Reklama

Reklama

Dowgielewicz: Unia popełnia samobója

Polska miała koalicję państw w sprawie zawetowania obniżania emisji CO2 do 2050 r. w UE, ale w finale partnerzy ci, uznali, że to, "co jest na stole", jest dla nich do zaakceptowania - powiedział w sobotę minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz.

W piątek po wielogodzinnych rozmowach ministrów środowiska UE Polska zawetowała propozycję ws. obniżania emisji CO2 do 2050 r. Duńska prezydencja podkreśla, że 26 krajów poparło jej propozycję kompromisu.

Reklama

- Myśmy mieli koalicję, tylko na końcu doszło do tego, że nasi partnerzy uznali, iż to, co jest na stole, jest dla nich do zaakceptowania. Dla nas nie było do zaakceptowania. Uważamy, że Unia popełnia samobója - powiedział Dowgielewicz.

Jak dodał, Polska jest liderem pewnej opinii i w związku z tym, nie ma nic zaskakującego, że czasami te koalicje się wykruszają. - To nie ma żadnego wpływu na nasze stanowisko - zaznaczył.

Według Dowgielewicza biorąc pod uwagę kryzys oraz fakt, że wiele krajów - szczególnie z południa Europy - ma problem z odzyskaniem konkurencyjności "dyskutowanie w tej chwili o nowych celach redukcyjnych jest po prostu zupełnie oderwana od rzeczywistości".

- Powody dotyczące naszej decyzji, zostały jasno przedstawione. Polska wykazała dużo dobrej woli w tej dyskusji w ostatnich miesiącach, dużo elastyczności. Ale w jednej rzeczy nie wykażemy elastyczności - nie zgodzimy się na nowe cele redukcyjne - bo to jest samobój dla UE - powiedział minister.

Zauważył, że jeśli jakiś kraj w UE chce mieć większe ambicje klimatyczne to niech je zgłosi jednostronnie. - Nikt nie zabrania różnym krajom, żeby miały większe ambicje, ale niech nie narzucają tego krajom, które są na innym etapie rozwoju gospodarczego, takim jak Polska - zaznaczył Dowgielewicz.

Minister pytany, co będzie dalej w sprawie redukcji CO2, odpowiedział, że w dużej mierze zależy to od tego, co duńska prezydencja będzie chciała zrobić.

W piątek w nocy, po spotkaniu ministrów środowiska UE, minister środowiska Marcin Korolec powiedział dziennikarzom, że "Rada UE potrzebuje poważnej dyskusji na temat rozwoju polityki klimatycznej. To nie może być tak, że na pierwszym spotkaniu zaczynamy i kończymy dyskusję i bierzemy 'na wiarę' to, co przygotowała Komisja Europejska". Dodał, że "co najmniej państwa regionu popierają polskie stanowisko."

- Możemy podejmować tylko takie zobowiązania, które będziemy w stanie zrealizować. (...) Różne państwa mają swoje punkty wrażliwości i to powinno być szanowane - podkreślił.

Jak powiedziało polskim dziennikarzom źródło zbliżone do uczestników piątkowych rozmów, duńska prezydencja nie chciała rozpatrywać oddzielnego zestawu wniosków krajów Grupy Wyszehradzkiej oraz nie przychyliła się do propozycji Czech, by wrócić do stołu negocjacyjnego.

Prezydencja duńska chciała, by "27" przyjęła we wnioskach z posiedzenia tzw. kroki milowe, które w swojej analizie wskazała Komisja Europejska. W 2030 r. UE miałaby zredukować emisje o 40 proc., w 2040 r. - o 60 proc., a w 2050 r. - o 80 proc. w porównaniu z 1990 r. Polska już raz zawetowała te propozycje w 2011 r.

Duńska komisarz UE ds. klimatu Connie Hedegaard podkreślała podczas konferencji po spotkaniu, że wszystkie kraje poza Polską zgadzały się z przygotowanymi przez Duńczyków kompromisowymi rozwiązaniami.

Dowiedz się więcej na temat: CO2 | ekologia | Mikołaj Dowgielewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne