczył, że raport być może upubliczni po ustaniu pandemii - mówił Mroczek.

Poseł ocenił też, że działalność podkomisji smoleńskiej sprowadza się do "podawania coraz bardziej bulwersujących hipotez bez żadnych dowodów". - W mojej ocenie ta sytuacja i postępowanie rządu w tej sprawie oraz prokuratury, Prokuratora Generalnego, podkomisji smoleńskiej i ministra obrony narodowej stanowi niedopuszczalne działanie, które godzi w godność ofiar katastrofy smoleńskiej, to jest działanie bulwersujące. Dlatego chcę, by komisja zajęła się tą sprawą i skierowała dezyderat do Prezesa Rady Ministrów - powiedział.

Lasek przychylając się do stanowiska Mroczka ocenił, że jest ważne, aby dowiedzieć się "jak długo jeszcze będzie trwało" wznowione badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Ponieważ tematem posiedzenia komisji obrony było rozpatrzenie projektu jej planu pracy, szef komisji obrony Michał Jach (PiS) upomniał posła Laska, by nie dyskutował na tym posiedzeniu na temat działania podkomisji smoleńskiej a jedynie złożył wniosek dotyczący uzupełnienia planu pracy o punkt dotyczący skierowania dezyderatu do premiera.

Następnie sejmowa komisja obrony, głosami większości posłów PiS odrzuciła wniosek zgłoszony przez posłów KO.

Co ustaliła komisja Millera?

W latach 2010-2011 katastrofę smoleńską zbadała Komisja Badania Wypadków Lotniczych, której przewodniczącym był ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller. W opublikowanym w lipcu 2011 r. raporcie, komisja Millera stwierdziła, że przyczyną katastrofy było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, a w konsekwencji zderzenie samolotu z drzewami, prowadzące do stopniowego niszczenia konstrukcji maszyny. Komisja podkreślała, że ani rejestratory dźwięku, ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie samolotu.

W lutym 2016 r. przy MON została powołana podkomisja do ponownego zbadania katastrofy. Gdy w styczniu 2018 roku Antoni Macierewicz został odwołany ze stanowiska szefa MON, dwa dni później jego następca Mariusz Błaszczak powołał go na stanowisko przewodniczącego podkomisji.

W połowie kwietnia 2018 r. podkomisja smoleńska opublikowała raport techniczny. Jego główne tezy głosiły, że samolot Tu-154M został zniszczony wskutek eksplozji; wybuchy nastąpiły nad ziemią. Raport komisji Jerzego Millera z 2011 r. w sprawie katastrofy smoleńskiej został. anulowany.

Pod koniec lutego ubiegłego roku Antoni Macierewicz zapewnił, że 10 kwietnia podkomisja smoleńska przygotuje kolejny raport, choć - jak wskazał - niektóre jego elementy zapewne będą ogłoszone później.

Katastrofa 10 kwietnia 2010

10 kwietnia 2010 roku samolot Tu-154M nr 101 z polską delegacją udającą się na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej rozbił się pod Smoleńskiem. Zginęło 96 osób, w tym prezydent RP Lech Kaczyński wraz z małżonką oraz wielu wysokich rangą urzędników państwowych i dowódców wojskowych.

Wrak samolotu Tu-154M od 2010 r. znajduje się na płycie lotniska w Smoleńsku. Rosja twierdzi, że nie może przekazać go Polsce, dopóki nie zakończy swojego śledztwa w sprawie katastrofy z 10 kwietnia 2010 r.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy