Reklama

Reklama

Dariusz P. podpalił swoją rodzinę. Biegli stwierdzili, że jest poczytalny

Już wkrótce można się spodziewać aktu oskarżenia w sprawie domniemanego podpalacza z Jastrzębia Zdroju. Zdaniem prokuratury Dariusz P. jest odpowiedzialny za śmierć swojej żony i czworga dzieci. Jak nieoficjalnie dowiedzieli się dziennikarze "Uwagi", wyniki badań psychiatrycznych wskazują, że Dariusz P. jest poczytalny.

Po pożarze Dariuszowi P. współczuła cała Polska. Wydał album upamiętniający swoich bliskich. Podkreślał swoją głęboką wiarę. W wywiadach mówił, że Bóg wystawił go na próbę. Policjanci szybko ustalili jednak, że Dariusz P. kłamał.

Reklama

Biegli stwierdzili podpalenie, a dowody wskazywały, że to właśnie Dariusz P. zaplanował i zrealizował tę zbrodnię. - W życiu bym się nie spodziewała po takiej osobie jak on. To był taki kochany synek dawniej. Co się to porobiło? Wiem, że jest niewinny, bo to jest niemożliwe. Tak mi serce podpowiada. Ale potem przychodzi druga myśl, co by się mogło stać, żeby coś takiego potwornego zrobić? Co by go tak opętało? Nie wiem - mówi Urszula, matka Dariusza P. Dwie siostry zmarły w domu w wyniku zaczadzenia. Ich rodzeństwo i matka trafili do szpitala gdzie lekarzom nie udało się ich uratować.

Po zatrzymaniu przez policję , Dariusz P. przeszedł ośmiotygodniową obserwację psychiatryczną. Według naszej wiedzy nie stwierdzono u niego choroby psychicznej. - Jeżeli okaże się, że rzeczywiście Dariusz P. był poczytalny, to grozi mu nawet dożywocie - mówi Michał Szułczyński, Prokuratura Okręgowa w Gliwicach.

O tym jak wyglądało życie w rodzinie Dariusza P. opowiedział dziennikarzowi "Uwagi" kolega najstarszych córek aresztowanego mężczyzny. Przed wybuchem pożaru chłopak niemal codziennie był gościem w ich domu. - To była rodzina przepełniona uśmiechem. Było czuć tę miłość, ale było czuć też tę pewną sztywność w relacjach i taką twardą rękę. Zwracano dużą uwagę na to, żeby wszystko było zrobione, tak jak tam głowa rodziny powie. Wydaje mi się, że taki rygor narzucał właśnie ojciec dziewczyn.

Dom rodziny P. płonął już wcześniej, wówczas nikt nie ucierpiał, a Dariusz P. otrzymał pieniądze z ubezpieczenia. Kilka miesięcy przed drugim pożarem Dariusz P. wykupił polisę na życie żony na około miliona złotych. Rodzina w tym czasie miała olbrzymie długi sięgające ponad dwóch milionów.

Nasz rozmówca twierdzi, że najstarsza córka Justyna obawiała się kolejnej tragedii. - Dzień przed tym, co się stało Justyna powiedziała mi, że boi się, że jej dom znowu zostanie podpalony. Pytałem się, co to dla niej znaczy, a ona powiedziała mi, że boi się po prostu, że jest jakaś klątwa na jej domu czy coś takiego. Ona mówiła, że jej tata nie chce za bardzo o tym słyszeć. I raczej chciał, żeby ona o tym nie mówiła - wspomina kolega najstarszych córek Dariusza P.

Prokuratura czeka na pisemną opinię biegłych o stanie psychicznym Dariusza P. Gdy tylko ją dostanie zapowiada wysłanie aktu oskarżenia do sądu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje