Reklama

Reklama

Dochodzenie ws. 2-letniego Adasia zostało umorzone

Prokuratura umorzyła dochodzenie w sprawie nieumyślnego narażenia zdrowia i życia 2-letniego Adasia z Racławic (Małopolskie), który w nocy wymknął się z domu. Dziecko zostało znalezione w stanie głębokiej hipotermii. Przez niemal 2,5 miesiąca było leczone w szpitalu w Krakowie.

Jak poinformowała we wtorek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie Bogusława Marcinkowska, dochodzenie prowadzone było w sprawie nieumyślnego narażenia małoletniego chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez osobę, na której ciążył obowiązek opieki nad nim.

Reklama

- Zgromadzony w sprawie materiał dowodowy nie wykazał, aby babcia pokrzywdzonego naruszyła w sposób istotny reguły postępowania z dobrem prawnym, jakim jest życie i zdrowie małoletniego, pozostającego w krytycznym dniu pod jej opieką, zdarzenie zaś skutkujące narażeniem jego życia na niebezpieczeństwo, było jedynie nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, za który nie można przypisać żadnej z osób odpowiedzialności karnej - zaznaczyła rzecznik.

Według prokuratorów prowadzących dochodzenie opiekunce nie można też przypisać odpowiedzialności za spowodowanie u chłopca choroby realnie zagrażającej życiu.

Wychłodzony do 12,7 stopni C.

2-letni Adaś trafił do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu 30 listopada ub.r., po tym jak w nocy wymknął się z domu w małopolskich Racławicach k. Krzeszowic. Po wszczęciu poszukiwań chłopca w samej piżamce znalazł nad brzegiem rzeki, kilkaset metrów od zabudowań, policjant. Po przywiezieniu do szpitala okazało się, że chłopiec był wychłodzony do 12,7 stopni C. Według specjalistów uratowanie osoby po takim wychłodzeniu organizmu graniczyło z cudem.

Po przewiezieniu do krakowskiego szpitala Adaś został podpięty do urządzenia, które umożliwia tzw. pozaustrojowe utlenowanie krwi. Po wybudzeniu ze śpiączki, do którego doszło po trzech dniach, przez pewien czas oddychał za pomocą respiratora. Chłopiec spędził w szpitalu niemal 2,5 miesiąca: najpierw 23 dni na oddziale intensywnej terapii, potem 51 dni na oddziale neuro-rehabilitacji. 12 lutego został wypisany z krakowskiego szpitala do domu. Nadal poddawany jest rehabilitacji.

- Marzyliśmy, żeby to dziecko opuszczało szpital w takiej formie, w jakiej wychodzi. Jest w tej chwili w doskonałym kontakcie intelektualnym ze światem, to jest ogromna radość, bo to dziecko w pełni wraca do życia - mówił wtedy prof. Janusz Skalski, kierownik Kardiochirurgii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje