Reklama

Reklama

"Dżentelmeńska umowa" między PSL a Kukiz'15. Chodzi o 6 mln zł

Jeśli wszystko pójdzie po myśli Pawła Kukiza, PSL może przekazać z subwencji na jego pomysły nawet 6 mln zł w ciągu czterech lat nowej kadencji Sejmu. Tylko czy rzeczywiście tak się stanie? Formalnie Kukiz’15 i ludowcy poszli do wyborów jako PSL-Koalicja Polska, czyli jedna formacja. W praktyce pieniądze przypadły więc ekipie Władysława Kosiniaka-Kamysza, który ma je rozdysponować. - Ok. 6 mln zł może zostać przeznaczone na moje marzenia - powiedział Interii Kukiz.

Wyjaśnijmy, że zgodnie z prawem Kukiz’15 nie może otrzymać subwencji, bo do Sejmu weszło pod egidą PSL. 

Wynik na poziomie 8,55 proc. dał ludowcom i ich sojusznikom 30 mandatów. I wiąże się to z dużymi pieniędzmi. Do tej pory pojawiło się jednak sporo niejasności dotyczących ich podziału. Na pewno jest o czym mówić, bo ze względu na rekordową frekwencję wyborczą, wypłaty dla partii też będą rekordowe. Ludowcom przypadnie 8,34 mln zł rocznie. Ile z tej kwoty pójdzie na politykę, o jakiej marzy Paweł Kukiz? Czy rockman podpisał jakieś porozumienie z PSL? 

Reklama

- Formalnie dysponentem subwencji jest partia, ale między nami została zawarta dżentelmeńska umowa. Zgodnie z nią do 20 proc. tych pieniędzy zostanie przeznaczonych na realizację celów statutowych stronnictwa, które osobiście wybiorę. W tym kontekście interesuje mnie szerzenie demokracji. Nie oznacza to, że cała ta kwota będzie wydana czy gdzieś przelana. Jakiekolwiek takie działania będą niezgodne z prawem - powiedział Interii Paweł Kukiz. 

- Ok. 6 mln zł może zostać przeznaczone na moje marzenia: takie jak strona internetowa z e-votingiem, e-konsultacjami, panele edukujące społeczeństwo w zakresie demokracji. I tyle - dodał lider Kukiz’15.

W rozmowach z Interią ludowcy również mówią o dżentelmeńskiej umowie. - Paweł przychodzi, gadamy. Wtedy zapada decyzja co do przekazania pieniędzy - powiedział nam jeden z polityków stronnictwa zorientowanych w sprawie. Starzy wyjadacze z PSL stawiają jednak swoje warunki: - Nie ma celów, które on (Kukiz - red.) wskaże. Jeśli będzie miał dobrych ekspertów, możemy im zapłacić. Jeśli okażą się gośćmi do inkasowania pieniędzy, nie ma wtedy mowy o kasie. Punkty, które zaproponował do programu, będziemy oczywiście realizować - podczas rozmowy z Markiem Sawickim usłyszała Interia.   

Były minister rolnictwa i poseł kilku kadencji twierdzi, że żadna kwota nie została ustalona. - Paweł Kukiz doskonale wie, że projekty będziemy wypracowywać własnymi siłami. Co do jego ekspertów nie mówię, że to będzie 20 proc. z subwencji, bo może być i 40 proc. Wszystko zależy od potrzeb - mówi nam Sawicki.

Co jeśli obóz Władysława Kosiniaka-Kamysza się rozmyśli, a na cele wskazane przez Kukiz’15 nie pójdzie ani grosza? - Czy PSL to zrealizuje, czy nie: wszystko zależy od dobrej woli tej partii i dotrzymywania umowy. Przypomnę tylko, że subwencji nie brałem przez cztery lata i jakoś żyję. W dobrym zdrowiu i humorze - śmieje się Kukiz. Jak przypomina, w praktyce nie ma możliwości prawnej, żeby się zabezpieczyć przed ewentualnym odcięciem od środków.

W nieoficjalnych rozmowach z politykami Kukiz’15 słyszymy, że w razie rozwodu z PSL w Sejmie może powstać nowe koło czy nawet klub. - Przecież zawsze można się dogadać i znaleźć nowego sojusznika. Gdyby to była Konfederacja, mogłaby zyskać nawet wicemarszałka, więc z pewnością będzie im zależało - zdradza nasz informator.  

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje