Reklama

Reklama

Co dalej ze Zjednoczoną Prawicą? "Różnimy się pięknie"

- Nie jesteśmy ani jedną nogą, ani drugą nogą poza koalicją Zjednoczonej Prawicy. Pracujemy dla Polski i chcemy pracować dalej. Ale w tej chwili dzieją się rzeczy fundamentalne, które mogą mieć bardzo negatywny wpływ na przyszłość naszego kraju, na kształt jego pokoleń, na to wszystko, co my też nazywamy suwerennością - mówiła w Polsat News wiceprezes Solidarnej Polski, europosłanka Beata Kempa.

Prowadzący "Graffiti" Grzegorz Kępka przypomniał, że Solidarna Polska różni się w niektórych poglądach od Prawa i Sprawiedliwości. Wymienił m.in. głosowanie przeciwko "piątce dla zwierząt" i plany wypowiedzenia "konwencji stambulskiej".

Reklama

- Zjednoczona Prawica składa się z różnych partii politycznych, a wiodącą jest Prawo i Sprawiedliwość. Myślę, że to szeroka oferta nie tylko dla prawej strony politycznej, ale także dla centrum. Każdy może odnaleźć swoje preferencje polityczne. Najważniejsze jest to, że jeśli się różnimy, to różnimy się pięknie. Jednak oczywiste jest to, że w ramach tak dużego tworu nasza oferta będzie większa - tak to czujemy, to wypływa z głębi naszego serca, to wynosimy z domu. Najważniejsze jest to, że jesteśmy w zgodzie i konsensusie - mówiła europosłanka.

"W lipcu był pierwszy moment"

Kempa zapewniła, że w lipcu "był pierwszy moment", kiedy "bardzo jasno trzeba było zasygnalizować, że jeżeli dalej prezydencja niemiecka będzie uparcie tą kwestię podnosić, to możemy domagać się weta".

- Cały czas dokument jest w procedowaniu, to są kolejne etapy tego procedowania. Myślę, że ten pierwszy, kiedy można było zwrócić uwagę i poprosić o refleksję, skoro nasi partnerzy nie chcą się na to godzić, idąc dalej szlakiem dyktatu nad państwami, szczególnie takimi jak Polska i Węgry, to teraz w fazie głównej negocjacji, trzeba wzmocnić polski rząd, pana premiera. Jesteśmy środowiskiem politycznym, które przede wszystkim wspiera koncepcje suwerennego państwa polskiego. Trzeba wzmocnić ten element i to jest oczywiste - tego wymaga polska racja stanu - mówiła wiceprezes SP.

- Nie możemy sobie pozwolić na to, aby jakimiś dokumentami typu rozporządzenie, jakimiś pozatraktatowymi politycznymi posunięciami zabierać nam suwerenność i ograniczać nam suwerenność - dodawała Kempa.

"Władza w rękach urzędnika"

Prowadzący program zwrócił uwagę, że za powiązaniem budżetu z praworządnością opowiada się 25 państw wspólnoty.

- Przede wszystkim jest zasada jednomyślności i to główna zasada traktatowa. Jeśli chodzi o środki budżetowe, to jest taka zasada, że budżet przyjmuje się jednomyślnie, to również inne kwestie wynikające z kwestii budżetowych powinny podlegać takim samym regułom. To jest oczywiste. W tym przypadku mamy naruszenie bardzo poważnej równowagi, a także niedochowania wierności traktatowi - odpowiadała Kempa.

- Druga kwestia, że jest to bardzo prymitywny szantaż, który próbuje się stosować wobec Polski, a także Węgier. Za chwilę podejrzewam, może to dotyczyć każdego innego kraju, którego działania nie spodobają się elitom brukselskim i wtedy będzie taka pałka, maczuga, przeciwko krajowi, który nie będzie temu dyktatowi podlegał - dodawała eurodeputowana.

Kempa oceniła, że system powiązania budżetu UE z praworządnością jest wadliwy "od początku do końca". - Począwszy od samej definicji, której nie ma, skończywszy na wszelkiego rodzaju mechanizmach, które oddajemy Brukseli nad suwerennym państwem. Pytam się: po co nam będą wybory, po co będą partie polityczne, po co będą programy i całe mechanizmy demokratyczne, skoro władza oddaje się w ręce urzędnikom. Są niewybieralni, nie znamy ich, nie wiadomo skąd są i kto za nimi stoi - podsumowała.

Groźba weta

Na początku listopada między prezydencją niemiecką a Parlamentem Europejskim wypracowane zostało porozumienie w sprawie mechanizmu powiązania dostępu do środków unijnych z praworządnością, które zostało skrytykowane przez rządy Polski i Węgier. W liście skierowanym do szefów instytucji UE dotyczącym budżetu wspólnoty premier Mateusz Morawiecki oświadczył, że Polska podtrzymuje swoje stanowisko i nie może się zgodzić na uznaniowość mechanizmu.

Jak zaznaczył Ziobro na poniedziałkowej konferencji prasowej, zagadnienie to jest "fundamentalne dla przyszłości Polski i Europy". - To jest kwestia, która będzie rozstrzygać o tym, czy Polska będzie suwerennym podmiotem w ramach tej wspólnoty, jaką jest UE, czy też zostanie poddana politycznemu i zinstytucjonalizowanemu zniewoleniu - ocenił minister.

Pytany, co by się stało w momencie, gdyby premier nie zawetował unijnego budżetu, Ziobro odparł, że rozumie, że jest to kwestia "teoretycznych rozważań". - Słuchając wypowiedzi pana premiera, czy też wypowiedzi innych polityków PiS na czele z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, nie mam wątpliwości, że to są oceny zbieżne z tym, co tutaj zaprezentowaliśmy na konferencji - wskazywał minister.

- Jestem przekonany, że wszyscy myślimy tak samo i weto zostanie tutaj zastosowane. Natomiast jeśli pan mnie pyta o czysto teoretyczną sytuację (...), to w takim wypadku oznaczałoby to całkowitą utratę zaufania do premiera z wszelkimi tego konsekwencjami, które z takich sytuacji wypływają - powiedział. Podkreślił, że były "pewne rozdźwięki", jeśli chodzi o lipcowy szczyt Rady Europejskiej, natomiast teraz cały obóz mówi "jednym głosem".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje