Reklama

Reklama

Diamenty i rubiny - odblask świetności dawnej Rzeczpospolitej

Diamenty, rubiny, turkusy i bardzo dużo złota - na Zamku Królewskim w Warszawie trwa wystawa "Rządzić i olśniewać", na której zgromadzono prawie 500 kosztowności z czasów ostatnich Jagiellonów i dynastii Wazów. Jest to pierwsza w Polsce ekspozycja pokazująca zabytki polskiego jubilerstwa z XVI i XVII wieku - Złotego Wieku i początków Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Pomysł wystawy narodził się m.in. w wyniku spotkań specjalistów - miłośników dawnej biżuterii, na kanwie sesji naukowych organizowanych przez Oddziała Toruński SHS (Stowarzyszenia Historyków Sztuki). Kolejne spotkania wokół biżuterii (w tym roku już osiemnaste) pozwalały odkrywać i analizować kolejne nieznane zespoły dawnych klejnotów. Ekspozycja jest niejako zwieńczeniem tego procesu, swego rodzaju projektu badawczego. 

Reklama

- Zebranie w jednym miejscu i pokazanie tak wielu klejnotów: bliskich sobie pod względem formy i stylu, pozwala na stwierdzenie, że musiały one z powstać w Polsce - wyjaśnia w rozmowie z Interią kurator wystawy Danuta Szewczyk-Prokurat. Zmienia to zasadniczo spojrzenie na historię polskiego jubilerstwa w XVI i XVII stuleciu. Dotychczas bowiem w zachodnich publikacjach poświęconych zabytkom biżuteryjnym praktycznie nie występuje termin "Polska". Dzieła jubilerstwa, które mogły powstać na terenie I Rzeczpospolitej są przypisywane zazwyczaj złotnikom z południowych Niemiec, Pragi lub Siedmiogrodu.

Klejnoty z daleka i z bliska

Prezentowane na Zamku Królewskim w Warszawie kosztowności zostały wypożyczone z ponad 80 instytucji z kraju i zagranicy. Klejnoty fundowane przez polskich monarchów, między innymi królową Bonę Sforzę i Zygmunta Augusta czy też powstające w kręgu królewskiego dworu dotarły na Zamek z Nowego Jorku, Uppsali, Wilna, z paryskiego Luwru, prywatnej kolekcji w Londynie, muzeów we Florencji, Bernie czy Monachium. Kuratorzy wystawy przez kilka lat prowadzili żmudną kwerendę nie tylko w muzeach, lecz także w kościelnych zakrystiach i skarbcach w Polsce i na Litwie. Poszukiwania, obfitującej we wspaniałe odkrycia, ujawniły zaskakująco dużo w stosunku do pierwotnej wiedzy klejnotów z XVI i XVII wieku - przede wszystkim przetrwałych jako wota nałożone na monstrancje, relikwiarze, korony i sukienki cudownych obrazów. 

- Była to praca badawcza, a czasem bardziej nawet śledcza. Często dostęp do zabytków był niesłychanie trudny, poszukiwaliśmy obiektów, co do których na podstawie jedynie starych nieostrych fotografii mieliśmy podejrzenie, iż mogą zdobić je klejnoty pochodzące z interesującego nas okresu. Czasem przypadkiem natrafialiśmy na istniejące i stojące w bezpiecznych miejscach zabytki uznawane w oficjalnych źródłach za straty wojenne. Niekiedy właściciele zaprzeczali posiadaniu poszukiwanych przez nas zespołów klejnotów - ze względu na ich bezpieczeństwo, a czasem z niewiedzy, że przedmiot, o który pytamy jest starym i cennym zabytkiem. Bywało również na odwrót, kiedy mimo przekonania właścicieli, klejnoty zdobiące np. monstrancję okazywały się dużo młodsze niżby wskazywała na to szacowna tradycja łącząca je z wybitnymi postaciami znanymi z kart historii - wspomina Danuta Szewczyk-Prokurat. W kilku przypadkach niestety nasze poszukiwania okazały się spóźnione o kilkadziesiąt, a czasem zaledwie o kilka lat - zachowane już tylko na czarno-białych fotografiach zespoły XVII-wiecznych klejnotów na koronach z obrazów i figur Matki Boskiej z Topólna, Sierpca czy Leśniowa padły wcześniej łupem złodziei.

Zdarzało się jednak, że przez nikogo dotychczas nierozpoznane współczesne XX-wieczne kreacje zdobiące wizerunki Maryjne dopiero teraz ujawniły niezwykłe niespodzianki. Tak było w przypadku zespołu XVII-wiecznych klejnotów z sukienek z obrazu Matki Boskiej Świętorodzinnej z Sanktuarium w Studziannie. Na ich trop organizatorzy wystawy wpadli, analizując niewielkie fotografie obrazu, robione z dużej odległości. - Wiedzieliśmy, że sukienki zostały wykonane przed sześćdziesięcioma laty. Aż do przyjazdu do Sanktuarium i wejścia na drabinę nie byłam pewna, co tam tak naprawdę zobaczę. To było prawdziwe odkrycie. Mym oczom ukazało się około 150 elementów klejnotów z 1. i 2. połowy XVII wieku, w nieznacznym jedynie stopniu uzupełnionych współczesną biżuterią - wspomina kustosz wystawy.

Okazało się, że we współczesny haft zdobiący sukienki przykrywające postacie Matki Boskiej, Dzieciątka i św. Józefa zostały wkomponowane dawne klejnoty. Praktycznie nikt nie zdawał sobie sprawy, że obraz zdobią unikatowe kosztowności. Świetnie zabezpieczone malowidło wisi na tyle wysoko, że z poziomu posadzki zupełnie tego nie widać. - Precjoza giną w dekoracyjnym hafcie i dobrze, bo prawdopodobnie też dzięki temu przetrwały - wyjaśnia Danuta Szewczyk-Prokurat. 

Przypadkowego odkrycia dokonano również m.in. przy okazji konserwacji jednej z kaplic w Kościele Mariackim w Krakowie. Przy zdjęciu wotów okalających słynący łaskami wizerunek maryjny okazało się, że jest pomiędzy nimi duży, efektowny medalion z połowy XVII wieku. - Szczęśliwy traf sprawił, że właśnie teraz zdjęto zespoły wotów, i że ktoś pamiętał o naszej wystawie - wspomina pani kurator.

Znacząca część prezentowanych w Warszawie eksponatów pochodzi ze starych zasobów kościelnych. Często wiemy, że klejnoty trafiły na swoje miejsce na sukienkach czy monstrancjach już w XVII czy XVIII wieku. To powoduje, iż nie musimy martwić się i zastanawiać czy nie są one np. doskonałymi XIX-wiecznymi czy co gorsza XX-wiecznymi falsyfikatami. W zbiorach muzealnych, gdzie nie zawsze znana jest proweniencja zabytku, zdarzają się niestety fałszerstwa, dotyczy to również historycznych XIX-wiecznych kolekcji, kiedy to kwitła produkcja neorenesansowych klejnotów, ich pastiszy lub celowych falsyfikatów. 

- Zbiory dawnej biżuterii gromadzone przez stulecia w kościołach i klasztorach przekonują nas również o tym, że właśnie taka biżuteria była w Polsce noszona, a więc najpewniej i robiona przez miejscowych mistrzów-jubilerów, by potem trafić (czasem już jako niemodna, odziedziczona po przodkach) w podzięce za otrzymane łaski do sanktuaryjnych skarbców i na najbardziej czczone wizerunki maryjne - argumentuje rozmówczyni Interii.

Olśniewający blask z Jasnej Góry

Prawdziwym rarytasem wystawy są najstarsze sukienki obrazu jasnogórskiego - rubinowa i diamentowa, która nigdy dotąd nie opuszczała Częstochowy. Na każdej z nich znajduje się po kilkaset dawnych klejnotów - segmentów złotych kameryzowanych łańcuchów, naszyjników, brosz, kolczyków, pierścieni - podarowanych podczas pielgrzymek i stanowiących świadectwo pobożnej hojności naszych przodków. Zwyczaj ofiarowywania wotów przetrwał do współczesności. W Klasztorze Jasnogórskim jest obecnie już 10 sukienek powstałych jako wota lub z wotywnych darów.

Rozmowy z Ojcami Paulinami trwały kilka lat. - Ojców Paulinów troszkę trzeba było przekonywać. To są ich największe skarby, których bezpiecznie strzegli przez wieki - podkreśla Danuta Szewczyk-Prokurat. Kartą przetargową było m.in. zobowiązanie się Zamku Królewskiego do przeprowadzenia inwentaryzacji wszystkich klejnotów znajdujących się na obu sukienkach. - To była bardzo żmudna praca, która została dokonana przed ich wypożyczeniem. Sukienki zostały szczegółowo opisane i sfotografowane. Stanowi to rodzaj zabezpieczenia. Wyobraźmy sobie, że coś ginie. Bez dokumentacji nie wiedzielibyśmy nawet czego szukać. Dzięki inwentaryzacji wszystko zostało detalicznie udokumentowane. Żałujemy tylko, że nie da się odpruć na chwilę klejnotów z sukienek jasnogórskich, po czym je na powrót przymocować. Wtedy wiedzielibyśmy o nich o wiele więcej - mówi kurator - często to właśnie możliwość obejrzenia klejnotu od strony rewersu zdradza jego tajemnice: miejsce i czas powstania, a czasem nawet jego twórcę lub właściciela.

Ważnym argumentem dla Jasnej Góry były też kwestie bezpieczeństwa. - To jest jedna z najbardziej strzeżonych wystaw w historii Zamku - zapewnia Danuta Szewczyk-Prokurat. Zgodnie z wytycznymi zawartymi w ustawie o muzeach, kosztowności konwojowano pod eskortą uzbrojonej straży oraz policji, a przed wejściem na wystawę ustawiono bramkę z wykrywaczem metalu. Na czas przygotowań i trwania ekspozycji w Zamku Królewskim uruchomiono specjalne procedury bezpieczeństwa, które trzymane są w tajemnicy.

Nietypowe precjoza naszych przodków

Obok brosz, łańcuchów i pierścieni, zwiedzający wystawę obejrzą nietypowe kosztowności, między innymi biżuterię o tematyce vanitatywnej z motywami klepsydr, czaszek czy miniaturowe trumienki. Jedna z nich pochodzi ze Skarbca Jasnej Góry, inna - z książęcych sarkofagów Piastów Śląskich z Brzegu. 

- Nie wiemy do końca, jaką pełniły one funkcję. Tego typu biżuteria mogła być produkowana z przeznaczeniem "na ostatnią drogę", ale też mogła być noszona jako biżuteria sentymentalna - pamiątka po wcześniej zmarłych bliskich - informuje Danuta Szewczyk-Prokurat. Do kategorii sentymentalnej zaliczyć można także inne prezentowane klejnoty np. pierścionki tzw. "rączka w rączkę" ozdobione przedstawieniami splecionych ze sobą dłoni, podwójne połączone ze sobą pierścienie z tym motywem oraz obrączki z wygrawerowanymi obietnicami wiecznej miłości. Oprócz biżuterii o dekoracyjnych figuralnych, zwierzęcych czy roślinnych formach i o wyraźnym ładunku symbolicznym czy emocjonalnym, zgromadzono też wiele przedmiotów zaskakująco prostych wręcz nowoczesnych w swym artystycznym wyrazie. 

Jak wyjaśniła Danuta Szewczyk-Prokurat, klejnoty w dobie nowożytnej stanowiły doskonałą lokatę kapitału: łatwo można było je ze sobą zabrać i schować, zastawić lub spieniężyć - czasem więc bardziej od artyzmu wykonania liczyła się po prostu waga srebra lub złota. Jednakże, co możemy zaobserwować na wystawie, w XVI i XVII wieku wysoko ceniono kunszt wykonania klejnotów, koncept i dekoracyjność ich rzeźbiarskich niemalże, bogato kameryzowanych form, pokrytych dodatkowo barwną emalią.

Ekspozycja uczy

Oglądając "Rządzić i olśniewać" można odnieść miejscami wrażenie, że w XVI i XVII-wiecznej Rzeczpospolitej - przypomnijmy, której powierzchnia była ponad trzykrotnie większa od obecnej Polski - noszono przede wszystkim biżuterię rubinową. Jednak nie jest to prawda, o czym wiemy ze źródeł archiwalnych. Kosztowności z rubinami zachowało się więcej, bo były jednak tańsze. - Klejnoty zdobione diamentami, ze względu na coraz wyższą wartość tych kamieni, częściej były unicestwiane. Diamenty wyjmowano, a oprawy przetapiano. Dlatego sukienka diamentowa obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej ze swoimi wielkim unikatowym zestawem klejnotów kameryzowanych głównie diamentami jest tak wyjątkowa z punktu widzenia badacza dawnej biżuterii - informuje kurator ekspozycji - nie mówiąc oczywiście o niesamowitym blasku, jaki wokół roztacza.

Cenne eksponaty zostały uzupełnione m.in. przez ikonografię portretową pozwalającą odkrywać sposoby noszenia dawnej biżuterii i jej związek z obowiązującą modą. Portrety pokazują, jak rodzaj i kolorystyka tkanin z jakich szyto ubiory, kształty dekoltu sukni czy fryzury wpływały na zmiany formy i wielkości klejnotów, na rodzaj użytych do ich produkcji kruszców, kamieni i technik jubilerskich.

Staropolskie wizerunki osobistości bogato przyozdobionych biżuterią, będącą oznaką ich materialnego statusu i wysokiej pozycji społecznej, wypożyczono między innymi z Zamku Królewskiego na Wawelu, Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum Narodowego w Gdańsku, Muzeum Pałacu w Wilanowie czy Muzeum Warmii i Mazur. Kilka wyjątkowych portretów przyjechało z zagranicy: z Kowna, Monachium czy prywatnej kolekcji na Majorce. Dzięki ikonografii możemy się przekonać, że guzy - XVII-wieczni poprzednicy guzików - spinały nie tylko sarmackie żupany, ale też noszone wówczas w Polsce stroje według mody zachodniej. Zaś egrety - jubilerskie ozdoby z dodatkiem ptasich piór - dekorowały zarówno męskie kapelusz czy kołpaki, jak i kobiece głowy - wpinane bezpośrednio we włosy, jak na portrecie królowej Cecylii Renaty z Alte Pinakotek (Monachium). Przez obie płcie noszone były także pierścienie, bransolety czy okazałe łańcuchy.

Z warszawskiej wystawy dowiadujemy się też, że biżuteria w Złotym Wieku i w XVII stuleciu pełniła znacznie więcej funkcji niż obecnie. Panowie znacznie bardziej niż dziś obnosili się z kosztownościami, które świadczyły nie tylko o bogactwie, lecz i o piastowanym urzędzie. W Zamku Królewskim można podziwiać m.in. buławy i laski marszałków dworu dekorowane technikami jubilerskimi zgodnie z sarmackimi kanonami mody.  

"Rządzić i olśniewać" jest częścią trwającego na Zamku Królewskim w Warszawie Roku Wazowskiego. Klejnoty można podziwiać do 4 sierpnia. Wystawie towarzyszy ciekawa oferta edukacyjna skierowana do dorosłych i dzieci, a także m.in. specjalny program skierowany do osób niewidomych i niedowidzących. Ekspozycja opatrzona jest w informacje w języku angielskim obejmujące teksty wprowadzające w szczegółowe zagadnienia oraz opisy najważniejszych eksponatów.

Jesienią otwarcie kolejnej wystawy skoncentrowanej na tej epoce pt. "Świat polskich Wazów".

e.w.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje