Reklama

Reklama

Duda proponuje pytania referendalne. ​Gliński: Są oczywiste

Propozycje pytań do referendum konsultacyjnego ws. zmian w konstytucji to tzw. pytania oczywiste - uważa wicepremier, minister kultury Piotr Gliński. Według niego frekwencja w tym referendum może nie przekroczyć 10 proc., co - jego zdaniem - jest "żadnym mandatem".

We wtorek na posiedzeniu Narodowej Rady Rozwoju dot. przygotowań do referendum konsultacyjnego ws. zmian w konstytucji, przedstawione zostały propozycje 15 pytań referendalnych. Wśród nich znalazły się pytania m.in. o: uchwalenie nowej konstytucji, obowiązek przeprowadzenia referendum ogólnokrajowego zatwierdzającego zmiany konstytucji, zagwarantowanie wprowadzenia nienaruszalności praw nabytych, takich jak 500 Plus, zagwarantowanie szczególnej ochrony prawa do emerytury dla kobiet od 60. roku życia, a dla mężczyzn od 65. roku życia, oraz zagwarantowanie członkostwa Polski w UE i w NATO. Prezydent chce, by referendum odbyło się w dniach 10 i 11 listopada.

Reklama

Gliński pytany w piątek w Radiowej Jedynce o ocenę propozycji pytań referendalnych przedstawionych przez Kancelarię Prezydenta, powiedział, że są to w większości "tzw. pytania oczywiste". "One są zadawane nie po to, żeby uzyskać odpowiedzi, bo odpowiedź jest znana. Natomiast jeśli ktoś pyta się o kwestię praw rodziny w naszym społeczeństwie, czy ochrony pracy to wiadomo, że uzyska 90 proc. pozytywnych odpowiedzi" - podkreślił wicepremier.

Według niego pytania referendalne zadawane są przez prezydenta w innym celu. "Pytanie w jakim?" - dodał. "Wolałbym żeby debata na ten temat była pogłębiona i prowadzona na poważnym poziomie. Mam nadzieję, że tak będzie" - zaznaczył Gliński

Minister zgodził się z redaktor prowadzącą program, która wskazała, że w referendum weźmie udział nie więcej niż 10 proc. uprawnionych. "W tej chwili nie wygląda, żeby było inaczej, ale ja nie chcę przesądzać. Niestety Polacy są na końcu Europy, jeśli chodzi o aktywność obywatelską. To także się odbija, jeśli chodzi o referendum" - zauważył.

Według wicepremiera frekwencja na poziomie ok. 10 proc. "to żaden mandat". "Bo przy takiej frekwencji nie można twierdzić, +że liczy się głos tylko tych, którzy poszli, bo coś się stało, że frekwencja jest niska+. Ale nie przesądzajmy" - oświadczył.

Gliński pytany, dlaczego Polacy nie są zainteresowani udziałem w referendum, podkreślił, że w Polsce partycypacja we wszystkich wyborach "wypada słabo". "Jest tak z wielu powodów. To jest też kwestia naszego dziedzictwa historycznego. Czyli relacji Polaków do państwa. Rzadko mieliśmy własne państwo. Musieliśmy kombinować, żeby jakoś przeżyć nie mając państwa, które nas wspiera" - zauważył.

Minister zwrócił też uwagę, że przy organizacji referendum ważną rolę pełni "czynnik odpowiedniego momentu czasowego". "Muszą być odpowiednio zgrane emocje wspólnotowe, masowe z działaniami i decyzjami polityków. Jeśli to się rozjeżdża to mamy siedem proc. frekwencji" - podkreślił.

Zdaniem wicepremiera, brak zaufania do instytucji państwowych i działań wspólnotowych - takich jak referendum - jest cechą polskiego społeczeństwa. Wskazał też, że Polska miała duże obszary zaniedbania ekonomiczno-kulturowego, co - jak ocenił - jest jednym z powodów niskiej aktywności obywatelskiej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje