Reklama

Reklama

Czarnecki: Będę kandydował na prezesa PKOl

- Na pewno emocjonalnie ze sportem jestem związany; traktuję swoje kandydowanie poważnie, będę zabiegał o głosy delegatów na kongres Polskiego Komitetu Olimpijskiego - mówił w środę europoseł PiS Ryszard Czarnecki o swojej kandydaturze na prezesa PKOl.

Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki (PiS) był pytany w środę w Radiu Zet, czy zastąpi ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego.

"Jestem teraz w Strasburgu i Brukseli, więc nie wiem, czy kogoś w Polsce szukają, czy nie szukają, ale ja będę ministra Waszczykowskiego bronić przed niecnymi atakami opozycji" - odpowiadał Czarnecki.

"W sensie politycznym nie będziemy wracać do sprawy Tuska, ale w sensie formalno-prawnym rzeczywiście młody premier Malty, który prowadził posiedzenie Rady Europejskiej chyba nie doczytał traktatu lizbońskiego. Traktat stwierdza, że do wyboru szefa Rady potrzeba kwalifikowanej większości i głosy wstrzymujące się liczone są jako przeciwne" - mówił Czarnecki pytany o wypowiedź szefa MSZ nt. "sfałszowanego" głosowania ws. wyboru Donalda Tuska na szefa RE. "Premier (Malty) nie zapytał kto jest za, przeciw i kto się wstrzymał. Będę bronił ministra Waszczykowskiego, którego chce odwołać opozycja" - dodał wiceprzewodniczący PE.

Reklama

Czarnecki potwierdził natomiast, że chce objąć stanowisko prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego (PKOl). "Jestem zgłoszony przez Polski Związek Piłki Siatkowej" - mówił. 

"Znam się na sporcie, przez osiem lat byłem prezesem i wiceprezesem klubu żużlowego we Wrocławiu, byłem w radzie nadzorczej drużyny klubu piłkarskiego w Ekstraklasie, jestem przewodniczącym rady fundacji, która wspiera polską siatkówkę, w zeszłym roku byłem patronem honorowym mistrzostw świata juniorów na żużlu, które odbywały się w kliku krajach" - uzasadniał Czarnecki.

"Na pewno emocjonalnie i w przestrzeni życia ze sportem jestem związany" - dodał.

Czarnecki poinformował, że po objęciu stanowiska prezesa PKOl nie musiałby rezygnować z mandatu europosła.

"Gdybym uważał, że nie mam szans, to bym nie startował" - zaznaczał europoseł PiS. "Uważam, że nie mając szans nie ma sensu startować, traktuję swoje kandydowanie poważnie, będę zabiegał o głosy delegatów na kongres Polskiego Komitetu Olimpijskiego, który odbędzie się 22 kwietnia" - dodał.

Dotychczasowe funkcje Czarneckiego

Ryszard Czarnecki będzie kontrkandydatem obecnego prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Andrzeja Kraśnickiego, podczas zaplanowanych na 22 kwietnia wyborów - poinformował w zeszłym tygodniu PKOl. Kraśnicki został zgłoszony przez 33 organizacje sportowe, w tym 22 związki sportowe dyscyplin olimpijskich. Kandydaturę Czarneckiego wysunął jedynie Polski Związek Piłki Siatkowej.

Czarnecki jest obecnie deputowanym do Parlamentu Europejskiego i jednym z jego wiceprzewodniczących. W 2014 roku wybrany został z listy Prawa i Sprawiedliwości. W przeszłości przez osiem lat pełnił funkcje prezesa i wiceprezesa żużlowej Sparty Wrocław. W latach 2005-08 był wiceprzewodniczącym Wydziału Zagranicznego Polskiego Związku Piłki Nożnej.

"Chodzi o przesunięcie aktywów na flankę wschodnią"

W porannym programie Radia Zet Czarnecki odniósł się do informacji o redukcji polskiego zaangażowania w Eurokorpusie.

"To się ma dziać nie od razu, tylko bardzo stopniowo, to jest perspektywa trzech, czterech lat i chodzi, jak rozumiem, o przesunięcie aktywów na flankę wschodnią, co w jakiejś mierze jest zrozumiałe" - mówił.

Czarnecki pytany o to, kto podjął decyzję o redukcji zaangażowania odpowiedział: "Jak rozumiem, decyzja resortu obrony narodowej". "Myślę, że na pewno premier Beata Szydło o takich rzeczach wie" - stwierdził.

"Nie jest to sprawa strategiczna (...), czy te środki będą wykorzystane w jednym miejscu Europy, czy, co jest chyba bardziej słuszne, na flance wschodniej, tam, gdzie mamy realne zagrożenie dla Polski, a nie dla naszych dalszych sąsiadów unijnych" - mówił europoseł PiS. "Ta decyzja daje się bronić" - dodał.

Przesunięcie środków na flankę wschodnią Czarnecki ocenił, jako decyzję uzasadnioną.

"Czasem trzeba wybierać, czy bronić bardziej naszej bezpośredniej granicy wschodniej przed Federacją Rosyjską (...), czy też brać w dalszym ciągu udział w misjach, które z naszego punktu widzenia są ważne, ale jednak trochę mniej ważne niż flanka wschodnia" - oświadczył.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje