Reklama

Reklama

Centrum Zdrowia Dziecka: Dyrekcja zamknęła cztery oddziały

Dyrekcja CZD poinformowała, że w związku ze strajkiem pielęgniarek, zamyka cztery oddziały szpitala. "To bardzo trudna decyzja, ale musimy ją podjąć, żeby chronić naszych pacjentów" - oświadczyła dyrektorka CZD Małgorzata Syczewska. Jak poinformowano, pielęgniarki postawiły nowe warunki, które uniemożliwiają porozumienie.

- Ponieważ sytuacja jest bardzo trudna, została przez nas podjęta decyzja o tym, że zamkniemy cztery oddziały, by przesunąć personel do tych klinik, w których mamy pacjentów wymagających opieki i by zapewnić im bezpieczeństwo i możliwość leczenia - powiedziała Syczewska dziennikarzom.   

Reklama

Wyjaśniła, że są to te cztery oddziały, w których pacjentów obecnie już nie ma, bo zostali skierowani do innych miejsc. - Jest to bardzo trudna decyzja, ale w tej sytuacji jedyna, jaką możemy podjąć (...) Robimy to z ciężkim sercem, ale pamiętamy, że na końcu tego naszego sporu są pacjenci i musimy przede wszystkim troszczyć się o nich, żeby warunki, które tu mają - w tej trudnej sytuacji - były bezpieczne. To jest tym podyktowane - powiedziała Syczewska.   

Dodała, że wśród tych zamykanych oddziałów nie ma onkologii. - Nie myślimy o tym - podkreśliła.   

Dyrektor CZD poinformowała, że działający w placówce związek zawodowy pielęgniarek złożył dyrekcji w poniedziałek nową propozycje porozumienia. Dodała, że jest ona analizowana. - Musimy policzyć koszta - powiedziała. 

Nowe żądania pielęgniarek

Wynagrodzenie zasadnicze brutto pielęgniarek wzrosłoby o 400 zł, a pielęgniarkom pracującym w systemie jednozmianowym pracodawca byłby zobowiązany wypłacić 500 zł brutto podwyżki - takie są propozycje strajkujących, przedstawione w poniedziałek dyrekcji Centrum Zdrowia Dziecka.

O nowej propozycji strajkujących od 24 maja pielęgniarek poinformowała w poniedziałek media dyrektor placówki Małgorzata Syczewska. Dyrekcja proponowała wcześniej zwiększenie wynagrodzenia zasadniczego brutto pielęgniarek i położnych o 250 zł.

W nowej propozycji pielęgniarki domagają się także zwiększenia o 5 proc. dodatków za pracę w systemie nocnym (z 65 proc. do 70 proc.) oraz za pracę w święta (z 45 proc. na 50 proc.), a także zwiększenia wynagrodzenie za pięć dni w roku (dwa dni Bożego Narodzenia i Wielkanocy oraz Nowy Rok) ze 100 proc. do 200 proc.

Zaproponowano także m.in., by pracodawca - niezależnie od uzgodnionych wzrostów wynagrodzeń - corocznie prowadził negocjacje ze związkiem dotyczące wzrostu płac zasadniczych w danym roku kalendarzowym, przy czym kwota ta nie byłaby mniejsza niż 100 zł brutto.

Tombarkiewicz: Nie ma chęci porozumienia

Nie ma chęci porozumienia, pielęgniarki przedstawiły nowe propozycje finansowe i są one wyższe niż wynegocjowane do tej pory - powiedział dziennikarzom w Warszawie wiceminister Zdrowia Marek Tombarkiewicz.

"Kwota żądań z dzisiaj jest wyższa niż ta, która była ostatnio omawiana, nawet w tej wersji pierwotnej. Nawet pojawiły się nowe punkty - dodatków za pracę na dyżurach w dni świąteczne, dodatkowych pieniędzy za szczególne pięć dni, czyli tych "dużych świąt" w roku i to wszystko generuje dodatkowe koszty" - powiedział Tombarkiewicz.

"Zaproponowana dziś kwota to 400 złotych plus dodatkowe, nowe propozycje, dawała sumarycznie kwotę przewyższającą pierwotną propozycję, czyli 500 zł" - powiedział Tombarkiewicz.

W jego ocenie oznacza to, że "nie ma chęci porozumienia". "(... )Odczytujemy to, że nie ma chęci porozumienia, a jest to twarde stanowisko (...) wręcz te punkty, które zostały dogadane - oprócz jednego podstawowego, czyli kwoty podwyżki - zostały dzisiaj kompletnie przemodelowane i pojawiły się nowe zapisy, a nie te, które już były wynegocjowane" - dodał.

"Ewidentnie nie ma tu chęci porozumienia, to fatalna sytuacja. To, co zostało wynegocjowane w sobotę zostało dziś odwrócone; po rozpoczęciu rozmów, po godzinie przewodnicząca przyniosła nową propozycje" - podkreślił Tombarkiewicz.

Dodał, że zarówno dyrekcja jak i resort są gotowi na kontynuowanie rozmów.

Pytany o wysokość strat związanych ze strajkiem Tombarkiewicz odpowiedział, że szacunkowo jest to ok. 5 mln zł. "To są straty, które można odrobić, jeśli personel wróciłby do pracy, to ten kontrakt można odrobić, wyrównać straty; natomiast przyznanie podwyżek do podstawy to jest stały koszt, który będzie przechodził z roku na rok, trzeb też pamiętać o pozostałych pracownikach. Też na pewno będą chcieli podobnego poziomu podwyżek lub mogą wystąpić do dyrekcji z innymi żądaniami " - powiedział Tombarkiewicz.

PiS o strajku pielęgniarek

"W naszym głębokim przekonaniu - mówił dziennikarzom w Sejmie senator PiS Jan Maria Jackowski - w tej chwili jest sytuacja, w trakcie poważnych negocjacji i te negocjacje w najbliższym czasie przyniosą rozwiązania. Rząd pracuje również nad rozwiązaniem systemowym, ponieważ sposób wynagradzania pielęgniarek, który obowiązuje w CZD, jest na podobnych zasadach w innych instytucjach medycznych na terenie Polski".

"To wymaga rozwiązania systemowego i nad takim rozwiązaniem rząd pracuje. To oczywiście wymaga czasu, jak również regulacji ustawowych, w związku z tym nie jest to sytuacja doraźna, tylko należy zawrzeć porozumienie, a następnie je realizować" - dodał.

Jackowski był poproszony o szczegóły możliwych rozwiązań ustawowych. "Jeżeli w wyniku prac nad rozwiązaniami systemowymi okaże się, że potrzebne są zmiany regulacji ustawowych, a może się tak okazać, to wtedy będziemy w parlamencie procedowali stosowne projekty ustaw w tej mierze czy nowelizacji" - dodał.

Z kolei rzeczniczka klubu PiS podkreśliła, że rząd zaproponował pielęgniarkom podwyżkę, na którą się nie zgadzają.

"Być może w efekcie dzisiejszych rozmów zostaną przedstawione inne propozycje, być może one się zgodzą. To nie jest tak, że rząd jest głuchy i nieugięty wobec potrzeb środowiska pielęgniarek. Ale żeby zawrzeć porozumienie, trzeba zawrzeć pewien kompromis, który w mojej ocenie powinien powodować, że troszkę jedna i druga ze swoich oczekiwań ustąpi" - zaznaczyła Beata Mazurek.

Żądania Nowoczesnej

O proteście mówili też w Sejmie politycy Nowoczesnej.

Według Nowoczesnej system opieki zdrowotnej w Polsce jest w opłakanym stanie, a wszelkie podejmowane działania są doraźne, od strajku do strajku.

"Apelujemy o podjęcie jak najszybszych działań, działań ponad podziałami, ponadpartyjnych, o zwołanie po prostu białego okrągłego stołu, w którym ta sytuacja dramatyczna zostanie rozwiązana" - powiedziała posłanka Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz.

Do tego stołu miałyby zasiąść - według pomysłu Nowoczesnej - przede wszystkim pielęgniarki, przedstawiciele partii rządzącej oraz przedstawiciele opozycji. Gasiuk-Pihowicz dodała, że przedstawiciele Nowoczesnej udadzą się do strajkujących pielęgniarek z ofertą pomocy w jak najszybszym dojściu do konstruktywnych rozwiązań.

Oceniła, że strajk w CZD jest "sytuacją alarmową dla polskiego rządu". Zaapelowała, żeby sytuacji w służbie zdrowia nie sprowadzać jedynie do strajku w CZD, do konfliktu personalnego pomiędzy kadrą zarządzają i pielęgniarkami, ponieważ za chwilę strajk pielęgniarek "rozleje się na całą Polsce".

W piątek - mówiła posłanka Nowoczesnej - lider tej partii Ryszard Petru skierował list do premier Beaty Szydło i ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, aby "działania związane z polskim systemem opieki zdrowotnej, a w szczególności z opieką pielęgniarską, zostały podjęte w sposób niezwłoczny".

Gasiuk-Pihowicz podkreśliła, że rząd przede wszystkim powinien wsłuchać się w głos pielęgniarek. Do systemowego rozwiązania sytuacji konieczna jest właściwa wycena poszczególnych świadczeń, a ponadto pielęgniarki mają szereg postulatów związanych z systemem kształcenia. Pieniądze na dofinansowanie służby zdrowia można jeszcze spróbować znaleźć w systemie - oceniła. Dodała, że Nowoczesna stała na stanowisku, że warto wprowadzić dodatkowe dobrowolne ubezpieczenia zdrowotne.

Strajk w CZD

Pielęgniarki w Instytucie "Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka" w Międzylesiu pod Warszawą odeszły od łóżek pacjentów 24 maja - ich obecność została ograniczona do oddziałowych i jednej pielęgniarki.

W poniedziałek po godz. 10 rozmowy zostały wznowione. Dwie godziny później dyrektor Centrum Zdrowia Dziecka Małgorzata Syczewska poinformowała, że Centrum zamknie cztery oddziały, by przesunąć personel do tych klinik, w których są pacjenci wymagający opieki.

Dyrekcja CZD podaje, że pielęgniarki żądają podwyżek o 500 zł brutto dla każdej z nich, co oznacza faktyczną podwyżkę w wysokości średnio 720 zł brutto, uwzględniając dodatki. "Są to kwoty, na które Instytutu nie stać" - podkreśla kierownictwo placówki. W ostatniej propozycji porozumienia, odrzuconej przez strajkujące, była oferta podwyżki średnio 250 zł brutto, czyli średnio 360 zł brutto, uwzględniając dodatki.

Według kierownictwa Instytutu przyjęcie postulatów pielęgniarek kosztowałoby CZD 7 mln zł w skali roku. 

Dotychczasowe 11 dni strajku oznacza natomiast stratę ok. 5,5 mln zł. Dyrekcja przestrzega, że dalszy strajk, który generuje dodatkowe straty finansowe może doprowadzić do likwidacji placówki.W CZD jest zatrudnionych ok. 800 pielęgniarek. Strajkujące twierdzą, że każdego dnia w szpitalu brakuje ich ok. 70 i nie są w stanie zapewnić pacjentom właściwej opieki i bezpieczeństwa. Spór zbiorowy pielęgniarek z dyrekcją CZD trwa od grudnia 2014 r. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje