Reklama

Reklama

Co z zarzutami dla Marcina L.? Nadal nie wiadomo, czy z jego laptopa wysłano fałszywe alarmy

Niejasna opinia biegłego w sprawie laptopa, należącego do Marcina L. To ten człowiek został zatrzymany za organizowanie fałszywych alarmów bombowych w Polsce. Jak dowiedział się reporter radia RMF FM Roman Osica, z dokumentu nie wynika jasno, czy to z jego laptopa zostały wysłane maile z pogróżkami.

Prokuratura Okręgowa w Katowicach od wczoraj ma już opinię biegłego, który badał laptopa mężczyzny. Marcin L. siedzi w areszcie z zarzutem zorganizowania fałszywych alarmów.

Reklama

Kilkadziesiąt maili z informacją o podłożonych bombach spowodowało ewakuacje urzędów i szpitali w całej Polsce. Dziennikarz radia RMF FM dowiedział się nieoficjalnie, że opinia biegłego nie precyzuje, czy to konkretnie z tego komputera, który policja zabrała Marcinowi L. w dniu zatrzymania, wysyłano wspomniane maile.

  - Opinia jest napisana trudnym, technicznym językiem niezrozumiałym dla laika - usłyszał reporter radia RMF FM. Dlatego śledczy wezwali na jutro biegłego. Będzie im tłumaczył, czy jego analiza oznacza, że Marcin L wysyłał maile czy nie.

Wciąż nie ma jeszcze opinii dotyczącej smartfona mężczyzny, który także łączył się ze stronami.

Gdyby jednak jutro okazało się, że nie można jednoznacznie powiązać zatrzymanego mężczyzny z alarmami - będzie to podstawą do cofnięcia zarzutów.

Zdradził go IP?

Śledczy ustalili, że wiadomości o podłożonym ładunku wybuchowym wysłano 24 czerwca z kilkunastu stron, pozakładanych na serwisach zagranicznych, między innymi na yahoo.com.

Okazało się, że dokładnie wtedy, gdy na skrzynki 22 instytucji przyszły maile z pogróżkami, ze wszystkimi tymi stronami łączył się numer IP pewnego smartfona. Zaczęto przeszukiwać sieć i odkryto, że to samo IP było używane przy zakładaniu kont na serwisach allegro i gratka.

Tam znaleziono numer telefonu i namierzono mężczyznę.

Telefon, który łączył się w czasie wysyłania maili zatrzymany miał przy sobie i to właśnie ten aparat oraz laptop są poddawane analizom biegłych. Według informacji  dziennikarza radia RMF FM, prokuratura ma dowody na łączenie się telefonu zaledwie z kilkoma stronami. Do części maili wysłanych do szpitali użyty został program TOR. Służy on do anonimizacji połączeń.

Po mailach z groźbami ewakuowano prawie 3 tysiące ludzi

W nocy z poniedziałku na wtorek maile z informacją o podłożeniu ładunków wybuchowych dostały 22 instytucje w całym kraju - szpitale, prokuratury, sądy i komendy policji. Ewakuowano ponad 2700 osób. Alarmy okazały się fałszywe.


Dowiedz się więcej na temat: fałszywe alamy bombowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje