Reklama

Reklama

Decyzja sądu w sprawie posła oskarżonego o zniszczenie rzeźby papieża

Do 13 maja Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście odroczył w poniedziałek proces b. europosła Witolda Tomczaka, oskarżonego o zniszczenie w 2000 r. rzeźby Jana Pawła II w warszawskiej Zachęcie. Na wniosek obrońcy sąd zamówił opinię eksperta z dziedziny odlewnictwa.

Sprawa znalazła się na wokandzie sądu po 13 latach od zdarzenia, o którym w 2000 r. było głośno w kraju i za granicą. Tomczak (wówczas poseł wybrany z listy AWS, wtedy Koło Poselskie Porozumienia Polskiego; w 2004 r. z list LPR wybrany do Parlamentu Europejskiego), wraz z Haliną Nowiną-Konopczyną (Koło Poselskie Porozumienia Polskiego) protestowali przeciwko wystawie zorganizowanej na stulecie istnienia galerii Zachęta przez szwajcarskiego kuratora Haralda Szeemanna. Częścią wystawy była instalacja "La Nona Ora" (Dziewiąta godzina), włoskiego artysty Maurizio Cattelana. Przedstawiała ona Jana Pawła II przygniecionego meteorytem.

Reklama

Tomczak wszedł na wystawę, wdarł się za barierki i usunął "meteoryt" przygniatający rzeźbę papieża. Wskutek tej akcji figurze odpadła część lewej nogi. Tomczak został oskarżony o to, że "działając z góry powziętym zamiarem, poprzez gwałtowne przesunięcie" uszkodził rzeźbę. Jego czyn miał spowodować stratę w wysokości prawie 40 tys. zł. W odpowiedzi Tomczak twierdził, że zarzuty są dla niego niezrozumiałe, "zważywszy na to kim był i co przez 28 lat uczynił dla Polski i Polaków Ojciec Święty Jan Paweł II".

Po zniszczeniu rzeźby pozostawił w Zachęcie list z żądaniem dymisji jej dyrektor Andy Rottenberg, którą określił mianem "urzędnika państwowego żydowskiego pochodzenia". Rzeźba została wycofana z wystawy. Wkrótce Rottenberg złożyła rezygnację z kierowania galerią. Tomczak od początku przyznaje się do uszkodzenia instalacji, ale twierdzi, że zrobił to w imię idei. "Zniszczyłem to, ponieważ oczekiwali tego moi wyborcy" - mówił wtedy prasie.

W poniedziałek Tomczak stawił się w sądzie z obrońcą, adwokatem Januszem Wojciechowskim (europosłem PiS). Do rozpoczęcia procesu nie doszło, bo Wojciechowski złożył w sądzie wniosek o zwrot sprawy prokuraturze do uzupełnienia opiniami biegłych - m.in. eksperta z dziedziny odlewnictwa.

"Jeśli jest prawdą, że rzeźbę wykonano w technice odlewu, to Tomczak usunął kamień z odlewu - a formy nie tknął. W moim przekonaniu, wartość rzeźby była zawyżona. A swoją drogą, rzeźba wyceniona na 400 tys. dolarów została po tym incydencie sprzedana za 800 tys. dolarów, więc nie mamy straty tylko zysk. Zapewne wbrew intencjom pana Tomczaka" - przekonywał Wojciechowski.

Jak podkreślał, prokuratura sama przyznaje w uzasadnieniu aktu oskarżenia, że nie ma wyceny szkody, nie ma nawet faktury za dokonaną w Paryżu naprawę - wyceny dokonano bowiem na podstawie tego, ile ubezpieczyciel wypłacił rzeźbiarzowi za naprawę. "Rzeźbiarz wskazał 70 tysięcy franków francuskich - i taką kwotę ubezpieczyciel mu zapłacił. A nikt nie sprawdzał autentycznej wartości szkody. Zresztą od kiedy nie ma już franków francuskich? Nie wiemy też, jakie uszkodzenia mogły powstać w drodze figury z Warszawy do Paryża - prokurator wszystkie uszkodzenia przypisał Tomczakowi - nie wiemy, czy słusznie" - uzasadniał Wojciechowski.

Jeszcze w 2004 r. firma ubezpieczająca dzieło ogłosiła, że zażąda od posła prawie 40 tys. zł odszkodowania. Zarzut zniszczenia rzeźby stołeczna prokuratura postawiła Tomczakowi po kilkuletnich próbach - w 2009 r.. Wcześniej europoseł nie stawiał się na wezwania, usprawiedliwiając się obowiązkami parlamentarnymi.

"Musimy wiedzieć, jakiej wartości jest szkoda. Może to 300 zł? Od tego zależy, czy mamy do czynienia z przestępstwem zniszczenia mienia, czy też z czynem mniejszej wagi, co by oznaczało przedawnienie sprawy" - dodawał Wojciechowski.

Przedstawicielka prokuratury była przeciwna odraczaniu sprawy i przekonywała, że w aktach są wszystkiej dowody wystarczające do jej osądzenia. Sąd odroczył postępowanie do 13 maja, gdy mają być znane wyniki ekspertyzy.

Niewykluczone, że w trakcie procesu zamówi też drugą opinię biegłego, o jaką zwrócił się Wojciechowski - socjolog religii miałby się wypowiedzieć na temat znaczenia kultu papieża w polskim społeczeństwie. Jak mówił, motywacją Tomczaka był sprzeciw wobec profanacji osoby papieża Jana Pawła II, a obiektywizacją tego przekonania było kilkadziesiąt tysięcy listów do prokuratury od katolików, także urażonych takim potraktowaniem tej postaci.

"My, katolicy, mówimy +Ojciec Święty+. A świętości się nie szarga, ołtarzy się nie depcze. Sztuka ma swoje prawa - także do prowokacji i bulwersowania opinii publicznej. Ale nie kosztem wrażliwości religijnej. Pamiętamy, co się działo po tym, jak w gazetach pokazano karykatury Mahometa - świat zatrząsł się od protestów. Tak samo protestowano by w wypadku przejawów antysemityzmu" - mówił obrońca Tomczaka, oklaskiwany przez licznie zebraną w sali publiczność. Niektórzy mieli ze sobą kartki z napisami: "Panie Pośle Tomczak, dziękujemy za obronę wiary", "pseudo-artyści, psychiatra czeka".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama