Reklama

Reklama

Donald Tusk: Jeśli nic się nie zmieni, kolejne wybory będą przegrane

Jak przekonuje Donald Tusk, opozycja w Polsce "musi na nowo pokochać swoją robotę", bo inaczej znowu przegra wybory.

"Wiem, w jak trudnych warunkach pracują [liderzy opozycji - red.], ale jeśli nic się nie zmieni, to kolejne wybory też będą przegrane" - powiedział były premier polski i były szef Rady Europejskiej Donald Tusk w programie #Newsroom w Polsat News i wp.pl.

Reklama

Prowadzący Tomasz Machała pytał polityka o to, w jaki sposób będzie on w najbliższym czasie obecny w polskiej polityce. "Poza tym, że zasiądzie pan o 19:30 przed telewizorem i rzuci w niego kapciem" - dodał, nawiązując do pory emisji "Wiadomości" TVP1.

"Po pierwsze, nie włączę o tej porze telewizora. Po drugie, nie noszę kapci, a po trzecie nigdy nie rzuciłem niczym w telewizor" - odpowiedział Tusk.

"Mamy przed sobą dwa, trzy lata do następnych wyborów parlamentarnych, żeby pomóc sobie nawzajem" - stwierdził. I dodał, by nie pytać o go jego rolę, bo nie myśli w tych kategoriach.

W dalszej części rozmowy były premier przyznał, że w jego odczuciu PiS będzie tracił poparcie, a ludzie będą mieli dosyć tej partii. "Jestem o tym przekonany, że rok po roku, miesiąc po miesiącu, ludzie, nawet jeśli mają jakieś poważne powody, żeby dziś głosować na PiS, nie będą w stanie znieść tej ilości zła, takiego namacalnego, jakie PiS produkuje, i to tak taśmowo" - ocenił polityk.

W jego opinii to jednak nie wystarczy opozycji, by zwyciężyć. Jak wylicza, do tego trzeba: innych twarzy, młodych ludzi, więcej energii, "trochę nowocześniejszego, takiego fajniejszego myślenia i autentycznej emocji".

Tusk powiedział też, że "opozycja musi na nowo pokochać swoją robotę". Jak dodał, chodzi też o znalezienie interakcji z ludźmi.

Były szef KE stwierdził, że zrobi wszystko, by pomóc opozycji wygrać wybory prezydenckie.

Tusk: W drugiej turze Duda i Kidawa

Były premier mówił także m.in. o nadchodzących wyborach prezydenckich, w których z ramienia PO startuje wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska. W kontekście wyborów Tusk ocenił, że Platforma przeżywa obecnie pewien kryzys zaufania.

"Uważam Małgorzatę Kidawę-Błońską za kandydata kompletnego, dobrego. Ona ma właściwie same zalety, ale startuje w najtrudniejszym z możliwych momentów dla swojej formacji politycznej, więc tej emocji jeszcze nie ma takiej, że ludzie będą szli za nią w ogień" - podkreślił.

Jego zdaniem jednak - jeżeli nie dojdzie do "niespodziewanych zdarzeń" - do drugiej tury powinien przejść prezydent Andrzej Duda i Małgorzata Kidawa-Błońska.

"Nie daj Bóg, że Szymon Hołownia tak kalkuluje"

Tusk zaznaczył przy tym, że docenia potencjał innych kandydatów. Według niego poważnymi konkurentami dla kandydatki PO są publicysta Szymon Hołownia i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. W jego ocenie także kandydat Konfederacji może uzyskać większy wynik, niż można się spodziewać.

Komentując kandydaturę Szymona Hołowni, Tusk odniósł się do opinii niektórych komentatorów szukających analogii między publicystą a obecnym prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim - wcześniej satyrykiem i aktorem. Jak zaznaczył, za Zełenskim w kampanii stały gigantyczne pieniądze i dwuletnie przygotowania. "Ktokolwiek myśli sobie, że Hołownia będzie polskim Zełenskim - albo nie daj Bóg, że Szymon Hołownia tak kalkuluje - to oczywiście to się nie powiedzie" - ocenił.

W tej rozmowie Tusk komentował również kandydaturę prezydenta Andrzeja Dudy. Jak podkreślił, nie uważa Dudy za mocnego kandydata, jednak wie, że obóz polityczny prezydenta ma wyraźną przewagę nad opozycją. "Dlatego on jest bardzo poważnym faworytem w tych wyborach, ale nie ze względu na przymioty własne" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy