Reklama

Reklama

Co się dzieje w Sądzie Najwyższym? Wyjaśniamy

Sobotnie (9 maja) obrady Sądu Najwyższego zakończyły się fiaskiem. Pomimo prób nie udało się nawet wyłonić komisji skrutacyjnej, mającej liczyć głosy oddane na kandydatów na pierwszego prezesa SN. Sędziowie podzielili się na dwie grupy i wzajemnie się blokują. Pat trwa.

Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN ma wyłonić kandydatów, spośród których nowego pierwszego prezesa powoła na sześcioletnią kadencję prezydent Andrzej Duda.

Komisja, która ma policzyć głosy, nadal nie została wybrana

Po dwóch dniach obrad wciąż nie udało się wyłonić nawet komisji skrutacyjnej, mającej liczyć głosy oddane na kandydatów na pierwszego prezesa SN. 

W piątek (8 maja), wybierając członków komisji skrutacyjnej, sędziowie głosowali, oddając swój głos "za" albo "przeciwko" kandydatowi. Zgłoszono po jednej kandydaturze z każdej z izb. Żadna nie uzyskała jednak wymaganego poparcia. 

W sobotę (9 maja), podczas drugiego dnia obrad, miały obowiązywać inne zasady głosowania. Z każdej z izb wyłoniono dwóch kandydatów, a sędziowie mieli wybierać między nimi, nie oddając głosów negatywnych. Część sędziów głosowała jednak w inny sposób. 

Reklama

Po siedmiu godzinach w sobotę głosowania nie udało się zakończyć, a członków komisji skrutacyjnej ostatecznie wciąż nie wybrano. Obrady Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN zostały przerwane do wtorku do godz. 10. Ogłosił to sędzia Kamil Zaradkiewicz, który prowadzi je jako wykonujący obowiązki pierwszego prezesa SN. Na tę funkcję został wskazany przez prezydenta Andrzeja Dudę po tym, gdy z końcem kwietnia zakończyła się kadencja prof. Małgorzaty Gersdorf.

- Dotychczas cały czas nie udało się ustalić wyników głosowania nad wyborami członków komisji skrutacyjnej, dlatego że powstały istotne zastrzeżenia dotyczące tego, w jaki sposób komisja powołana do liczenia głosów nad powołaniem komisji skrutacyjnej tego obliczenia głosów dokonała - powiedział po przerwanym posiedzeniu Zaradkiewicz.

Dwie grupy i pat

W Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów SN bierze udział 97 sędziów (w SN jest ich obecnie 99). 

Większość stanowią "starzy" sędziowie wybrani do SN jeszcze przed zmianami PiS w wymiarze sprawiedliwości. Zasiadają oni w trzech starych izbach SN - Izbie Karnej, Izbie Cywilnej oraz Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Łącznie mają 55 głosów.

"Nowi" sędziowie to z kolei ci, których wskazała nowa KRS. Zasiadają głównie w Izbie Dyscyplinarnej oraz Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Mają w sumie 42 głosy. Jest wśród nich wykonujący obowiązki prezesa SN Kamil Zaradkiewicz.

Wielogodzinne obrady, które miały miejsce w piątek i sobotę, utknęły w martwym punkcie, bo - jak wskazują "starzy" sędziowie - nie mogą doprosić się od Zaradkiewicza jasnych reguł przebiegu obrad i sposobu liczenia głosów.

Na początku sobotnich obrad sędzia Marta Romańska z Izby Cywilnej złożyła wniosek dotyczący porządku obrad, pod którym podpisało się 49 sędziów, co - jak wskazywała - stanowi większość zgromadzenia. Zaradkiewicz odparł jednak, że kwestia porządku obrad była przedmiotem wielogodzinnej dyskusji w piątek i została już przesądzona.

"Nowi" sędziowie zarzucają "starym" obstrukcję obrad i celowe ich przedłużanie.

- Mamy sytuację, w której starsi sędziowie usiłują wykluczyć sędziów powołanych w 2018 r. i później od możliwości wywierania wpływu na obsadę stanowiska w Sądzie Najwyższym. Sytuację, w której chodzi o wykluczenie tychże nowych sędziów i o uniemożliwienie im zgłoszenia jakiegokolwiek kandydata na stanowisko pierwszego prezesa SN - mówił na antenie TVP Info Aleksander Stępkowski, "nowy" sędzia z Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

"Starzy" sędziowie odpierają zarzuty i podkreślają, że chodzi im jedynie o prawo.

"Chodzi o to, by zgromadzenie przebiegało według jasnych reguł i doprowadziło do wyboru kandydatów. Ja też mam swoich kandydatów, których darzę zaufaniem i chciałbym na swojego kandydata oddać głos" - powiedział w "Faktach po Faktach" TVN24 sędzia Michał Laskowski. 

"Starzy" sędziowie oburzają się ponadto, że Zaradkiewicz nie dopuszcza ich do głosu, nie uwzględnia wniosków formalnych i nie prowadzi obrad jak "pierwszy wśród równych".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy